EWELINA NAWARA & JUSTYNA LEŚNIEWICZ - MELODIA SERC | FRAGMENT

EWELINA NAWARA & JUSTYNA LEŚNIEWICZ - MELODIA SERC | FRAGMENT



Prolog

Wielu z Was zapewne pomyśli, że ta dwójka była za młoda, by zrozumieć, czym jest miłość, że byli za mało dojrzali, by wiedzieć, co jest dla nich najważniejsze. Pomyślicie, skąd mogli wiedzieć, czy to miłość, skoro nigdy wcześniej nie doświadczyli takiego uczucia? Jak mogli twierdzić, że to miłość na całe życie, skoro tyle życia przed nimi? Jednak oni wiedzieli. Od pierwszego spotkania, od momentu, gdy spojrzeli sobie w oczy, wiedzieli. Od pierwszej chwili połączyło ich coś wyjątkowego, czuli, jakby znali się od zawsze, jak gdyby ich serca właśnie znalazły swoją zagubioną cząstkę, a dusza odkryła drugą połowę samej siebie.
Choć kompletnie różni: ona, spokojna dziewczyna, z planami na przyszłość, on, playboy, który w życiu liczy się jedynie z dwiema osobami, odnaleźli w sobie oparcie. Od tego czerwcowego popołudnia Jo i Liam wiedzieli, że spotkali człowieka, z którym chcą iść przez życie. Jednak los bywa przewrotny i nie można brać tego, co nam oferuje, za pewnik. Wystarczy jedna chwila, jedno zdarzenie, by plany i marzenia legły w gruzach.
Poznajcie ich historię.

We are still kids, but
We’re so in love
Fighting against all odds
I know we’ll be alright this time
Darling, just hold my hand
Be my girl, I’ll be your man
I see my future in your eyes
Perfect, Ed Sheeran

Liam

Gdybym mógł wykręcić się od tego grilla u Matta, zrobiłbym to w mgnieniu oka. Jednak jeśli jest ktoś, kto potrafi sprawić, że czuję się jak pięcioletnie dziecko, to moja bratowa, Kelly. Za każdym razem, gdy usiłowałem uniknąć kolejnej imprezy u nich w ogrodzie, patrzyła na mnie tymi wielkimi oczami i wzbudzała poczucie winy. Kochałem brata, był moim najlepszym przyjacielem, i wiedziałem, że zawsze, niezależnie od tego, co się wydarzy, będę mógł na niego liczyć. Po prostu nie znoszę, gdy przyjaciółki Kelly mnie zarywają. W normalnych okolicznościach mógłbym się z tego cieszyć, jednak każda z tych dziewczyn liczyła na coś więcej, na romantyczne kolacje, kwiaty i inne gówno, na które nie miałem ochoty. Czasami zastanawiałem się, czy Kelly nie robiła tego specjalnie… Zapraszała swoje przyjaciółki singielki, by je ze mną zeswatać. Tak czy inaczej, oto stałem przed domem brata. Obiecałem sobie, że jeśli przetrwam ten dzień bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym, biorę chłopaków na miasto. Kilka rundek drinków, muzyka, klub pełen kobiet… Tak, tego było mi trzeba…
– Jestem! – powiedziałem, gdy tylko przekroczyłem próg domu Matta. – Gdzie mam położyć rzeczy, które kazałaś mi kupić, Kell? – Bratowa jak zawsze przesłała mi wiadomość, co mam kupić po drodze. Piwo, jeszcze więcej piwa i chipsy to rzeczy, których nie mogło zabraknąć na grillu u Matta.
– Cześć, dobrze, że jesteś. Wszyscy już są, odpaliliśmy grilla, twój brat walczy z głośnikami. Poważnie zastanawiam się, kiedy wymieni te graty na coś nowszego i łatwiejszego w obsłudze.
Kelly jak zawsze narzekała na sprzęt, i w sumie miała rację, ale wiedziałem, dlaczego Matt ciągle trzymał to dziadostwo.
– W takim razie pójdę i pomogę. Oboje wiemy, że beze mnie sobie nie poradzi. – Cmoknąłem ją w policzek, zabierając pokrowiec, w którym schowane było moje cudeńko. Jeśli mężczyzna może kochać jeden przedmiot, to ja kochałem moją gitarę. Epiphone PRO-1 Ultra, jedyne takie brzmienie. – Twoja żona powiedziała, że jak zwykle nie możesz sobie beze mnie poradzić, braciszku – rzuciłem, gdy tylko podszedłem do Matta.
– Skoro chcesz w to wierzyć, proszę bardzo, ale właśnie skończyłem podłączać sprzęt.
Muzyka od zawsze była obecna na imprezach u Matta, czasami składanki, które sam miksował, ale częściej sami improwizowaliśmy na żywo. Było coś niesamowitego w spotkaniach ze znajomymi, wspólnym graniu, współodczuwaniu muzyki. Podobnie czułem się tylko na scenie. Wtedy byłem tylko ja, chłopaki z zespołu i ludzie, którzy przyszli do klubu czy pubu, by nas posłuchać. Nie byliśmy bardzo popularni, powoli przygotowywaliśmy własny materiał, ale ludzie poznali nas dzięki coverom, które regularnie wrzucaliśmy na YouTube. Wiedziałem, że przed nami długa droga, ale kolejni fani, kolejny tysiąc wyświetleń na YT sprawiał, że coraz mocniej wierzyłem, że spełnienie marzeń jest w zasięgu wzroku. Kings Of Sin to moja rodzina, którą sam sobie wybrałem, jedyna, jaką miałem, poza Mattem i Kelly oczywiście.
Postanowiłem trochę się rozejrzeć, spotykałem znane mi twarze, gdy nagle zobaczyłem kogoś nowego. Była piękna… zupełnie niepodobna do pozostałych koleżanek Kelly. Niska, ale proporcjonalnie zbudowana, z naprawdę świetnymi nogami, które w tych szortach wyglądały tak, że momentalnie przed oczami miałem mnóstwo obrazów z nimi związanych. Postanowiłem podejść bliżej i się przedstawić, ale zatrzymałem się jak rażony piorunem. Jej oczy… zdecydowanie największym atutem były oczy… Piękne, orzechowe, otoczone długimi czarnymi rzęsami. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie, a ja nie mogłem się ruszyć, jak jakiś gówniarz przed pierwszą randką. Dziewczyna się uśmiechnęła i już wiedziałem… miałem przejebane.

