Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szamanka od umarlaków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szamanka od umarlaków. Pokaż wszystkie posty
Martyna Raduchowska - Fałszywy Pieśniarz || fragment

Martyna Raduchowska - Fałszywy Pieśniarz || fragment



Bezpośrednia kontynuacja Szamanki od umarlaków i Demona Luster.

Ekipa śledcza Wydziału Opętań i Nawiedzeń wkracza do ogrodu Kusiciela, aby odkryć ostatni element układanki. Ekshumacja zwłok nieznanego mężczyzny daje początek serii tragicznych wydarzeń. We Wrocławiu dochodzi do przerażających samobójstw, mroczna przeszłość Kruchego powraca, by upomnieć się o jego duszę, Ida zaś przekonuje się, że dar szamanki od umarlaków w niepowołanych rękach grozi katastrofą, a życzenia potrafią być niebezpieczne szczególnie wtedy, gdy się spełniają…


Prolog

Ogród wiecznej jesieni milczał złowrogo, jakby tylko czekał na ich pierwszy ruch.
Uśpiony, lecz czujny, dziki, a jednak martwy od koniuszków zwiędłych pnączy aż po wąsy przegniłych korzeni, nic sobie nie robił z panującego wokół lata czy nadchodzącej burzy. Nie skrzypnęła choćby jedna pokryta szronem gałąź. Nie zaszeleścił nawet jeden zmarznięty liść. Ani jedno źdźbło trawy nie drgnęło na porywistym wietrze. Suche, powykręcane szkielety roślin trwały w nienaturalnym bezruchu, rzucając przybyszom nieme wyzwanie. Przez ostatnie miesiące Ida odwiedzała posiadłość Kusiciela częściej, niżby sobie tego życzyła, lecz dopiero teraz zrozumiała, że zapewne nigdy nie zdoła poznać wszystkich jej
sekretów. Ani tych, które lśniły na widoku w zalanych słońcem kryształkach lodu, ani tych skrytych przed ludzkim okiem gdzieś głęboko pod ziemią. Do niedawna sądziła, że zna tu każdy kamień, każdy wiecheć trawy, każdą spróchniałą deskę w ścianie zapuszczonego domostwa, ale dziś ogarnęło ją nieodparte wrażenie, że wszystkie jej wspomnienia związane z tym miejscem były tylko zamglonym snem. Jak gdyby uśpiony dotąd ogród nieoczekiwanie się przebudził – a ona razem z nim.
Czuła na sobie spojrzenia ukrytych w gąszczu ślepi, śledzących z uwagą każdy krok nieproszonych gości. Do jej uszu dochodziły szepty. Złowieszcze pomruki. Stłumione, nerwowe mamrotanie, ledwo słyszalne wśród pojękiwań wichru. W powietrzu przesyconym wonią mokrej ziemi, zbutwiałego drewna oraz gnijących liści wisiało coś jeszcze. Coś ulotnego i wyraźnego zarazem, jak ostry zapach dymu z jesiennego ogniska. Jakaś nieokreślona, lecz jasna zapowiedź rychłej nawałnicy, która nie miała żadnego związku z kapryśną pogodą…
Pogrążona w zadumie szamanka nie od razu spostrzegła wyciągniętą ku sobie dłoń. Uniosła głowę, napotkała przenikliwe oczy koloru deszczowego nieba. Dwie krople chłodnej stali wpatrywały się w nią intensywnie, jakby próbowały pochwycić jej rozproszony umysł i zakotwiczyć go z powrotem w rzeczywistości. Ida zamrugała raptownie, z niejakim trudem skupiła wzrok, a stojąca przed nią postać naraz nabrała szczegółów. Czarne włosy do ramion, znoszona kurtka z ciemnobrązowej skóry, koszulka ze spranym i zupełnie nieczytelnym nadrukiem,
powycierane dżinsy, glany zdarte na nosach niemal do samej blachy – Kruchy wyglądał, jakby przyjechał na koncert rockowy, a nie na oględziny zwłok. A minę miał taką, jakby oględziny zwłok uważał za znacznie lepszą rozrywkę niż dzikie pogo pod sceną.
Szamanka odetchnęła głębiej, schowała do torby plik zmiętych, pokreślonych kartek, które przez cały ten czas kurczowo ściskała w dłoniach. A potem wzięła od łowcy parę lateksowych rękawiczek.
– Idziemy, partnerko? – zapytał wesoło i trącił ją łokciem w bok.
Przełknęła ślinę, starając się ignorować dreszcz niepokoju, który bez ostrzeżenia i bez wyraźnej przyczyny przebiegł jej po plecach. Ponownie zajrzała Kruchemu w oczy, po krótkim wahaniu skinęła głową.
– Idziemy, partnerze.
Dostrzegłszy wyraz jej twarzy, lekko uniósł brwi, ale ona szybko i niedbale machnęła dłonią na znak, że wszystko w porządku. Nic więc nie powiedział, o nic nie zapytał. Obrócił się na pięcie i żwawym krokiem ruszył do ogrodu Kusiciela. Ida jeszcze raz powiodła spojrzeniem po wyszczerbionym murze z szarego kamienia, po zapadniętym dachu przebłyskującym wśród zwichrowanych konarów, po pędach uschniętego bluszczu, może i całkiem już martwych, lecz z
pewnością nadal trujących. Minęła dłuższa chwila, nim wreszcie podążyła za łowcą. Dogoniła go tuż przed bramą wjazdową, którą oplątywał ciężki łańcuch spięty mosiężną kłódką. Minęli ją, maszerując ramię w ramię wzdłuż ziejącego dziurami ogrodzenia, a potem przez zardzewiałą, przekrzywioną furtę wkroczyli na miejsce zbrodni.


