22 maja 2017

Wywiad z Michałem Janem Chmielewskim

Michał Jan Chmielewski - rocznik Czernobyla, mieszka na Facebooku. Uwielbia lata dziewięćdziesiąte i muzykę instrumentalną. Zazwyczaj czyta trzy książki naraz (jedna nowa, dwie pozostałe czytane po raz kolejny), często spaceruje. Pasjonat wszystkiego, między innymi origami, deskorolki, rolek, programowania, gier komputerowych, jojo, piłki nożnej, muzyki, rysowania, robienia zdjęć. Z tego wszystkiego ostało się pisanie. Na poważnie rozpoczął od e-zinów, skupiając się na legendarnym niegdyś ActionMagu, potem zaczął bawić się w dziennikarstwo na terenie województwa zachodniopomorskiego, ale opowiadanie prawdy szybko go znudziło, więc przerzucił się na fikcję. Wyszedł z tego darmowy e-book ''Zrobiłbym coś złego'', porozrzucane w internecie opowiadania i fikcyjne miasteczko Baskin Zachodnie, w którym rozgrywa się większość jego historii. 
Źródło: https://geniuscreations.pl/autorzy/michal-jan-chmielewski/





Jaki prywatnie jest Michał Jan Chmielewski?


Prywatnie jest Majkelem albo Miszą, zależy w jakim kraju. Jest raczej cichym typem. Pracuje, pisze, czyta, ogląda, słucha, zmywa po sobie, ogląda sitcomy, chodzi na spacery. Uważa się za dobrego człowieka, nie zawsze podejmującego dobre decyzje, ale starający się żyć tak, by nie przeszkadzać innym. Jest leniem, dużo mu się chce, wszystko robi wprost odwrotnie proporcjonalnie.


Jak wyglądał początek Twojej przygody z pisaniem?

Któregoś dnia pokłóciłem się z kolegą, o pierdołę jakąś, coś związanego z muzyką. Wszedłem do domu i napisałem kilka akapitów na ten temat na klawiaturze, w windowsowym notatniku. Sam dla siebie. To był pierwszy tekst, który nie był wypracowaniem do szkoły. Przeczytałem, poprawiłem, coś dopisałem. Dotyczył on chodzenia po mieście ze słuchawkami na uszach – strasznie uwielbiam takie spacery do dzisiaj. Zlepek kilku przemyśleń, nic wielkiego. Tekst zatytułowałem „Mój matrix” i wysłałem go do magazynu. Dostał się. Spodobało mi się to na tyle, że zabrałem się do drugiego, potem piątego i dwudziestego któregoś. To była późna jesień, roku nie pamiętam.



Życie polskiego pisarza na emigracji — jak to wygląda z Twojego punktu widzenia?


Cóż, wygląda na pewno podobnie jak u większości emigrantów. Każdy z nas wie, jak to jest. Nie jest to łatwe i takie cudowne jak się wydaje tym, którzy mieszkają w Polsce. Chętnie opowiada się o nas dowcipy o zmywakach i tak dalej. Albo, że po pięciu latach ludzie zapominają polskich określeń, z tego też rodacy lubią się śmiać. Z drugiej strony niektórzy myślą, że nam, emigrantom, pieniądze spadają z nieba lub rosną na drzewach. Emigracja z mojego punktu widzenia jest ciężka, dla niektórych za ciężka do udźwignięcia. Ciężko odnaleźć się w tym świecie i potrzeba sporo samozaparcia, by przetrwać pierwszy szok, że jednak tak cudownie to tu nie jest, potem poradzić sobie w życiu codziennym i uważać na pułapki. A tych jest mnóstwo, a jedną z nich są… Polacy rodacy. Jest takie powiedzenie Polonii w UK: jeśli za granicą Polak nie zrobił ci krzywdy, to już ci pomógł. I to jest prawda, sam tego doświadczyłem. Tak więc ci, którzy tu przybywacie: uważajcie. Co do emigracji od strony pisarskiej – to istna kopalnia pomysłów na powieści i opowiadania. Ludzie, którzy tu przyjeżdżają, w dużej mierze są potencjalnymi bohaterami powieści. Przyjeżdżają tu, bo zostawił ich partner, bo sznur szubienicy o nazwie Dług zaciskał się na ich szyi, bo uciekają przed prawem, bo uciekają przed rodziną, sobą. To wszystko są tematy na książkę czy postać. Kiedyś na pewno popełnię jedno z nich.




Jakie książki lubisz czytać? Równie mroczne i brutalne jak Twoja książka ''Złe''? Masz jakąś swoją ulubioną, do której lubisz wracać?