Josephine

Siedziałam na przystanku na ławce z niewielką torbą, która skrywała cały mój dorobek. Ze zniecierpliwienia rytmicznie podrygiwałam nogą, czułam się jak dziecko zagubione w zupełnie obcym miejscu, bez planu na kolejne dni. Można powiedzieć, że opuściłam akademik tak jak stałam. W pośpiechu spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i uciekłam, niczym tchórz podwinęłam ogon i odcięłam się od dobrze znanej mi codzienności. Nie miałam zamiaru tam wracać, nie po tym, jak mnie potraktowali, nie po znieważeniu, jakiego doświadczyłam. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, skontaktowałam się z Kelly, moją bliską kuzynką. Tylko ona jedyna z całej rodziny przyszła mi do głowy. Nie spodziewałam się, że zaproponuje mi tymczasowe lokum. Ale oto jestem w Nottingham, oczekując na wybawienie. Rozmyślania przerwał mi pisk hamulców i basowe dudnienie dobiegające z czarnego audi, maszyna zatrzymała się, a przez uchyloną szybę wysunęła się głowa mojej kuzynki.
– Cześć młoda! Wskakuj szybko, musimy ogarnąć jeszcze zakupy po drodze, bo wieczorem urządzamy grilla! – wykrzyknęła Kelly, starając się przekrzyczeć ryk silnika i samochodowego radia.
Wsiadłam do auta i niemal równo z zamknięciem drzwi, Kelly ruszyła z piskiem. Zapięłam pas i instynktowne usiłowałam wcisnąć hamulec.
– Nie zdawałam sobie sprawy, że taki z ciebie pirat drogowy, – Siliłam się na uśmiech, choć jedyne, co czułam, to skrępowanie. Nie wiedziałam, jak zacząć rozmowę, ostatni raz gadałyśmy dobrych kilka lat temu i z tego, co pamiętam, moja matka nie potraktowała jej wtedy zbyt dobrze. Nasza relacja uległa zmianie, choć Kelly zawsze podkreślała, że nie chowa urazy. Nawet nie byłam na jej weselu, mimo że wielokrotnie mnie namawiała. A dziś siedziałam w jej samochodzie, usiłując udawać, że nasze matki nigdy nie darły ze sobą kotów, a my nie jesteśmy ofiarami ich kłótni.
– Jeżdżę szybko, ale ostrożnie. Nic się nie bój. Słuchaj, Jo, nie chcę cię od razu zarzucać pytaniami, ale chciałabym wiedzieć, co się właściwie stało, że postanowiłaś uciec aż do mnie. – Przyciszyła ryczące radio i spojrzała, świdrując mnie wzrokiem.
– Kell, to naprawdę dla mnie trudne, matka znowu namieszała w moim życiu. Zawsze się wtrącała, ale teraz przeszła samą siebie. Opowiem ci wszystko, obiecuję, tylko pozwól mi odrobinę ochłonąć.
Dziewczyna nie odpowiedziała, jedynie nieznacznie skinęła głową, jednocześnie skręcając na parking przy markecie. Byłam jej wdzięczna za zaakceptowanie mojego milczenia, doskonale się znałyśmy. Kelly wiedziała, że potrzebuję czasu na otworzenie się przed nią.
– Wyskoczę tylko po najpotrzebniejsze rzeczy, resztę dokupi Liam, za moment wrócę, idziesz?
– Nie, idź sama, poczekam – odpowiedziałam niemal szeptem.