Strzeżcie się, bo tym razem nawet szósty zmysł nie pomoże! ||  Martyna Raduchowska - Demon Luster

Strzeżcie się, bo tym razem nawet szósty zmysł nie pomoże! || Martyna Raduchowska - Demon Luster


Data wydania: 28.02.2018
Wydawnictwo Uroboros


Ida powoli godzi się ze swoim przeznaczeniem. Dziewczyna jest szamanką od umarlaków, nie ma wpływu na to, czyj zgon przepowie, ale staje się odpowiedzialna za duszę przyszłego zmarłego. Ma obowiązek ją chronić i zadbać, by bezpiecznie trafiła w zaświaty. Ida dojrzewa do swojej roli i świata, z jakim będzie musiała się już niedługo zmierzyć. A ten zapowiada się dosyć ponuro.

W jej misji przeszkadza jej łaknący dusz Demon luster. Tym razem jednak nie może liczyć na niczyją pomoc. Ponownie przekonuje się, że szósty zmysł nie zawsze jest błogosławieństwem…

Kontynuacja "Szamanki od umarlaków" jest mocniej przepełniona magią i mroczniejsza, a intryga jeszcze bardziej skomplikowana.


Macie ochotę na fantastyczną, mroczną zagadkę rodem z najlepszych kryminałów? Demon Luster to rewelacyjna kontynuacja Szamanki od umarlaków a Martyna Raduchowska nic sobie nie robi z klątwy drugiego tomu.


Jeśli czytaliście Szamankę od umarlaków, to wiecie, że fabuła osadzona jest w polskich realiach, autorka postanowiła jedynie podkręcić atmosferę, dorzucić trochę magii, mnóstwo zagadek i powołać do życia świetnych bohaterów. Nim przejdę dalej, muszę Was ostrzec — za Demona luster zabierajcie się dopiero po przeczytaniu Szamanki od umarlaków, tych książek nie można czytać osobno.
Głównym wątkiem w tej książce jest rozwiązanie zagadki tytułowego Demona luster i został on poprowadzony w rewelacyjny sposób. Odkrywanie kolejnych tajemnic i pokonywanie kolejnych przeszkód jest największą frajdą w tej powieści.

Ida zaakceptowała swoje powołanie — bycie szamanką od umarlaków to nie przelewki. Dziewczyna pod koniec pierwszego tomu wpakowała się w kłopoty, z których bardzo ciężko będzie się jej wyplątać. Główna bohaterka tej serii odrobinę dojrzała, jednak zachowała swój pazur i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Duży wpływ na przebieg fabuły mają także Tekla oraz pewien komisarz, którego poznaliśmy w pierwszym tomie serii. Wszyscy bohaterowie s naprawdę dobrze skonstruowani, jednak największe wrażenie wywarł na mnie sam Demon luster — genialnie wykreowana postać, owiana tajemnicą, której rozwikłanie sprawia prawdziwą przyjemność. Zdradzę wam mały sekret — sprawa bezwzględnego Pecha znajdzie swoje rozwiązanie.

Bardzo lubię styl Martyny Raduchowskiej — jest on barwny, bogaty w opisy, porównania, ale przede wszystkim lubię jej niewymuszony humor. W tej książce autorka rewelacyjnie poprowadziła wątek Demona luster, bardzo fajnymi dodatkami był motyw Pecha, który towarzyszy Idzie od pierwszego tomu, oraz sprawy Kruchego, którą byłam naprawdę zaskoczona. Wszystkie wątki są ze sobą połączone w bardzo logiczny sposób, z wielką przyjemnością odkrywałam te połączenia.