„Co gryzie Gilberta Grepe’a”, „Cztery pory roku” (trzy z czterech zawartych tam opowiadań), „Zespół ojca”, „Pokalanie”, „Bidul”. Kilka z długiej listy, które czytam raz na jakiś czas.




Planujesz kontynuację ''Złe''?

Wiem, że spore grono osób na to czeka, co swoją drogą bardzo mnie cieszy. Powiem tak: plan mam napisany już od dawna, wystarczy tę kontynuację napisać. Ale na razie pracuję nad czymś innym, weselszym, narrator pierwszoosobowy. Najpierw to, potem zobaczymy.


Kiedy kolejna książka i o czym ona będzie?

Być może jeszcze w tym roku, nie do końca wiem jednak kiedy. Będzie jednak na pewno. Powieść rozegra się w Baskin Zachodnim, a jakże, i opowiadać będzie o dwójce dzieci-przyjaciół. Obydwoje stawią czoła sprawie pojawiającej się w „Zrobiłbym coś złego” – zaginięć dzieci.



Ciężko było wydać książkę? Jak przebiegał u Ciebie proces poszukiwania wydawcy?


Ciężko. Tym bardziej że jestem raczej gorącą głową, wszystko na już muszę wiedzieć, a pracować nad czymś, co będzie miało sens – więc pisanie czegoś, co być może nie przeczyta żaden redaktor, było dla mnie katorgą. Opłaciło się. „Złe” miało pierwotnie tytuł „Horyzont zdarzeń” – z 10 wydawnictw odezwało się chyba sześć, jedno zaproponowało wydanie vanity, czyli za moją kasę, cztery odesłało odpowiedź jednozdaniową: nie wydamy tego, ostatnie, czyli ukochane Genius Creations, zaryzykowało i oto jestem. To tak oczywiście w wielkim skrócie, wszystko, od szukania wydawcy po wydanie, zajęło około 2 lat.




Opowiedz coś o udziale w konkursie na Literacki Debiut Roku.

Wysłałem „Złe” (wtedy pod tytułem „Horyzont zdarzeń”) bez większych nadziei. Gdy zająłem drugie miejsce, ucieszyłem się i wpieniłem, czułem się jak pierwszy przegrany. Pojechałem z rodziną na uroczystość wręczenia nagród, poznałem Agnieszkę Opolską, która „Anną May” zajęła pierwsze miejsce. Porozmawialiśmy i utrzymujemy kontakt. Rozmawiałem także z kilkoma osobami związanymi z branżą wydawniczą i dziennikarstwem, wymieniliśmy się opiniami na różne tematy, podjadłem, popiłem. Co mi się średnio podobało i prawie usnąłem, to wykład na temat literatury współczesnej, o ile dobrze pamiętam, popełniony przez jakiegoś profesora. Sylwetki pięciu pisarzy, informacje pobrane z Wikipedii, czytane powolnym, usypiającym tonem. Nie twierdzę, że zamiast tego powinien pojawić się Bohdan Smoleń i sypnąć kilkoma dowcipami, ale jestem pewien, że można było zrobić to w bardziej interesujący sposób.




Teraz coś, o co pytam każdego. Masz jakąś dobrą radę dla osoby, która chce wydać książkę?

Pisz i czytaj. Nie traktuj rad innych pisarzy jak słów ostatecznych, jak wyroczni. Każdy lubi pracować swoim rytmem, odnajdź więc swój. Pisz i czytaj. Jeśli nie masz weny i czasu na powieść, pisz opowiadania. Pokazuj swoje teksty, wysyłaj je do magazynów i wydawnictw, niech nie zalegają na dysku. Spróbuj wejść w dialog z pisarzami udzielającymi się na facebookach i innych instagramach. Bądź aktywny nie tylko w pisaniu, publikuj i gromadź grupkę czytelników. Notuj pomysły, nie wyrzucaj ich, kiedyś mogą się przydać.



Michał, bardzo dziękuję Ci za ten wywiad, życzę Ci wielu sukcesów. Jeśli spodobał wam się wywiad, wpadnijcie na fanpage Michała i zostawcie mu parę polubień.
Książkę Michała - ''Złe'' możecie kupić w księgarni madbooks.pl  w naprawdę dobrej cenie. 

1 komentarz:

  1. Autora nie znałam wcześniej, ale po wywiadzie widzę, że to fajny gościu i przede wszystkim inteligentny ;) Dobrze prawi o emigracji i innych zagadnieniach. Trzeba go poczytać ;)

    OdpowiedzUsuń