Zaczynały we mnie wzbierać emocje. Nienawidziłam okazywać słabości, dlatego wolałam zostać sama i postarać się opanować. Dzisiejszy dzień był lawiną dziwnych zdarzeń, których nie mogłam przewidzieć, a teraz jeszcze będę musiała udawać zwyczajną dwudziestolatkę, aby nie dać niczego po sobie poznać w towarzystwie znajomych Kelly.
***
Wieczór nadszedł szybciej, niż się spodziewałam. Po przyjeździe do domu Kelly wzięłam szybki prysznic i rozpakowałam niewielką walizkę. Dostałam przytulny pokój na piętrze, przestronna szafa mogłaby pomieścić połowę mojego akademickiego lokum. Ucieszyłam się z widoku biurka pod oknem, będę miała gdzie rozstawić się z laptopem i książkami. Po oględzinach pomieszczenia, starając się rozluźnić, zeszłam na dół z zamiarem pomocy kuzynce w przygotowaniach do imprezy. Kelly w ciszy produkowała niemal hurtowo przystawki, tymczasem Matt walczył z głośnikami. Od razu urzekł mnie związek Matta i Kelly, miałam wrażenie, że razem tworzyli swego rodzaju harmonię, uzupełniali się, widziałam iskierki w ich oczach, kiedy się w siebie wpatrywali, i zaskakiwały mnie czułe gesty, gdy tylko znajdowali się w swoim pobliżu.
Matt właśnie rozkładał sprzęt grający, z rozbawieniem obserwowałam, jak ten wysoki i przystojny mężczyzna stara się okiełznać wszystkie kabelki. Oczami wyobraźni widziałam już, jak zaplątuje się w nie i upada z łomotem na podłogę; muszę przyznać, że niewiele brakowało, a moja wizja okazałaby się prorocza. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam na zewnątrz. Ogród, w którym się znalazłam po opuszczeniu tarasu, nie należał do wielkich, był raczej skromny. Równo przystrzyżony trawnik kontrastował z nieregularnym żywopłotem. Tuż przy tarasie rozpościerała się piękna hortensja w liliowym kolorze. Rozglądałam się po zielonej okolicy w poszukiwaniu jakiegokolwiek zakątka, w którym mogłabym się ukryć w czasie planowanej imprezy. Dostrzegłam w kącie rozłożyste drzewo i niewielki murek, wiedziałam już, gdzie spędzę czas, podczas gdy inni będą się bawić. Ruszyłam w stronę upatrzonego miejsca. Wtedy dotarł do moich uszu mocny męski głos, od którego przeszły mnie ciarki.
– Jestem! – To musiał być któryś ze znajomych Matta. Nie słyszałam dalszej rozmowy, bo umknęłam w głąb ogrodu.
Z domu dobiegały mnie śmiechy dwóch mężczyzn – Matta i tajemniczego właściciela niezwykłego barytonu. Ostatkiem woli powstrzymywałam się, aby nie zajrzeć do środka i sprawdzić, do kogo należy drugi głos. Odwróciłam się w stronę wejścia, gotowa wrócić do pomieszczenia, a wtedy moim oczom ukazał się przystojny brunet o hipnotyzującym spojrzeniu. Rysy twarzy przypominały młodszą wersję Matta – a więc nie znajomy a szwagier Kelly. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i jedyne, co odnalazłam w jego oczach, to spokój. Mój spokój.