Demon luster to rewelacyjna kontynuacja Szamanki od umarlaków. Ta książka jest jeszcze lepsza od poprzedniej, choć dalej mamy w niej elementy humorystyczne, całość stała się bardziej mroczna, poważna i niebezpieczna. Główna bohaterka ewoluowała, dojrzała i z jeszcze większą przyjemnością śledziłam jej losy. Demon luster to świetny przykład na to, że polska fantastyka ma się świetnie. Jeśli jeszcze nie czytaliście Szamanki od umarlaków, to szybko nadrabiajcie, ponieważ Demon luster to książka, która wbije Was w fotel. Gorąco polecam!


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Uroboros.


Gdy chcesz prowadzić normalne życie, ale wszędzie widzisz trupy i przyczepił się do Ciebie bezwzględny Pech... || Martyna Raduchowska - Szamanka od umarlaków

Gdy chcesz prowadzić normalne życie, ale wszędzie widzisz trupy i przyczepił się do Ciebie bezwzględny Pech... || Martyna Raduchowska - Szamanka od umarlaków

Data wydania:17.08.2017
Wydawnictwo Uroboros

Przygotujcie się na solidną dawkę znakomitego humoru, oto nowe wydanie kultowej powieści fantasy Martyny Raduchowskiej!

Kto by pomyślał, że potomkini wielkiego rodu czarodziejów, wróżbitów i telepatów zbuntuje się wobec rodzinnej tradycji… Ida Brzezińska ma osiemnaście lat i uważa magię za stek bzdur. Jak sama twierdzi, taka z niej czarownica, jak z koziego zadka waltornia. Jedyne, o czym Ida marzy, to spokojne życie młodej dziewczyny: wymarzone studia psychologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, mieszkanie w akademiku, poznawanie świata… Niestety przeszkadzają jej w tym pojawiające się ni stąd ni zowąd trupy. Widzenie zmarłych i przewidywanie śmierci ludzi żyjących to magiczny dar, długo poszukiwany przez rodziców Idy. Nie jest łatwo być medium… a dodatkowo Ida ma prawdziwego Pecha!



Kac książkowy bywa równie bezwzględny co Pech, który trzymał się książkowej Idy. 

Z czasem się przekona, że na niektóre rzeczy nie będzie miała wpływu. 
A niektóre decyzje ktoś podejmie za nią, nawet nie pytając o zdanie.

To zdanie idealnie opisuje życie Idy — za każdym razem, gdy dziewczyna chciałaby zacząć decydować o sobie i swoim życiu odzywa się jej Pech, przypominając jej, kto tak naprawdę tu rządzi. Ida nie pragnęła niczego bardziej od normalnego życia, z dala od magii i wszystkich niezwykłych zdarzeń. Brak umiejętności magicznych przyjęła z wielką radością i ulgą, choć jej rodzice ciągle próbowali rozbudzić w niej magię. Jednak Pech pokazał Idzie środkowy palec i śmiejąc się do rozpuku, patrzył, jak dziewczyna zaczyna widzieć trupy, a raczej duchy. Niemagiczna dziewczyna okazała się medium! I to nie byle jakim a samą szamanką od umarlaków!

Relacje międzyludzkie bywają skomplikowane, jednak jeśli należysz do rodziny Brzezińskich, masz wątpliwą przyjemność widzieć duchy i zawsze towarzyszy Ci Pech, to dopiero trudny orzech do zgryzienia. Martyna Raduchowska na początku swojej opowieści wrzuca nas do świata specyficznej rodziny Brzezińskich, z których jedyną (powiedzmy) normalną osobą jest Ida. Od razu polubiłam tę dziewczynę, a im głębiej wchodziłam w historię, tym bardziej rosła moja sympatia. Autorka gotowała mnóstwo niespodzianek dla głównej bohaterki i choć w większości nie były one przyjemne, to można było się przy nich uśmiać. Zmiana mieszkania? Nie ma problemu.... Do czasu, gdy okazuje się, że to mieszkanie ma już lokatorów nie z tego świata.... Akcja toczy się błyskawicznie, Pech co chwile komplikuje życie Idy, duchy także dbają, by się nie nudziła, a jej prawdziwa misja staje się coraz trudniejsza — Martyna Raduchowska wie, jak zapewnić czytelnikowi dobrą rozrywkę. Styl autorki bardzo mi się spodobał, szybko polubiłam specyficzny język Tekli. Książka jest lekka i zabawna i to właśnie humor tak wyróżnia ją na tle innych polskich powieści fantastycznych. Muszę wspomnieć o okładce — jest świetna, nawiązuje do treści książki, przyciąga wzrok i lekko niepokoi. 

Szamanka od umarlaków to świetna książka, z którą nie można się nudzić. Polskie realia, w których osadzona została ta fantastyczna opowieść, sprawiają, że książka jest jeszcze bardziej realistyczna. Kto wie, może gdzieś obok nas żyje szamanka od umarlaków, a my o tym nie wiemy? Bardzo się cieszę, że premiera Demona luster już w tym miesiącu!!! Gorąco polecam!!!





Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Uroboros. 
Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger