22 lipca 2017

Pamiętnik ze starej szafy - konkurs patronacki



Hej Kochani! Dziś przychodzę do was z konkursem, w którym możecie wygrać egzemplarz książki ''Pamiętnik ze starej szafy''. 


Aby wziąć udział w konkursie należy:

* Zostać publicznym obserwatorem bloga
* W komentarzu odpowiedzieć na pytanie konkursowe

Będzie mi bardzo miło jeśli polubicie moją stronę na Facebooku i dacie znać znajomym o konkursie. 


Pytanie konkursowe:

Jakie jest Twoje najzabawniejsze wspomnienie z młodości/dzieciństwa?



REGULAMIN:

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: My fairy book world.
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Videograf
3. Aby wziąć udział w konkursie należy spełnić warunki wymienione powyżej.
4. Konkurs trwa od 22 lipca 2017 roku do 29 lipca 2017 do godz. 23.59
5. Zwycięzcą zostanie osoba, której odpowiedź najbardziej mi się spodoba.
6. Nagrodą jest jeden egzemplarz książki ''Pamiętnik ze starej szafy''.
7. Konkurs skierowany do osób posiadających adres korespondencyjny w Polsce.
8. Na kontakt mailowy od zwycięzcy czekam 3 dni. Po upływie tego czasu - nagroda przepada. 
9. Za wysyłkę książki odpowiada sponsor.

21 lipca 2017

Jill Santopolo - Światło, które utraciliśmy

Data wydania: 5.07.2017
Wydawnictwo Otwarte


Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem.
Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?



Zamach terrorystyczny na Word Trace Center miał wpływ na życie wielu osób. Ci, którzy zginęli, pozostawili swoich bliskich w żałobie, jednak miało to wpływ także na ludzi, którzy nie byli bezpośrednio związani ze zmarłymi. Wielu ludzi właśnie po upadku wież dowiedziało się, co chcą robić w życiu. Lucy i Gabe'a poznajemy w dniu zamachu na WTC, patrząc na wydarzenia, które miały miejsce tak blisko nich, odkrywają, co w życiu jest ważne, zaczynają rozumieć, że życie należy przeżyć tak, jak tego pragniemy, bez oglądania się na innych. Ich losy nie są proste, w końcu życie nigdy takie nie jest, jednak ich historia daje nam bardzo ważną lekcję. Jaką? Przeczytajcie sami.

Jill Santopolo zdecydowała się na formę listu/pamiętnika, którego narratorką jest Lucy. Zwraca się ona w swojej opowieści bezpośrednio do Gabe'a, opisując wszystko co spotkało ją od momentu ich spotkania. Taka forma ma swoje plusy i minusy, jednak dzięki prostemu językowi czytało się ją szybko i przyjemnie. Postacie Lucy i Gabe'a są jednocześnie różne i tak bardzo do siebie podobne. Z jednej strony mamy Lucy - silną, zdeterminowaną kobietę, która jest gotowa oddać wszystko dla Gabe'a, wszystko poza swoim największym marzeniem. Z drugiej strony jest Gabe - piękny i wrażliwy mężczyzna, który zagarnia dla siebie całą uwagę, pochłania wszystkich wokół, tak samo jak Lucy pragnie zrealizować swoje marzenia. Będąc razem żyją intensywnie, celebrując chwile, jakby już wtedy przeczuwali, że to wszystko się wydarzy.

''(...) czuję się, jakbyś była moją gwiazdą, moim słońcem. 
Twoje światło, twoja siła przyciągania... 
Nie potrafię wyrazić, ile dla mnie znaczysz.
- Nazwałabym nas podwójną gwiazdą (...) 
orbitujemy wokół siebie.''

Nie będę wspominać o drobnych niedociągnięciach tej książki, bo one naprawdę nie mają wpływu na jej odbiór. Czytając ''Światło, które utraciliśmy'' bardzo zżyłam się z bohaterami, zastanawiałam się co ja zrobiłabym na ich miejscu. Każdy człowiek, którego spotkamy, może mieć znaczący wpływ na nasze życie. To samo ze zdarzeniami, których jesteśmy świadkami, jedne bardziej, inne mniej wpływają na to, jaką drogą podążymy w życiu. Lubię myśleć, że nasze losy nie są z góry zaplanowane przez siłę wyższą, że każdy nasz wybór, każda osoba, z jaką się zwiążemy, ma wpływ na to, co wydarzy się w naszym życiu. Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest z miłością? Czy na świecie jest tylko jedna, jedyna osoba nam przeznaczona? Ten/ta jedyny/a dzięki któremu nasze życie stanie się lepsze? Taka osoba, do której serce będzie się wyrywać niezależnie od tego, co się wydarzy? Czy przysługuje nam limit na miłość? Czy możemy w życiu doświadczyć tylko jednej miłości tak silnej, porywającej i nieskończonej?


''The world we knew
Won't come back
The time we've lost
Can't get back
The life we had
Won't be ours again''




''Światło, które utraciliśmy'' to książka, którą naprawdę przeżyłam. Miałam wrażenie, że towarzysze bohaterom podczas wszystkich wydarzeń, że jestem świadkiem ich wzlotów i upadków. Pomimo niedociągnięć jest to wspaniała powieść o miłości, przeznaczeniu i życiu. Jill Santopolo zafundowała mi wzruszającą podróż pokazującą prawdę o uczuciach, których doświadczamy w życiu. Decydując się na lekturę tej książki, nie zapomnijcie o chusteczkach, mi były potrzebne...

Bardzo gorąco polecam tę książkę!


Czasami miłość to za mało.....



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

19 lipca 2017

Cynthia Hand & Jodi Meadows & Brodi Ashton - Moja Lady Jane

Data wydania: 19.07.2017
Wydawnictwo SQN


Prześmieszna, fantastyczna, romantyczna i (niezupełnie) prawdziwa historia Lady Jane Grey. Książka Moja Lady Jane autorstwa Cynthii Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows to jedyna w swoim rodzaju opowieść fantasy osadzona w tradycji ustanowionej przez Narzeczoną dla księcia Williama Goldmana, której bohaterami są król niespecjalnie garnący się do królowania, jeszcze mniej garnąca się królowa i szlachetny rumak, a która nie grzeszy przesadnie nabożnym szacunkiem dla źródeł historycznych. Bo czasem nawet historii trzeba nieco pomóc.
Szesnastoletnia Lady Jane Grey, mająca niebawem wyjść za zupełnie obcego mężczyznę, wplątuje się w konspirację, celem której jest obalenie jej kuzyna, króla Edwarda. Ale Jane nie zawraca sobie głowy takimi błahostkami, skoro ma niebawem zostać królową Anglii.

(...) wciąż nie brakowało w Anglii takich, 
którzy uważali, że dobry zmieniak to martwy zmieniak.

Wyobraźcie sobie, że są ludzie, którzy potrafią zmienić się w zwierzęta. Jakim zwierzakiem chcielibyście być? Ja chyba chciałabym być tygrysem. Dobra, wyobraziliście sobie to? To teraz przenieśmy się do Anglii za panowania Tudorów, król Henryk na oczach poddanych zmienił się w lwa, pożarł błazna, powrócił do ludzkiej postaci i wydał rozporządzenie dające Zmiennokształtnym takie same prawa jak Nieskalanym. Po śmierci króla Henryka panowanie objął Edward, który odgrywa ważną rolę w historii Jane. Lady Jane Grey najchętniej spędzałaby czas z nosem w książkach ani myśli o zamążpójściu, niestety na jej drodze staje decyzja Edwarda i pewien koń. Chcecie się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi? Przeczytajcie książkę!!!