Liam

– Gapisz się! – Poczułem pstryczek w ucho i usłyszałem zirytowany głos Kelly.
– Kto to jest? –Ostrożnie wskazałem na nieznajomą. – Nigdy wcześniej jej tu nie widziałem.
– To moja kuzynka i dobrze ci radzę, trzymaj łapska z dala od niej. To nie jedna z twoich groupies…
– Jezu, Kell, tylko zapytałem, przecież się na nią nie rzucę – zapewniłem bratową, chociaż ciągle nie mogłem otrząsnąć się z emocji, jakie wywołało we mnie jedno spojrzenie nieznajomej. – Ta twoja kuzynka ma jakieś imię?
– Sam ją o to zapytaj – powiedziała i odeszła, zostawiając mnie w cholernym szoku.
– Liam, dawaj tu swoje dupsko, przydałoby się trochę muzyki – krzyknął dupek lub Matt, jak kto woli.
Muzyka była tym, co kochałem, płynęła w moich żyłach razem z krwią, pompowała powietrze do moich płuc, sprawiała, że żyłem. Bez zastanowienia poszedłem po moją dziecinkę, przełożyłem pasek przez głowę i przez chwilę cieszyłem się tym, jak gitara ciążyła mi w dłoniach. Delikatnie przesunąłem palcami po strunach, zastanawiając się, co zagrać jako pierwsze. Czułem na sobie spojrzenie Kelly, ona wiedziała, że pierwsza piosenka zawsze określa mój nastrój, a ja po raz pierwszy od bardzo dawna nie wiedziałem, co tak naprawdę brzęczy mi w duszy. Zauważyłem, że tajemnicza kuzynka Kelly też na mnie spoglądała i to był ten moment, w którym coś się we mnie przełączyło i idealny utwór wpadł mi do głowy. Rozprostowałem palce, podszedłem do mikrofonu i zacząłem grać Just Can’t Get Enough, Black Eyed Peas. Śpiewałem i patrzyłem pięknej nieznajomej prosto w oczy, nawet z tej odległości widząc, że jest zmieszana, ale im dłużej śpiewałem, tym szybciej ona oddychała. Cholera. Czyżbym na nią działał tak jak ona na mnie? Kiedy zacząłem mój ulubiony fragment, nie spuszczałem z niej wzroku…

Damn baby I’m feignin’
I’m tryna holler at you, I’m screamin’
Let me love you down this evenin’
Love you love you ya you know you are my demon
Girl we could form a team and
I could be the king you could be the queen and
My mind’s dirty and it don’t need cleanin’…

Podobało jej się to, co widziała i słyszała. Popatrzyłem na Matta i Kelly, widziałem, że bratowa ma ochotę mnie udusić. Cóż, przecież nie dotknąłem jej kuzynki… jeszcze…

Josephine

Patrzyłam jak zahipnotyzowana na chłopaka grającego na gitarze i śpiewającego jeden z moich ulubionych kawałków. Nie mogłam znieść tego, jakie emocje we mnie wzbudzały słowa, głos i ten wzrok, który mnie pożerał, wwiercał się we mnie i uwalniał emocje, o których istnieniu nie miałam nawet pojęcia. Starałam się kontrolować mimikę, obawiałam się, że jak nie zapanuję nad sobą, to będę się gapić na niego z rozdziawionymi ustami, a wolałabym tego uniknąć. Mimowolnie zaczęłam nucić refren, może nawet głośniej niż zamierzałam, miałam to w nosie. Muzyka zawsze działała niczym antidotum na cierpienie duszy. Niejednokrotnie zamykałam się w sobie, zanurzałam się w jej dźwiękach, bo tylko przy niej mogłam zapomnieć o otaczającym mnie świecie.
Szwagier Kelly nie spuszczał mnie z oczu; czułam, jakbyśmy byli tylko we dwoje, reszta wirowała i rozmywała się gdzieś poza muzyką. Nim się zorientowałam, co się dzieje, ktoś pociągnął mnie w stronę śpiewającego mężczyzny. W jednej chwili wylądowałam przy mikrofonie. Dzięki ci Matt, na pewno to jest to, czego teraz potrzebuję. Przeklinałam w myślach męża mojej kuzynki.
Dostrzegłam Kelly, która wbijała wzrok w plecy męża. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Matt byłby właśnie w tej chwili martwy.
– No chodź! – wyszeptał brat Matta, nie przerywając gry na gitarze.
Walić to. Raz się żyje. Zamknęłam oczy i cała oddałam się muzyce. Nie mogłam na niego patrzeć, bo wiedziałam, że on mnie obserwuje. Czułam na sobie jego palące spojrzenie. Starałam się wyłączyć myślenie. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam śpiewać fragment Fergie:

Boy I think about it every night and day
I’m addicted wanna jump inside your love
I wouldn’t wanna have it any other way
I’m addicted and I just can’t get enough

Nogi miałam jak z waty. Po skończeniu całego utworu stałam jeszcze chwilę z przymkniętymi powiekami i pozwoliłam pomału opaść adrenalinie. Nie wierzyłam, że właśnie weszłam, a raczej dałam się wciągnąć, na tę prowizoryczną scenę. Nie wierzyłam, że zaśpiewałam jedną z ulubionych piosenek, w dodatku w duecie z zupełnie obcym mężczyzną. Miałam wrażenie, że to wszystko działo się poza mną, czułam się jak we śnie. Za moment obudzę się w pokoju Dylana, wtulona w jego bok, myśląc, że to właśnie on jest moim domem, opoką.
– Zdradzisz w końcu, jak masz na imię, czy pozostanie to twoją słodką tajemnicą? – Wpatrywał się we mnie z wyczekiwaniem, a ja czułam się, jakbym zapomniała języka w gębie. Na litość boską, Jo, weź się w garść, zachowujesz się tak, jakbyś nigdy nie widziała przystojnego mężczyzny, Dylan do brzydkich też przecież nie należał.
– Josephine, ale większość znajomych zwraca się do mnie po prostu Jo. A ty? Jak ty masz na imię? Od dawna grasz na gitarze? – Oczywiście wcale nie dałam po sobie poznać, że się stresuję. Słowotok to moja największa wada, czasami miałam wrażenie, że mój język tracił połączenie z mózgiem, a gdy się denerwowałam, mówiłam jeszcze więcej.
Widzę, że na przystojnej twarzy maluje się uśmiech.
– Liam, a gram, odkąd pamiętam…


HERMIA STONE - DIA || FRAGMENT

HERMIA STONE - DIA || FRAGMENT



PROLOG

Leniwie zwlokła się z łóżka, ziewnęła i, mrużąc oczy, ruszyła nieco chwiejnie do łazienki. Odkręciła wodę, przez chwilę tępo wpatrywała się w swoje zapuchnięte odbicie, po czym kilkakrotnie ochlapała twarz chłodną wodą. Za którymś razem, gdy opuszczała ręce, coś przykuło jej uwagę. Zmartwiała, z dłońmi wciąż na wysokości twarzy. Pochyliła się do lustra, by lepiej widzieć, a potem, po chwili intensywnego namysłu, stanęła prosto i już bezpośrednio popatrzyła na dłonie. Na własne palce. Na jednym z nich coś błyszczało.

– No szszszszszlag – zachrypiała, gapiąc się w szoku na złotą obrączkę. To było tak absurdalnie sztampowe, że nie mogła uwierzyć własnym oczom. Wzięła ślub w Vegas. Wzięła ślub w Vegas??? Z kim, do diabła?!

 

ROZDZIAŁ 1
PHONE CALL TO THE PAST

Nie spodziewał się gości o takiej porze. Właściwie już kładł się spać. Nie żeby teraz miał na to jakiekolwiek szanse. Otworzył drzwi, podrapał się po łysej głowie i obrzucił krytycznym spojrzeniem człowieka z burzą posiwiałych włosów. Karmazynowa marynarka absurdalnie gryzła się ze spodniami w intensywnym kolorze niezapominajek.

– Znalazłeś to w szafie żony? – zapytał odruchowo.

Tamten tylko machnął ręką.

– Ty mnie nie rozpraszaj, Hank, bo w moim wieku mogę zapomnieć, po co przyjechałem.

– A po co przyjechałeś? – zapytał Hank, uchylając szerzej drzwi i wpuszczając gościa do środka. Odruchowo, długim, pełnym sympatii spojrzeniem obrzucił Rolls-Royce’a Phantoma z 1935 roku po gruntownej i cholernie kosztownej renowacji, stojącego na półokrągłym podjeździe prowadzącym do masywnej willi z początków XX wieku .

– Musimy pogadać – odpowiedział tamten. – Przed chwilą widziałem fragment konferencji, rozleciał się jeden z tych prawie pełnoletnich zespołów, ale pal licho zespół, potrzebujemy gitarzysty. Tego gitarzy… – przerwał, wchodząc do salonu. Na skórzanej kanapie siedział dobrze mu znany mężczyzna i spokojnie popijał whisky.

– B.B.? – zapytał zdumiony.

– Cześć, Roy – rzucił tamten, podnosząc w jego kierunku szklankę. – Napijesz się?

– Poproszę – odpowiedział mężczyzna w jaskrawym stroju.

– To sobie nalej. Dobrze, że jesteś, bo mam sprawę – mówił B.B., poprawiając się na kanapie. Skóra zaskrzypiała. – Śmierć Neila trochę nas przystopowała, ale teraz możemy wrócić do gry. Musimy tylko jak najszybciej złapać…

Hank stanął w progu i z zadumą oparł się o futrynę.

– Zdajecie sobie sprawę, że zwaliliście mi się na chatę w środku nocy, nie uzgadniając tego wcześniej, dokładnie w tej samej sprawie? – zagaił. – Wiem, że nie mamy gitarzysty. Wiem, że Neil odwalił kitę. Nie konsultując się wcześniej z nami, złośliwy sukinsyn. Wiem też, że czas zakończyć żałobę i ruszyć w trasę, zanim odkryjemy, że jesteśmy emerytami i może powinniśmy przestać grywać na stadionach, a zacząć grywać w bingo. Zgadzam się z tym wszystkim. Ale…

B.B. i Roy popatrzyli na niego pytająco.

– …uważam, że dzwonienie do niego po nocy będzie sugerowało, że jesteśmy starymi desperatami.

– Jesteśmy bardzo starymi desperatami – zapewnił go B.B., sącząc alkohol. – Jeszcze jeden dzień spokojnego życia i szlag mnie trafi. Dosłownie. Tylko rock and roll trzyma mnie w pionie. Nie obchodzi mnie, co sobie pomyśli, byle zgodził się do nas dołączyć. Dzwonimy teraz, zanim ktoś inny się zorientuje, że rzucili na rynek taki kawał gorącego muzycznego mięsa. Bo facet jest praktycznie geniuszem. Długo samotny nie będzie.

Hank westchnął.

– No dobra. Czy któryś z was ma numer telefonu do Smitha-Royala?

Okazało się, że nie. Ale nie mieli też problemu, żeby zadzwonić do kilku innych osób, budząc je z zasłużonego snu, by ten numer zdobyć.

***

– Nie wiem, kim jesteś – głos Patricka o czwartej nad ranem brzmiał jak trenowany przez lata metalowy growl połączony z irytacją Liama Neesona – ale znajdę cię i zabiję.

– Bill Baez. – Rozmówca po drugiej stronie linii przedstawił się grzecznie. Jego dwaj przyjaciele pochylili się w kierunku telefonu, by lepiej słyszeć, więc B.B. po chwili przełączył rozmowę na głośnomówiący. Dzięki temu usłyszeli cichy kaszel, szuranie, a potem pełne podejrzliwości pytanie:

– Ten Bill Baez?

– Z resztą zespołu – dodał B.B. spokojnie. – Panowie, dajcie głos.

– Głos – powiedział Roy.

– Hau, hau. – Hank podszedł do sprawy bardziej kreatywnie, po czym przejechał dłonią po łysinie. Cholera, czyżby się denerwował jak nastolatka? Niedobrze.

– Rany boskie – dobiegło w odpowiedzi. – Dajcie mi moment.