Nie macie pojęcia jak ciężko opisać tę książkę, chyba nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak śmieszną powieścią. Ale spróbujmy — zaczynamy od fabuły. Jak już wspomniałam, autorki oparły swoją książkę na prawdziwej historii Lady Jane Grey, są trzy główne fakty łączące historię z tą książką — wiek Jane, jej dziewięciodniowy okres panowania oraz utrata korony. Pozostałą część historii autorki ułożyły według ich własnego pomysłu. Zazwyczaj, gdy czytam książki stworzone przez kilku autorów, zauważam, które fragmenty napisane zostały przez jednego autora, a które przez drugiego. Czytając Moją Lady Jane, miałam wrażenie, że książka ta wyszła spod pióra jednego autora — wszystko jest niesamowicie spójne, nie widać różnic w tekście czy kreacji bohaterów. Autorki zdecydowały się na narrację trzecioosobową i podzieliły ją na trzech głównych bohaterów, więc całą historię poznajemy z perspektywy Edwarda, Jane i Gifforda (którego od teraz będę nazywać po prostu G.). Teraz skupmy się na tych właśnie bohaterach. Zacznijmy od Edwarda, którego poznajemy, gdy już jedną nogą jest w grobie, rozważa sens swojego życia, marzy o pocałunku, a na mocy ostatniego swojego dekretu decyduje, by koronę dostała Jane, a nie jedna z jego sióstr. Jest przykładem dziecka, które musiało zbyt szybko dorosnąć i nie zasmakowało w rozrywkach typowych dla jego rówieśników. Jane to moja ulubienica. Szesnastoletnia dziewczyna o ogniście rudych włosach, lubiąca książki bardziej niż ludzi. Nie myślicie sobie, że przez to jest cicha jak myszka. Nie, Jane Grey to dziewczyna, która głośno i wyraźnie mówi o tym, co myśli, nie pozwala innym wpływać na swoje decyzje, jest bardzo dojrzała jak na swój wiek. Przyszła pora na G... Cierpi on na pewną przypadłość, otóż wszystkie dnie spędza jako... koń. G. Jest Zmiennokształtnym, nie panuje jednak nad przemianami i codziennie wraz ze wschodem słońca zmienia się w konia, a ludzką postać odzyskuje, dopiero kiedy słońce już zajdzie. G. jest bardzo skomplikowaną postacią, dlatego nic więcej o nim nie napiszę. Jest jednak jedna rzecz, która łączy te trzy postaci — sarkastyczne poczucie humoru, książka jest nim dosłownie przepełniona. Autorki bardzo sprawnie poprowadziły akcję, przeplatając wydarzenia, które stały się udziałem każdego z bohaterów. Ale to, co wyróżnia tę książkę spośród innych to jej humor. Spokojnie mogę powiedzieć, że cała ta książka jest jednym wielkim zbiorem żartów, sarkastycznego poczucia humoru i śmiesznych wpadek.

Bardzo się cieszę, że dzięki Wydawnictwu SQN mogłam poznać tą cudowną, fantastyczną powieść! Prawdziwa historia Jane Grey nie należała do przyjemnych, a autorki opowiedziały jej historię na nowo, w swój własny sposób, mieszając fakty historyczne z fikcją literacką. Ta książka powinna być zalecana przez lekarzy jako lek na zły nastrój i depresję. Czytając, nie można się nie śmiać, nie zalecam spożywania napojów i jedzenia w trakcie czytania. Moja Lady Jane to książka, która ma w sobie wszystko, co zapewni super rozrywkę na letni dzień/wieczór. Jest intryga, podstępna walka o władzę, zaaranżowane małżeństwo, ludzie zmieniający się w zwierzęta i masa dobrego humoru. Bardzo gorąco polecam!!!

Premiera Mojej Lady Jane już dzisiaj, więc galopujcie do księgarni po swój egzemplarz!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu SQN. 

18 lipca 2017

Anna Bellon - Nie zapomnij mnie

Data wydania: 19.07.2017
Wydawnictwo OMGBooks


The Last Regret są na szczycie: wyprzedana trasa koncertowa, nominacje do Grammy, uwielbienie fanów, świetna zabawa z paczką najlepszych przyjaciół.
Ale Ollie nie jest tak naprawdę szczęśliwy: ma apartament, którego nie może nazwać domem i dziewczynę, która nie jest jego wielką miłością. Bo Ollie nie zapomniał o Ninie, pierwszej i jedynej, którą naprawdę kochał. Którą chciał mieć w sercu na zawsze. I która zniknęła z jego życia.
Aż do dziś...
Dlaczego Nina odeszła bez słowa? Czy kiedykolwiek kochała Olivera? I dlaczego skrywana przez nią tajemnica nieodwracalnie zmieni życie Olliego?



The Last Regret chyba nie muszę wam przedstawiać? 
Nie zapomnij mnie to drugi tom serii o paczce przyjaciół, tworzących zespół TLR, tym razem Anna Bellon przybliża nam historię Olliego. 



Dla członków zespołu muzyka jest ucieczką od problemów i rzeczywistości, TLR stał się spełnieniem ich marzeń a ich piosenki sposobem na wyrzucenie z siebie emocji i uczuć. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, ze Ollie jest szczęśliwy, jednak kiedy zostaje sam, w apartamencie, który nie przypomina domu, jego prawdziwe uczucia dochodzą do głosu. Jest nieszczęśliwy. Wcale mu się nie dziwię, bo jak człowiek może być szczęśliwy, gdy żyje bez serca? Jego miłością była Nina, to jej oddał serce, a ona odeszła, zostawiając go bez słowa wyjaśnienia...


Po przeczytaniu Uratuj mnie miałam ochotę złapać za kolejną książkę o zespole The Last Regret, jednak musiałam poczekać prawie rok na Nie zapomnij mnie. Ollie to chłopak, którego trudno nie polubić, stały w uczuciach, lojalny wobec przyjaciół, charyzmatyczny, pomimo całego bagażu doświadczeń nie stał się zgorzkniały. Ollie i Nina wychowywali się w domu dziecka, walka o przetrwanie nie była im obca, czuli się inni od pozostałych wychowanków, jednak zawsze mieli siebie i swoją miłość. Ollie dostał od losu szansę — nowy dom i rodziców, jednak nigdy nie zapomniał o Ninie, ciągle się widywali, a uczucie nie osłabło ani na moment. Jednak coś poszło nie tak, Nina zniknęła, nie wyjaśniając dlaczego. Nina to dziewczyna skomplikowana, dość szybko rozwiązałam zagadkę jej zniknięcia, ale nie przeszkadzało mi to w czerpaniu radości z ich historii. Wydawać by się mogło, że pięć lat to kupa czasu, uczucia mogą się zmienić, jednak czas pokazał, że ich miłość przetrwała tę próbę, tylko czy to uczucie wystarczy? W książkach Anny Bellon ważna jest muzyka i emocje, jakie ona wywołuje. Choć autorka oparła historię na utartych i sprawdzonych schematach to ma ona swój urok i czyta się ją z wielką przyjemnością. Bardzo spodobało mi się to, że autorka nie zapomniała o Mai i Kylerze i w Nie zapomnij mnie możemy poznać ich dalsze losy. Jednak jednej rzeczy mi brakło - szczegółów z transy i koncertów zespołu. Z jednej strony rozumiem dlaczego autorka nie poświęciła temu większej uwagi, głównym wątkiem jest relacja Ollie — Nina, jednak naprawdę chciałabym więcej szczegółów z życia The Last Regret. Anna Bellon posługuje się prostym i współczesnym językiem, dzięki czemu z łatwością trafi ona w gusta młodszych czytelników. Fajne, choć przewidywalne rozwinięcie akcji, zabawne dialogi, przekomarzania się członków zespołu — wszystko to, tworzy książkę, która wciąga i wypuszcza dopiero po przeczytaniu ostatniego zdania.

Historia Olliego i Niny nie jest prosta, nie da się jej opisać jednym utworem, to cały album emocji i uczuć. Anna Bellon w swojej książce opisuje uczucie dwójki skrzywdzonych, młodych ludzi, czytając książkę, towarzyszymy im w ich drodze, jesteśmy świadkami wzlotów i upadków, spełnienia marzeń i poświęcenia dla ukochanej osoby. Nie zapomnij mnie jest jednak przede wszystkim historią o prawdziwej przyjaźni, stałej i niezmiennej niezależnie od okoliczności. Kto chciałby dołączyć do zespołu The Last Regret? Jeśli macie ochotę na przyjemną książkę z wyjątkowym klimatem, to polecam wam Nie zapomnij mnie.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję OMGBooks.

16 lipca 2017

Finał Book Tour - Koszmar Morfeusza


Kolejny Book Tour po wyspach dobiegł końca, książka już wkrótce trafi do autorki, zapraszam więc do przeczytania pamiątkowych wpisów. 







13 lipca 2017

Maria Zdybska - Wyspa mgieł



Data wydania; 15.05.2017

Wydawnictwo Genius Creations

Czasami dwie dusze łączy więź silniejsza niż śmierć.

Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę.
On – potężny mag, wyrzutek, arogant i sybaryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego.
Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nieumarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł.


Tak się nie robi pani autorko!
Nie podsyła się czytelnikowi książki, kiedy kończy się ją w TAKI sposób i w TAKIM MOMENCIE!

Wyspa mgieł to totalna petarda! Przyznaję, że bardzo zachęciła mnie do niej rekomendacja Melissy Darwood, której twórczość bardzo sobie cenię. Wiecie co, tak naprawdę to nie mam zielonego pojęcia co napisać o tej książce. Czuję się tak, jakby autorka rzuciła na mnie jakiś czar, bo jak tylko myślę Wyspa mgieł, to pamiętam tylko to, co mi się podobało, co było w tej historii niezwykłe — nie kojarzę niczego, do czego mogłabym się doczepić. To musi być czar, prawda?
Ale od początku. Lirr to przybrana córka pirata, większość swojego życia spędziła na morzu, pośród piratów, więc nie dziwił mnie jej trudny charakter. To, co mnie odrobinę zdziwiło to była naiwność tej dziewczyny, wszak wychowywana pośród mężczyzn powinna poznać ich zachowania. Uczucia, jakimi darzy Caela, sprawiają, że zgadza się na niebezpieczną wyprawę po lekarstwo jego matki. W trakcie podróży Lirr poznaje kilka niezwykłych stworzeń, które będą miały wpływ na jej życie, nie zdradzę jednak kto to taki, przekonajcie się sami. Najbardziej do gustu przypadł mi Raiden — mag o ironicznym poczuciu humoru, obdarzający ludzi cynicznym uśmiechem. Czytając Wyspę Mgieł, widziałam, że autorka włożyła sporo pracy w kreację bohaterów, są oni nieprzeciętni i dopracowani. Nie mam na myśli jedynie o dwóch postaciach wymienionych powyżej a o wszystkich, które pojawiają się w książce. Maria Zdybska zadbała o różnorodność, dla każdego coś dobrego. Warto wspomnieć o języku, jakim posługuje się autorka, z jednej strony jest prosty, łatwy, a z drugiej jest pełen pirackich powiedzonek, co niezwykle ubarwia tekst. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń co do prowadzenia fabuły, z każdą przeczytaną stroną akcja przyspiesza, lepiej poznajemy bohaterów, autorka zadbała o barwne i ciekawe opisy. Naprawdę czyta się tę książkę bardzo szybko.

Wyspa mgieł to świetny debiut autorki. Niezwykły pomysł na fabułę został wykorzystany, zakończenie pozostaje otwarte i jestem zmuszona poczekać na kontynuację. Szkoda, że ta książka ma tak małą promocję, myślę, że zasługuje na to, by dotrzeć do wielu czytelników. Maria Zdybska zabierze was w cudowną podróż, pełną tajemnic, niespodzianek i magii. Jeśli pirackie powiedzonka nie są wam straszne, to ta książka jest dla was idealna! Bardzo gorąco polecam!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce - Marii Zdybskiej


12 lipca 2017

Emily Henry - Miłość, która przełamała świat

Data wydania: 14.06.2017
Wydawnictwo YA!

Natalie spędza lato w swoim rodzinnym miasteczku w Kentucky. To ostatnie tak leniwe wakacje przed rozpoczęciem studiów. Dzień za dniem toczy się bez żadnych ciekawych wydarzeń, dopóki dziewczyna nie zacznie obserwować dziwnych rzeczy. Zielone drzwi do jej pokoju nagle stają się czerwone, znika ogród, który rozciągał się obok przedszkola. W miejscu miasteczka znikąd pojawiają się wzgórza. Natalie czuje, że dzieje się coś niepokojącego. Wtedy odwiedzą ją sympatyczna, ale tajemnicza postać, która ostrzega: "masz tylko trzy miesiące, aby go uratować". Następnej nocy Natalie spotyka na boisku szkolnym pięknego chłopca imieniem Beau, a czas i przestrzeń przestają dla niej istnieć. Istnieją tylko Natalie i Beau…


Natalie to młoda dziewczyna o indiańskich korzeniach. Właśnie spędza ostatnie lato w domu swoich adopcyjnych rodziców, myślami wybiega już do wymarzonych studiów. W przeszłości Natalie miała problemy, których przyczyny nikt nie potrafi jej wyjaśnić. Dziewczyna była pewna, że terapia zakończyła jej nietypowe problemy, jednak ponownie odwiedza ją Babcia — tajemnicza postać przekazująca jej niezwykłe indiańskie opowieści. Podczas tej wizyty Babcia ostrzega Natalie, że musi kogoś uratować i ma na to tylko 3 miesiące. Niestety Babcia zapomniała jej powiedzieć kogo i przed czym musi uratować, a dziewczyna nie ma pojęcia gdzie szukać wskazówek. O swoich nietypowych problemach Natalie zwierza się tylko swojej przyjaciółce, która jej wierzy, nie osądza i stara się ją wspierać. W życiu Natalie pojawia się przystojny chłopak imieniem Beau — wstrząsa on całym światem dziewczyny i nic ani nikt nie liczy się dla niej bardziej niż on. Wszechświat nie okaże im jednak litości....

Miłość, która przełamała świat to powieść tak różna od wszystkich dostępnych na rynku powieści dla młodzieży. Autorce udało się stworzyć cudownych bohaterów, Natalie to dziewczyna, której nie dało się nie polubić. Ze względu na swoje pochodzenie nie potrafi do końca odnaleźć miejsca w życiu, próbuje zrozumieć, co kierowało jej biologiczną matką, za żadne skarby nie chce skrzywdzić swoich rodziców, z drugiej strony jednak pragnie poznać historię i kulturę Indian. Każdy krok w jej życiu jest starannie przemyślany, co dowodzi temu, że jest ona inteligentną dziewczyną. Wybór Natalie na narratora tej książki był strzałem w dziesiątkę. Beau to uroczy chłopak, który nie miał i nadal nie ma łatwego życia. Jednak się nie poddaje, stara się żyć jak najlepiej, wspierając najlepszego przyjaciela. Spotkanie Natalie i Beau dosłownie przełamuje ich świat. Pomysł na fabułę jest cudowny. To, co stworzyła autorka, jest tak inne, magiczne i tajemnicze, że nie jestem w stanie tego opisać. Rozwój relacji pomiędzy Natalie a Beau przeplatają opowieści indiańskie, którymi Babcia dzieli się z dziewczyną. Prosty język, plastyczne opisy i cudowni bohaterowie — znacie lepszy przepis na książkę, którą dosłownie się pochłania?

Miłość, która przełamała świat to powieść naprawdę wyjątkowa. Choć jest to książka dla młodzieży, to nie da się jej przeczytać na raz, trzeba się na niej skupić, by w pełni zrozumieć mądrość opowieści indiańskich. To książka tak różna od tego, co możemy spotkać w księgarniach, że nie można jej ominąć. Historia Natalie i Beau daje nam ważną lekcję życia, dlatego nie zdradzałam żadnych elementów z fabuły, po prostu sami musicie to przeczytać. Gorąco wam ją polecam!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu YA! 

11 lipca 2017

Agnieszka Lingas-Łoniewska - Wszystko wina kota!

Data wydania: 24.05.2017
Wydawnictwo Novae Res

Czasami życie pisze najlepsze scenariusze!
Romantyczna komedia omyłek. 
Bestsellerowa pisarka, Lidia Makowska, od lat tworzy popularne wśród kobiet powieści, wydając je pod pseudonimem Róża Mak. Właśnie kończy pisać kolejną książkę i już zaczyna się martwić, co tym razem zarzuci jej Jack Sparrow – czołowy bloger bezlitośnie punktujący niedociągnięcia wszystkich poprzednich powieści. 
Jednocześnie namawiana przez agentkę i przyjaciółkę, Karolinę, przygotowuje się do telewizyjnego wywiadu, aby ujawnić wszystkim fanom swoją prawdziwą twarz. Żąda jednakże, aby wywiad poprowadził Jack, który jako krytyk literacki także występuje incognito. 
„Wszystko wina kota!” to optymistyczna historia o zaufaniu i przyjaźni, a także o tym, jak cienka może być granica dzieląca dwa pozornie odległe światy. 
A gdzie w tym wszystkim wina futrzaka? 
Przeczytajcie!


Kochani, pod żadnym pozorem nie zaglądajcie na koniec książki!
Gwarantuję, że jeśli przeczytacie książkę od początku do końca, bez zaglądania na ostatnie strony, to będziecie mieć niesamowitą frajdę z poznawania tej historii.



Taka miłość nie zdarza się często. 
To jest coś, o co warto walczyć.


Nie mam pojęcia, która to już przeczytana przeze mnie książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, jednak za każdym razem autorce udaje się mnie zaskoczyć.
Główną bohaterką tej książki jest Lidia Makowska, która jest autorką ukrywającą się pod pseudonimem Róża Mak. Wszystkie książki Róży szybko zyskują tytuł bestsellera, czytelniczki je kochają, blogerzy uwielbiają o nich pisać, zwłaszcza jeden z nich upodobał sobie jej książki — Jack Sparrow. Czepliwy bloger jest cierniem w oku autorki, recenzuje każdą jej książkę, uszczypliwie wytykając błędy, przesadną słodycz i romantyzm. Lidka właśnie skończyła swoją najnowszą powieść, a co za tym idzie, zaczyna się dla niej gorący okres promocji książki. Autorka pod pretekstem rozmowy o recenzji swojej powieści rozpoczyna mailową korespondencję z Jackiem. W życiu prywatnym Lidki pojawia się pewien przystojny sąsiad, dotychczas podziwiała jedynie go ze swojego mieszkania, jednak za sprawą kota, który upodobał sobie poduszkę sąsiada, nawiązują bliższą znajomość. Róża koresponduje z Jackiem, Lidka spotyka się z Jeremim — co może pójść źle?


Życie to nie tylko cholerne kwiatuszki. 
Czasami to pot, krew i łzy. 
I nie tylko romantyczne płatki róż. 
Czasami to tłusty i prosty hamburger. 
Tego chcę od życia i tego chcę od ciebie. 
Niekiedy kwiatów i dywanu z płatków, 
a niekiedy prostej strawy, 
po której powiesz mi, kto spierdolił ci dzień.

Agnieszka Lingas-Łoniewska nie bez powodu nazywana jest dilerką emocji, Wszystko wina kota! nie odbiega od wcześniejszych jej książek i trafia prosto w serca czytelniczek. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Muszę wspomnieć o sprawie, która wywołała uśmiech na mojej twarzy — w swojej najnowszej książce autorka wspomniała o dwóch blogerach, do których często zaglądam. Mowa tutaj o Angelice z Lustro Rzeczywistości i Tomaszu z Nowalijek. Bardzo fajnie ze strony pani Agnieszki, że umieściła ich na kartach powieści, której ważnym elementem stał się pewien bloger.

Obserwując grupę fanowską Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, nie mogę nie zauważyć podobieństwa głównej bohaterki do autorki, obie tworzą popularne książki dla kobiet, lubią mocniejsze brzmienie i muzyka jest w ich życiu bardzo ważna. Jeśli zaglądacie na mojego bloga, to wiecie, że bardzo łatwo zakochuje się w książkowych bohaterach, tak było też i tym razem. Jeremi to facet, którego łatwo było pokochać, pomimo jego przeszłości, która dopiero pod koniec wychodzi na jaw, został on moim najnowszym książkowym mężem. Relacje pomiędzy bohaterami są pełne wzlotów i upadków, bardzo podobało mi się wplecenie wydarzeń z życia przyjaciółek Lidki, chętnie poznałabym je bliżej, i tak szczerze, to każda z nich zasługuje na własną książkę. Jednak czytając Wszystko wina kota! poczułam się odrobinkę oszukana, patrząc na okładkę i tytuł, spodziewałam się, że więcej będzie o Jamesie, a tu tylko kilka razy autorka o nim wspomniała. Pomijając to jedno maleńkie rozczarowanie, książka bardzo mi się podobała.

Wszystko wina kota! to zabawna, lekka i przyjemna książka opisująca losy zwariowanej autorki i czepliwego blogera. W swojej najnowszej powieści Agnieszka Lingas-Łoniewska porusza tematy miłości, przyjaźni i zostawienia przeszłości za sobą. Po raz kolejny autorka porwała mnie do świata swoich bohaterów, dzięki niej zyskałam nowego książkowego męża, którego nie oddam. Książkę czyta się niesamowicie szybko i choć niemal od razu odkryłam tajemnicę Jacka Sparrowa, to nie przeszkadzało mi to w odbiorze książki. Mnie do czytania książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie trzeba namawiać, poznałam jej styl i wiem, że sięgając po nie, nigdy się nie zawiodę. Jeśli jeszcze nie znacie twórczości autorki a Wszystko wina kota! jeszcze przed wami to gorąco polecam!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


10 lipca 2017

Wywiad z tajemniczą Patrycją May


Hej Kochani! 
Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z tajemniczą autorką Patrycją May. Piątego lipca ukazała się książka autorki - Pamiętnik ze starej szafy, recenzję możecie przeczytać tutaj












Kim jest Patrycja May?

Kobietą, matką, osobą intensywnie pracującą, z wieloma pasjami.

Dlaczego nie zdecydowałaś się na wydanie książki pod własnym nazwiskiem?

Dla kaprysu 😉Myślę, że to, co dzieje się wokół autora nie powinno mieć znaczenia. On i tak oddaje część siebie w swojej twórczości. A tak serio, to piszę w tej książce o wielu sprawach, które miały miejsce naprawdę, nie chcę, żeby ktoś miał pretensje. A przecież nie będę szukać znajomych z zamierzchłej przeszłości i pytać, czy wyrażą na to zgodę. Znalazłam więc rozwiązanie prostsze.

Czy wszystkie wydarzenia z książki ''Pamiętnik ze starej szafy'' miały miejsce w Twoim życiu?

Większość. Część jest nieco zmodyfikowana na potrzeby książki.

Kto jest najważniejszą osobą w Twoim życiu?

Moje dziecko. Było, jest i będzie. 

Skąd pomysł na wydanie książki? Ktoś cię do tego namówił czy to była tylko Twoja decyzja?

A tak sobie pisałam dla relaksu, gdy moje dziecko było jeszcze oseskiem. Trochę uwiązało mnie w domu, więc miałam czas na takie rzeczy. Dlatego ja mogę powiedzieć, że mnie macierzyństwo rozwinęło. Przedtem gdzieś wiecznie latałam, ciągle w akcji, a potem okazało się, że jest tyle fajnych rzeczy, które można robić w domu. Później dostała to rodzina i uparli się, żebym to gdzieś wysłała w świat. Zbierałam się … 10 lat. Odpowiedź z wydawnictwa przyszła znacznie szybciej.

Czy masz jakiś rytuał, którego się trzymasz w trakcie pisania?

Nie mam żadnych rytuałów i przesądów. Nie mam na to czasu, wykorzystuję w życiu niemal każdą minutę, na rytuały jest mi go po prostu szkoda. 

Długo szukałaś wydawcy dla ''Pamiętnika ze starej szafy''? Dlaczego padło akurat na Videograf?

Jak wspomniałam wcześniej, niedługo. Dlaczego? Nie mogę powiedzieć.

Czy masz takiego autora, którego twórczość cenisz sobie najbardziej?

Wielu takich jest.

Masz w planach kolejną książkę? Jeśli tak, to zdradzisz może, o czym ona będzie?

Na razie myślę…😉

Co jest największym marzeniem Patrycji May?

Być szczęśliwą i mieć powód do śmiechu każdego dnia.

Co czujesz, czytając opinie o swojej książce?

Na razie euforię, bo czytam same pozytywne. Zobaczymy, jak mi mina zrzednie, gdy ktoś się po niej przejedzie.



Bardzo dziękuję za odpowiedzi na moje pytania. 
Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się poznać tożsamość autorki. 
Czytaliście już Pamiętnik ze starej szafy?

8 lipca 2017

JESTEM HEJTEREM! BOOK TAG

Grafika pobrana z https://images.google.co.uk/?gws_rd=ssl

Hej! Dziś mam dla Was Book Tag przygotowany przez Ewę z CatVloguje i Zuzę z Kulturalna Szafa. Nie lubię narzekać, więc postanowiłam wyjść z mojej strefy komfortu. Gotowi?


1. Co ja czytam — książka z błędami logicznymi.

Przyznaję, że nie zwracam uwagi na błędy logiczne... Nie osądzajcie mnie, kiedy tylko książka zaczyna mnie wciągać, przestaję zauważać takie szczegóły.

2. A ta/ten tu czego?! - książka z irytującym głównym bohaterem.

Tak przekornie nie jedna a dwie irytujące główne bohaterki z dwóch serii K. N. Haner. Cassandra z serii Mafijna miłość oraz Rebeka z serii Miłość w rytmie rocka. W swoich wpisach nigdy nie ukrywałam, że postaci kobiece w książkach K. N. Haner są strasznie irytujące. Obie panie często popadają ze skrajności w skrajność, lubią się kłócić, histeryzować i sprawiać, że odbiera się je jako głupiutkie gąski — Kasia, wybacz!

3. Grafomania — powieść z denerwującym stylem autora: denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat.

Chyba dla nikogo, kto obserwuje mojego bloga nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę, że to Angielskie lato Małgorzaty Mroczkowskiej. Dla mnie ta książka jest po prostu sztywna i nudna a autorka nie potrafiła ożywić swojej historii.

4. No i po co to było? - drugi tom, który nie dorównał pierwszemu.

Niestety, Manwhore+1. Ta książka mnie tak rozczarowała, że zgrzytałam zębami, gdy ją czytałam. Pierwsza część — Manwhore naprawdę mi się podobała, liczyłam na to, że autorka utrzyma poziom i w Manwhore+1 dostaniemy pikantną, napisaną ze smakiem kontynuację losów Malcolma i Rachel. W rezultacie  dostałam odgrzewanego kotleta i przyznaję, że kolejne opisy scen łóżkowych po prostu omijałam.

5. Schowaj ten czerwony dywan! - książka niezasłużenie popularna.

Nie wiem, czy książka ta jest aż tak popularna, jednak kiedy ja ją czytałam, mówiło się o niej całkiem sporo. Chodzi mi o Wyśnione miejsca — ta powieść dla młodzieży tak mnie rozczarowała, że po jej lekturze przestałam się nastawiać na konkretne wrażenia po przeczytaniu opinii czytelników/blogerów. Skuszona samymi pozytywnymi słowami na jej temat nastawiłam się na wielkie WOW, a dostałam przeciętną powieść, której potencjał został zmarnowany.

6. Tak złe, że aż dobre – guilty read.

Proszę się nie śmiać!
Pam, pam, pam!

Saga Zmierzch! Naprawdę bardzo dobrze czytało mi się te książki i do tej pory miło je wspominam.

7. Dobranoc, pchły na noc – książka, nad którą można zasnąć.

Książka, o której wspomniała Ewa - Wotum nieufności Remigiusza Mroza. Już kiedyś na jednej z grup wspomniałam, że przy tej książce zasypiałam, to dowiedziałam się, że skoro książki, które czytam najczęściej to romanse/młodzieżówki i powieści fantasy to nie powinnam się wypowiadać o książkach Mroza. Musicie jednak wiedzieć, że po kryminały sięgam, nie często, ale jednak, a w przeszłości przeczytałam ich całkiem sporo. Bonusem jest to, że czytałam House of Cards, do której to Wotum jest porównywane, więc uszanujcie, proszę, moje zdanie. Pomimo całej mojej sympatii do książek Mroza — Wotum nieufności to książka nudna jak flaki z olejem.

8. A to co, farba się wylała? – brzydka, irytująca okładka.


Nie musiałam się długo zastanawiać nad tym, o jakiej książce napisać. Okładka pierwszego wydania Pamiętnika diabła. Książka Adriana Bednarka jest świetna, ale okładka dosłownie odstrasza.... dobrze, że przy drugim wydaniu została ona zmieniona, na coś bardziej pasującego do klimatu powieści.








9. No i gdzie ten suspens? - książka do bólu przewidywalna.

Tutaj pojawi się książka, której recenzji nie było i nie będzie na blogu — Zranieni H.M. Ward. Książka opiera się na utartych i popularnych schematach powieści New Adult i według mnie, autorka nie wniosła nic nowego, przez co książka jest przewidywalna aż do bólu.

10. Depczesz mi po odciskach — rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie.

W tym punkcie zgadzam się z Ewą i Zuzą — porównywanie książki do popularnych książek/serii, powtarzające się blurby najlepiej sprzedających się autorów. Od siebie dodam, że nie lubię oceniania książki po wydawnictwie, które ją wydało, a to zdarza się ostatnio coraz częściej. Myślę, że warto dać szansę każdej książce, przeczytać ją i dopiero wtedy ją osądzić.


Koniecznie zerknijcie do Ewy i Zuzy i posłuchajcie ich narzekań! 


Do wykonania tagu nominuję:

Agnieszkę z Papierowe strony

7 lipca 2017

Iwona Walczak - Śniadanie na skale

Data wydania: 16.05.2017
Wydawnictwo Replika


Siedem obcych sobie osób, których pozornie nic nie łączy. Zanurzeni w swojej codzienności, przeżywają drobne radości i borykają się ze zwykłymi problemami – zauroczeni życiem, a jednak w pewien sposób nim rozczarowani. Pewnego dnia ich drogi krzyżują się w urokliwym pensjonacie „Raj”, położonym u stóp Śnieżnika. Tam otwierają się na siebie nawzajem, zaczynają się poznawać, rozmawiać, nawiązują się przyjaźnie. Wtedy właśnie dochodzi do wypadku. 
Agnieszka, młoda absolwentka socjologii, wynajęta do zbadania okoliczności zajścia, odkryje, że to, co zdarzyło się w górach, będzie miało znaczący wpływ także na jej życie. Co tak naprawdę się wydarzyło? Kto zawinił? Czy wypadek sprawi, że pogmatwane historie życia osób biorących w nim udział w końcu się wyprostują?


To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, więc nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej książce. Przyznaję, że do tej książki przyciągnęła mnie okładka - wydawało mi się, że dostanę nieskomplikowaną, romantyczną historię, ale się pomyliłam.

Iwona Walczak w swojej książce pisze po prostu o życiu. Bohaterami ''Śniadania na skale'' jest siedem zupełnie obcych dla siebie osób, każdy z nich jest inny, są na innym etapie życia, maja różne priorytety. Cztery kobiety i trzech mężczyzn, jak myslicie, co ich łączy? Zdradzę wam ten sekret. Każda z tych siedmiu osób, w pewnym momencie swojego życia zdecydowała, że potrzebuje przerwy, odpoczynku od rutyny, wykupują turnus w pensjonacie położonym u stóp Śnieżnika. Czas spędzony w ''Raju'' pomaga zrozumieć im co w życiu jest najważniejsze i odnaleźć spokój.

''Śniadanie na skale'' to powieść psychologiczna, która w sposób bardzo przystępny przybliża nam ludzkie zachowania. Patrząc na historie przedstawionych w książce bohaterów, można dotrzec, że życie można porównać do balu maskowego. Wszyscy oceniamy się po pozorach, po tym co widzimy, rzadko kiedy chcemy dostrzec to, co skrywamy pod uśmiechem czy maską obojętności. Bohaterowie stworzeni przez Iwonę Walczak są niczym wyjęci z życia i włożeni w karty powieści, nie trudno było ich polubić. Siedem różnych osób, siedem róznych historii - jeden wniosek - życie mamy tylko jedno i tylko od nas zależy jak ono będzie wyglądać. Książkę czyta się niesamowicie szybko, naprzemienna narracja podzielona pomiędzy bohaterów sprawia, że możemy równocześnie śledzić ich losy. Moją uwagę zwrociły urokliwe opisy Kotliny Kłodzkiej, poniżej wrzucę jeden z moich ulubionych.

''Usiadła na łące i się zasłuchała.
Coś pięknie szumiało, bzyczało.
Coś pachniało.''

Jak często w naszym zabieganym życiu mamy okazję, by usiąść i odpocząć, wsłuchując się w dźwięki natury?

''Śniadanie na skale'' to prawdziwa powieść o życiu, o tym co brzydkie i o tym co piękne. Choć książkę czyta się niesamowicie szybko, nie jest to łatwa powieść, wręcz przeciwnie, skłania ona do refleksji o własnym życiu.  Powieść Iwony Walczak niesie ze sobą prostą prawdę, jeśli chcemy być szczęśliwi, musimy odnaleźć równowagę. Każdy zasługuje na przerwę, moment wytchnienia i wsłuchania się w samego siebie. Zachęcam do przeczytania tej książki :)



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.

6 lipca 2017

Mój pomysł na życie - fragment powieści





Po powrocie do stolika Paweł wdał się w rozmowę z Robertem, właścicielem salonu samochodowego i Danielem, prezesem firmy budowlanej. O czym oni, do cholery, mówili. Czy naprawdę interesowały ich rodzaje asfaltu? To nie żart! Po dwudziestu minutach debaty na ten, jakże dla nich zajmujący, temat, przeprosiłam ich i wstałam od stołu. Przeszłam do środka willi i rozejrzałam się w poszukiwaniu toalety. Na dole snuło się sporo ludzi. Weszłam na piętro i sprawdziłam korytarz po prawej, ale nie znalazłam interesującego mnie pomieszczenia, zawróciłam więc i poszłam w drugą stronę. Trzecie drzwi były tymi, których szukałam. Piaskowe płytki oraz wielkość pomieszczenia były pierwszymi, ale nie ostatnimi rzeczami, na które zwróciłam uwagę. Gdy już skorzystałam z toalety i upewniłam, że mój makijaż i fryzura nadal są nienaganne, dotarło do mnie, że nadarzyła się idealna okazja, by podrzucić Pawłowi pieniądze.

Na korytarzu otworzyłam najbliższe drzwi — sypialnia. Nie chciałam tu wchodzić. Trzecie drzwi prowadziły do gabinetu. To było to. Przy oknie stało dębowe biurko i ono było moim celem. Miękki dywan stłumił odgłos szpilek. Szuflada wydawała się odpowiednim miejscem na podrzucenie koperty. Tam ją na pewno znajdzie. Usiadłam w fotelu, zapadając się w nim wygodnie. Pierwsza szuflada była zamknięta, kolejna tak samo. Zwątpiłam już, gdy ostatnia ustąpiła. Na dnie leżały nowe pióra w futerałach. Zaczęłam się zastanawiać, czy on ją w ogóle otwiera, gdy nagle usłyszałam odgłos kroków. Podjęłam decyzję i koperta wylądowała na pudełkach. Szuflada stuknęła ciut za głośno, a ja poderwałam się z fotela. Minęłam biurko, gdy otworzyły się drzwi i w wejściu stanął Paweł. Wzięłam wdech, uśmiechnęłam się i idąc w zaparte, postawiłam na zagranie idiotycznej scenki.

— Szukałam toalety — powiedziałam, co było bliskie prawdy, przynajmniej wcześniej.

— Taaa, jasne. — Zlustrował mnie, a potem przeniósł spojrzenie na biurko. — Czego tam szukałaś?

— Niczego. — Uciekłam od niego wzrokiem.

— Niczego — powtórzył powoli.

— Chodźmy. — Złapałam go za rękę i pociągnęłam do wyjścia.

— Nie sądzę. Najpierw dowiem się, co naprawdę tu robiłaś. — Przycisnął mnie do ściany.

— Nic takiego. — Nie chciałam, żeby za szybko się wydało, po co tu przyszłam. — Rozglądałam się. — Próbowałam wytrzymać jego wzrok, ale łatwo nie było.

— Nie wiem czemu, ale jakoś ci nie wierzę. — Pochylił się nade mną, muskając ustami moje włosy.

— Ale to prawda — udało mi się wykrztusić.

— Zobaczymy.

Miał nieprzejednany wyraz twarzy. Objął mnie w pasie i pomimo mojego sprzeciwu prowadził w stronę, z której przyszłam.




Jeśli jeszcze nie macie swojego egzemplarza, to możecie go kupić TUTAJ!

Pamiętnik ze starej szafy - fragment powieści




Kiedy zaczynała mnie już ogarniać czarna rozpacz, w końcu jeden jedyny człowiek zaproponował mi pomoc. Z ulgą pomyślałam, że chociaż on nie uległ tej zbiorowej histerii z obwinianiem mnie o katastrofę morską.  Jakże bardzo się myliłam, zrozumiałam chwilę później. Zaproponował mi swoje dresy i trampki. 
Miał ze dwa metry w każdą stronę, a rozmiar buta wielkości bez mała tych płetw, które mi oferowano wcześniej. Nie mogłam jednak wybrzydzać. Podwinęłam spodnie i rękawy bluzy, ale z butami było gorzej. Wpadłam w lekką panikę, bo za czterdzieści minut powinnam być w domu. Nie zamierzałam tam przecież nocować. Moje buty leżały na dnie akwenu i sądząc po materiale, z jakiego były wykonane, leżą tam pewnie do tej pory. Przy klubie była niewielka plaża i płot z siatki, przy którym stało kilka rowerów. Doznałam olśnienia. Pożyczę rower, pojadę, przebiorę się, załatwię co trzeba i wieczorem oddam. Przecież oni i tak tam przesiadywali do ciemnej nocy. Poleciałam do mojego „wybawcy” od trampek w rozmiarze czterdzieści sześć i zapytałam, czy mogę pożyczyć któryś rower. Zarówno on, jak i „Ogorzały” wyrazili chęć pomocy i wskazali dwa stojące najbliżej drzwi. Do wyboru — normalnie eldorado. Szkoda że w kwestiach obuwia nie było takiego urodzaju. Wsiadłam na niebieski, bo pasował do dresików i ruszyłam przed siebie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy nagle podbiegł do mnie kompletnie obcy facet, zrzucił mnie z roweru w pobliskie krzaki i wrzeszczał jak opętany:
— Złodziejko, oddawaj rower, zara milicję wezwę. Te buty też pewnie ukradłaś, bo takie jakieś wielkie.
Ci dwaj stali w drzwiach i ryczeli ze śmiechu, jak zarzynane barany. Przeprosiłam grzecznie, powyciągałam sobie jakieś liście z włosów i uciekłam. Byłam zdruzgotana, bo pierwszy raz w życiu coś ukradłam. Świadomie czy nie, ale fakt pozostał faktem. Wsiadłam do autobusu, bez biletu, rozczochrana, w ogromnych butach, i rozmyślałam, jak oddać ciuchy, żeby nie musieć tam wracać, i jakie życie jest okrutne. Po jakichś dwudziestu minutach stojący obok pasażer odwrócił się i głosem pełnym żałości powiedział do mnie:
— O Boże, ja od dziesięciu minut stoję na pani nodze i dopiero teraz zauważyłem. Przecież to musi boleć… Strasznie przepraszam.
Nie mógł wiedzieć, że stopa w owym trampku kończyła się w połowie buta, więc lekko się zdziwił, kiedy odpowiedziałam zblazowanym tonem:
— Nic nie szkodzi… Może pan stać dalej.
Do klubu postanowiłam pójść dopiero za rok, bo po pierwsze zaczynała się jesień, a po drugie miałam nadzieję, że po takim czasie nikt mnie już nie
rozpozna jako złodziejki rowerów. Ciuchy zawiozła Julka, po którą potem musiał pojechać mój brat, bo oczywiście wrzucili ją do wody.