Gdzieś, gdzie w tej chwili znajdował się Smith-Royal, dało się słyszeć więcej szurania i przepychania przerywanego niewyraźnymi: „ale dlaczego”, „potrzebuję większego łóżka”, „Chryste” oraz „kiedyś się pozabijam o te wszystkie damskie kończyny”.

– Jak myślicie, dużo tych damskich kończyn? – zapytał szeptem Roy.

– Obudził wspomnienia, no nie? – B.B. najwyraźniej myślał o tym samym.

W tym czasie ze słuchawki dobiegł ich cichy trzask drzwi, kroki na nagiej posadzce i skrzypnięcie jakiegoś mebla.

– Nie wiem, czy jestem zbyt pijany, czy właśnie za trzeźwy – zaczął już wyraźniej i spokojniej Patrick – ale czy w kierunku Ziemi zmierza wielka asteroida i świat się kończy, że Deep Crimson w komplecie dzwoni do mnie tuż przed świtem? Jakim cudem wy egzystujecie o takiej godzinie? W tym wieku?!

– Dobra, rozmyśliłem się, nie chcę go – rzucił półżartem Hank. – Jak ma mi codziennie wypominać, że jestem od niego dwa razy starszy…

– Jak będę dwa razy starszy niż teraz, będę martwy – wyrwało się Patrickowi. – A wy nadal jesteście w zawodzie. Trochę nie ogarniam, bo jeszcze się nie obudziłem, ale naprawdę do mnie dzwonicie? Nie śni mi się to?

– Dobra, koniec owijania w bawełnę – powiedział Hank, pochylając się w stronę telefonu. – Neil nie żyje.

Patrick przez chwilę milczał.

– Wiem – powiedział wreszcie podejrzliwie, bo wspomniany Neil nie żył prawie od roku. – Bardzo mi z tego powodu przykro, bo choć nie znałem go osobiście, to była żywa legenda. Ale dlaczego…

– Zajmij jego miejsce. Jako gitarzysta. W Deep Crimson – powiedział Hank, ponownie przerywając wypowiedź niedobudzonego Royala.

Odpowiedziała mu cisza. Potem głośny stukot i odległe „no szszszlag…”.

– Halo? – usłyszeli chwilę później. – Przepraszam, możecie powtórzyć? Bo mi telefon upadł z wrażenia.

– Deep Crimson potrzebuje gitarzysty na odpowiednim poziomie. Wóz albo przewóz, Royal – powiedział B.B. powstrzymując ziewanie. – Ja też chcę do łóżka, jutro od rana mam golfa. A tobie kobiety stygną.

– Rany boskie – usłyszeli w odpowiedzi. – Ra-nybos-kie. Niech stygną. Znajdę tylko spodnie i mogę do was jechać. No chyba że zaraz zejdę na zawał, co jest całkiem możliwe, bo tak mi serce wali.

Hank podniósł dłoń z kciukiem wyciągniętym do góry. Wyglądało na to, że ryba połknęła haczyk.

– Spotkajmy się jutro na lunchu. Prześlę ci adres, żebyś rano nie uznał, że ci się to śniło.

– Ta, jakbym miał jeszcze dzisiaj zasnąć – mruknął Patrick. – Ćwiczyć idę. Cholera, wiedziałem, że powinienem był więcej ćwiczyć…

B.B. zachichotał.

– Do zobaczenia jutro!

– Aha – odpowiedział Patrick nieprzytomnie. 





ZAMÓW JUŻ DZIŚ!

DIA BEZ TAJEMNIC || KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI

DIA BEZ TAJEMNIC || KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI



Kiedy po raz pierwszy wpadłaś na pomysł na napisanie kontynuacji “Joy”? Miałaś historię Dii w głowie już podczas pisania pierwszej książki, czy przyszła z czasem?

To nie ja wpadłam, to Marcin Dobkowski zapytał, czy napiszę drugą część. Zaskoczył mnie, bo... tamto zakończenie było niby otwarte, ale jednak zamykało jakąś historię. Z czasem okazało się, że trudno jest rozstać się z tymi bohaterami nie tylko czytelniczkom, ale też samej autorce. Zaczęłam więc odgrywać w głowie różne scenki z życia muzyków Sundance i... no, teraz mamy premierę kolejnej książki. Ale zaczęłam ją pisać dopiero po premierze „Joy”. Za to teraz już wiem, co się będzie działo dalej, bo jeśli tylko wydawnictwo Inanna mnie zechce to będzie jakieś „dalej”.