Jeśli spodobał Wam się ten fragment, to książkę możecie zamówić TUTAJ!


5 lipca 2017

Mój pomysł na życie - Wyniki konkursu




Bardzo wszystkim dziękuję za udział w konkursie. Nie przedłużając, ''Mój pomysł na życie'' wygrywa Gleam of Hope. Gratuluję i proszę o kontakt na ewelinanawara1991@gmail.com :) Na dane do wysyłki czekam 3 dni, po tym czasie nagroda przepada.

K.N.Haner - Przebudzenie Morfeusza


Data wydania: 5.07.2017
Wydawnictwo EditioRed


Po zniknięciu Adama Cassandra względnie uporządkowała swoje życie. Znów zamieszkała w Toronto, a iskierką nadziei jest dla niej synek — Tommy. Dziewczyna pragnie zapomnieć o przeszłości, ale nie potrafi. Jej serce, choć roztrzaskane na kawałki, nadal bije dla najbardziej nieodpowiedniego faceta na świecie. 
Gdy Adam McKey nagle zjawia się w jej rodzinnym domu, Cassandra jest wściekła, choć jednocześnie szczęśliwa. Niestety, razem z ojcem jej dziecka powracają dawne demony. Wokół znów czają się wrogowie, a wśród nich najgroźniejszy — Eros. On również nie zapomniał o Cassandrze. 
Walka trwa. Zemsta jest okrutna i bolesna, a w świecie mafii to sprawa honoru. Toczy się ostateczna rozgrywka — o miłość, zaufanie i prawdę. Prawdę, która może uleczyć, ale także zabić. 
Jaką decyzję podejmie Cassandra? I co wybierze Adam w świecie, w którym nic nie jest tym, czym się wydaje? 

Śniłam o mężczyźnie, który był dla mnie zgubą. Przeszliśmy razem przez koszmar, a teraz... Teraz czas na przebudzenie.



Długo, bardzo długo się zastanawiałam co napisać w tej recenzji. Pierwszą wersję ''Przebudzenia Morfeusza'' miałam przyjemność poznać w zeszłym roku, a jego ostateczną wersję w marcu i powiem Wam, że K. N. Haner naprawdę ciężko pracuje nad swoimi książkami i dopracowuje szczegóły. Pierwsza wersja była dobra, naprawdę dobra, jednak po zmianach i poprawkach, ''Przebudzenie Morfeusza'' stało się dla mnie książką rewelacyjną. Pójdę o krok do przodu i napiszę, że według mnie jest to najlepsza wydana książka autorki.



K. N. Haner po raz trzeci zabiera nas w podróż do świata Adama i Cassandry.
Dwa lata — tyle minęło czasu od ostatniego spotkania Adama i Cass. Dla niej ten czas minął na próbie ułożenia sobie życia, musiała wziąć się w garść, nie dla siebie, ale dla swojego synka. Tommy jest jedynym jasnym punktem w jej życiu, to dla niego żyje, na niego przelewa wszystkie swoje uczucia. Niespodziewanie Adam ponownie pojawia się w życiu Cass, a ona nie wie jak się wobec niego zachować, jej emocje przeskakują od radości od nienawiści. Obecność Adama w ich życiu przyniesie także obecność Erosa, o którym Cass wolałaby nie pamiętać. Zapewniam was, że nic nie przygotowało was na to, co dla bohaterów przygotowała K. N. Haner.

Jak wiecie, nie darzę sympatią kobiet w książkach K. N. Haner, jednak autorka sprawiła, że w ''Przebudzeniu Morfeusza'' Cass można polubić. Bohaterka dojrzała, stara się podejmować odpowiedzialne decyzje, chociaż nie zawsze jej to wychodzi. Postać Adama także sporo zyskuje w tej części — stał się bardziej opiekuńczy a sposób, w jaki pochodził, do rodzicielstwa sprawił, że na chwilę zapominałam o jego powiązaniach mafijnych. K. N. Haner wprowadza nowe postaci, które trochę namieszają w życiu głównych bohaterów. Jak już wspomniałam wyżej, autorka dopracowała tę część i dzięki temu ''Przebudzenie Morfeusza'' jest rewelacyjnym zakończeniem serii.

Pozwól, by K. N. Haner po raz ostatni wciągnęła Cię w świat mafijnej miłości. Niebezpieczna i namiętna gra zmierza ku końcowi, jednak jej wyniku nikt nie mógł przewidzieć. Gwarantuję, że nie jesteście przygotowani na zakończenie, jakie zafundowała nam autorka. Gorąco polecam!!!


Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki dziękuję autorce - K.N.Haner oraz Wydawnictwu EditioRed.
Przypominam, że ''Przebudzenie Morfeusza'' możecie zamówić tutaj.

4 lipca 2017

Patrycja May - Pamiętnik ze starej szafy || Patronat medialny & przedpremierowo


Data wydania: 5.07.2017

Wydawnictwa Videograf


Zabawna opowieść o dorastaniu młodej, zakompleksionej dziewczyny w czasach chylącego się ku upadkowi socjalizmu i początkach wolnej Polski. Zwariowana rodzina, nieobliczalni przyjaciele, a wreszcie proza życia przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, widziana oczami młodości, gdzie wzniosłość przemian przegrywa z drapieżną chęcią przeżycia przygody. Historie czwórki przyjaciół wkraczających w dorosłe życie, szalonego dziadka Staśka i ciotek: Felicji, której największym pragnieniem jest powtórne zamążpójście, i Amelii – despotki wzbudzającej strach całej rodziny. Dawka śmiechu gwarantowana.


Uczciwie uprzedzam, że nie będzie to typowa recenzja. Być może nie wiecie, ale ''Pamiętnik ze starej szafy'' jest... pamiętnikiem. Autorka, która chce pozostać anonimowa, postanowiła spisać swoje przeżycia i trzeba przyznać, że wyszło jej to całkiem nieźle. Ale od początku. Narratorką jest główna bohaterka, która sypie ironicznymi żartami przy każdej nadarzającej się okazji. Dziewczyna nie miała lekko, często brana za chłopaka, musiała walczyć o swoje miejsce w domu, dzięki temu nauczyła się, że niekiedy trzeba przepychać się łokciami, by dostać to, czego chcemy. Bohaterka opowiada nam o życiu swoim i swojej rodziny w czasach, kiedy w sklepach nie było nic, a żeby dostać cokolwiek trzeba było stać w kolejkach. Czytając tę książkę, wiele razy śmiałam się w głos, bo przygody naszej bohaterki były jedyne w swoim rodzaju, a im starsza ona była, tym więcej zabawnych rzeczy jej się przydarzało. Autorka w sposób bardzo fajny, lekki i śmieszny opowiedziała rzeczy, których doświadczyła w młodości. Książkę czyta się naprawdę błyskawicznie, trochę żałowałam, że aż tak szybko ją skończyłam, bo dawno tak się nie odprężyłam podczas lektury. Wszystkie postaci pojawiające się w tej książce są wyjątkowe, łączy je jedno, autorka pokazała ich w taki sposób, by bawić czytelnika. Wesołą rodzinkę naszej bohaterki często miałam ochotę nazwać rodzinką z piekła rodem, ich pomysły i wzajemne relacje wywoływały śmiech, jednak ta rodzina jest przykładem, że jak trzeba, to staną za sobą murem. To samo tyczy się przyjaciół bohaterki — co by się nie działo, przyjaźń to przyjaźń i zawsze mogą na siebie liczyć.

''Pamiętnik ze starej szafy'' to przezabawna powieść o dorastaniu zakompleksionej dziewczyny na przełomie lat 80 i 90. Książka, choć zabawna to porusza ważne tematy, takie jak relacje rodzinne, przyjaźń czy dojrzewanie do związku. Dajcie się porwać niezwyczajnej opowieści o zwyczajnej zakręconej polskiej rodzinie i ich komicznych przygodach. Ta książka jest gwarancją miło spędzonego czasu, gorąco polecam!




Dziękuję Wydawnictwu Videograf za możliwość przedpremierowego przeczytania książki.

3 lipca 2017

Wywiad z Elżbietą Kosobucką





Na wstępnie chciałam Ci Ewelino serdecznie podziękować za zaproponowanie mi wywiadu. Jest mi niezmiernie miło odpowiedzieć na Twoje pytania.



Kim jest Elżbieta Kosobucka?

Tak jak napisałam w notce o sobie przygotowanej na okładkę książki, jestem żoną, mamą, chrześcijanką i pisarką. Wartości chrześcijańskie są dla mnie czymś czym staram się żyć na co dzień, wierzę Bogu i jego Słowu. Psychologia i Ewangelia pokazują mi jakie bogactwo drzemie w każdym człowieku – piękne byłoby gdybyśmy chcieli się budzić do życia w pełni.

Przeprowadzka ze Szczecina do Gdyni sprawiła, że w kilkanaście minut jestem nad morzem, którego widok niezmiennie zachwyca mnie. Kontemplowanie natury wlewa ciszę w moje serce. Cenię sobie książki i filmy, których przekaz prowadzi mnie ku dobru, rozwojowi i uzdalnia do większej miłości.

Jestem autorką powieści, które publikowałam dotąd tylko na blogu – Ty i ja dwa różne światy oraz Serce Księżniczki. Nie tracę nadziei, że i one pewnego dnia trafią do szerszego grona czytelników.


 ''Mój pomysł na życie'' to Twój debiut. Skąd taki pomysł na fabułę? Czy Melody i Paweł mają swoje pierwowzory w realnym życiu?

Tak, ''Mój pomysł na życie'' jest dla mnie debiutem, choć nie jest pierwszą powieść napisaną przeze mnie. Skąd pomysł…? Z nieba :) A poważnie, po pomyśle na dwie pierwsze powieści zaczęłam się zastanawiać jak to będzie z tym moim pisaniem, czy coś jeszcze napiszę, czy to już koniec. I pewnego dnia siedząc w kawiarni z mężem i synem fabuła spłynęła na mnie niczym olśnienie z nieba. Od razu wiedziałam jacy będą bohaterowie, nawet kilka wątków akcji przemknęło przez moje myśli, znałam zakończenie, a nade wszystko jaki ma być przekaz tej powieści. Co do postaci, to nie mają swoich odpowiedników w naszym świecie – są wypadkową moich spostrzeżeń o ludziach, o sobie samej, naszych potknięciach, słabościach i tym jak piękni jesteśmy w głębi naszego jestestwa.


Czy ''Mój pomysł na życie'' jest pierwszą napisaną przez Ciebie książką? Jak w ogóle rozpoczęła się Twoja przygoda z pisaniem?

''Mój pomysł na życie'' jest pierwszą wydaną książką i trzecią powieścią napisaną przeze mnie. Przygoda zaczęła się około dwadzieścia lat temu. Wzięłam wówczas udział w konkursie zorganizowanym przez czasopismo. Napisałam opowiadanie, spodobało się i zostało opublikowane. Potem zarzuciłam pisanie i kilka lat temu, zupełnie przypadkiem – tu wtrącę, że dla mnie przypadek to dość często działanie Boga w naszym życiu – znalazłam opowiadanie napisane dla siebie samej dawno temu. Zrodziła się we mnie chęć, aby z kartek papieru przerzucić je na komputer. Gdy zaczęłam przepisywać zadziało się coś niezwykłego. Moje myśli zaczęły szybować i z siedmiu stron maszynopisu powstała powieść na… sześćset stron. W ten sposób powstała powieść Ty i ja dwa różne światy, która została bardzo dobrze przyjęta przez czytelniczki mojego bloga, do tego stopnia dobrze, że w jednym z komentarzy przeczytałam, że było krótko… Jak tu się nie cieszyć?


Twoja książka porusza tematy marzeń i ich realizacji, powiedz, proszę, co jest Twoim największym marzeniem?

Największym marzeniem jest, żeby ludzie byli dla siebie dobrzy i życzliwi, bo czasami płakać mi się chce słysząc jak wzajemnie się obrażają, albo jakie zło sobie wyrządzają. Z osobistych marzeń, bo pewnie tego bardziej dotyczy Twoje pytanie, abym tworzyła piękne historie dzięki którym ludzie będą wzrastali w miłości i pragnieniu podążania drogą serca.


Czy w trakcie pisania książki ''Mój pomysł na życie'' miałaś chwile zwątpienia i chciałaś porzucić pisanie?

Chwil zwątpienia miałam wiele i to tak różnorakich, że byłoby mi ciężko je teraz zebrać. Ten czas był swoistą drogą rozwoju dla mnie samej. Co do porzucenia pisania to nie miałam takich myśli, ale wewnętrzna walka o tworzenie trwała niemal od początku do końca powieści. Zresztą przy każdym z trzech utworów zmagałam się z przeciwnościami i to za każdym razem innymi.


Czy obawiasz się pierwszych recenzji swojej książki?

Nie, raczej nie mogę się ich doczekać. Doświadczenia na blogu pokazały mi, że odbiór każdej twórczości zależy od świata wewnętrznego czytelnika i opinie mogą być skrajnie różne. Oczywiście zależy mi, abym została dobrze odebrana, ale godzę się z tym, że nie każdemu będzie się podobała moja powieść.


Półki w księgarniach uginają się pod ciężarem książek, dlaczego więc czytelnicy powinni sięgnąć akurat po twoją powieść?

Przyznaję, że uśmiechnęłam się czytają to pytanie, bo mój mąż powiedział, żebym się przygotowała, że ktoś na spotkaniu autorskim może mi je zadać. Dobrze, że dałaś mi czas na pozbieranie myśli, żebym mogła przemyśleć jak na nie odpowiedzieć. Myślę, że moja książka jest skierowana do kobiet, które chcą czegoś więcej w swoim życiu niż dawać sobie radę. Polecam ją kobietom, które nie godzą się na przyjęcie roli jaką nasz świat im dyktuje, takim kobietom, które chcą żyć swoim życiem, takim które daje satysfakcję, pokój serca i umożliwia odkrywanie pragnień oraz podążanie za nimi. Mam nadzieję, że moja powieść jest w stanie być drogowskazem na takiej drodze.


Czy masz taką książkę, która wywarła na Tobie wielkie wrażenie?

Dla mnie najwspanialszą książką ever jest Biblia. Nie zawsze tak było, ale pewnego dnia, gdy weszłam na moją ścieżkę życia odkryłam, że sercem rozumiem o czym ona jest. Stała się dla mnie przewodnikiem i wskazówką na każdy dzień. Poleciłabym również książkę Marcina i Moniki Gajdów Rozwój, jak współpracować z Łaską, napisaną w przystępny sposób, nawet z humorem, a mówiąca o rzeczach fundamentalnych dla świadomego przeżywania życia.


Zdradzisz, co jest Twoją życiową pasją?

Oprócz rodziny i wspólnego spędzania z nimi czasu, na pewno jest nią pisanie. Bardzo też lubię podróżować, choć ostatnio nie miałam ku temu zbyt wielu okazji.


Co było dla Ciebie najtrudniejsze w procesie wydawniczym?

Czekanie :) i oczywiście odmowy.


Jaki jest Twój pomysł na życie?

Wsłuchuję się w siebie i proszę Boga abym umiała podążać za Jego wolą. Staram się stawać w prawdzie o sobie – choć czasem to niełatwe – i mieć dobro człowieka na pierwszym miejscu. Chcę nieść dobro innym, jeśli Bóg da to również poprzez moją twórczość.



Bardzo dziękuję Ci za ten wywiad, mam nadzieję, że wkrótce kolejna Twoja książka trafi do księgarni. 
Przypominam, że ''Mój pomysł na życie'' możecie zamawiać w prawie każdej księgarni internetowej.