Co było inspiracją do napisania tej książki?

Pierwsza część cyklu nie była uczuciowo łatwa dla bohaterów, więc pomyślałam, że dla odmiany przydałaby się miłość czysta i taka niewinna w swojej wiośnie i okresie, gdy dopiero kiełkuje. Ponieważ czasami w życiu nie jest pod górkę. Czasami wszystko do siebie po prostu pasuje. Więc chyba brakowało mi tego ciepła i prostoty, bez nadmiernego komplikowania rzeczy. A przy tym takie uczucie wcale nie jest nudne. Przynajmniej tak mi się wydaje...


Jak długo zajęło Ci stworzenie całej powieści?

Samo pisanie ze trzy-cztery miesiące. Kolejny miesiąc zjadło mi poprawianie, sprawdzanie szczegółów, dopieszczanie dialogów. Więc możemy uznać, że niecałe pół roku, zanim zdecydowałam się wysłać plik do wydawcy.

Czy tworząc bohaterów tej książki inspirowałaś się prawdziwymi ludźmi?

Przy wybieraniu imion dla bohaterów inspirowałam się prawdziwymi ludźmi, żyjącymi i nie, którzy w jakiś sposób wpłynęli na branżę muzyczną. To może być dodatkowy smaczek dla fanek rocka, znalezienie tych prawdziwych ludzi w imionach i nazwiskach fikcyjnych postaci. Za to charaktery chłopcy mieli już mniej więcej ukształtowane po pierwszym tomie, więc tu tylko pogłębiałam znajomość z nimi. I coraz bardziej ich lubię.

Co towarzyszy Ci podczas pisania? 

Jakaś muzyka. Do tego kawa, herbata, wino, w zależności od pory dnia. Nie mam jednego, konkretnego miejsca, w którym piszę. Do szczęścia potrzebny jest mi komputer, kontakt i odrobina spokoju.

Jaka piosenka idealnie oddaje klimat "Dia"?

Hmmm... to trudne pytanie, ponieważ mówimy o książce, z której muzyka się wylewa. Ale gdyby oddać atmosferę tego ciepła i prostego uczucia... to chyba „Perfect Day” Lou Reeda byłoby najbliższe ideałowi. Bo wiadomo, że ideał jest tylko jeden i jest to Patrick ;)


Teraz trochę pomarzmy - gdyby doszło do ekranizacji - kto zagrałby główne role w filmie?

Przy „Joy” wspominałam, że do roli Patricka pasowałby mi Cody Fern – to nie jest do końca ten typ urody, o którym myślę, gdy widzę Patricka w głowie, ale nie mogę zaprzeczyć, że ten aktor ma twarz, którą trudno zapomnieć. Więc chyba spełnia podstawową rolę, zapada w pamięć i wyróżnia się w tłumie. Więc w sumie czemu nie. W roli Dii widziałabym może Yang Chaoyue – co prawda trudno powiedzieć, jaką jest aktorką, ale ma odpowiednią twarz i wie cokolwiek o przemyśle muzycznym, a to już duży plus.


Jak krótko zachęcisz do sięgnięcia po "Dia"?

„Dia” jest jak wymarzony dzień spędzony z osobą, którą kochamy, a przy tym pokazuje, że miłość nie polega na ograniczaniu, ale na wspieraniu się nawzajem w rozwoju, tym prywatnym i tym zawodowym. 






Czytelniku, czytaj legalnie! Vol. 2

Czytelniku, czytaj legalnie! Vol. 2



Od mojego pierwszego posta na temat legalnego czytania minęły dwa lata. Sytuacja na rynku wydawniczym bardzo się zmieniła, jednak w kwestii łamania praw autorskich niewiele się zmieniło. Portale, na których można znaleźć nielegalne wersje wydawanych książek, codziennie odwiedzają tłumy użytkowników. Gdy jeden plik jest zgłoszony, na jego miejsce pojawia się kilka kolejnych — to dosłownie, walka z wiatrakami. Sytuacja będzie tak wyglądała do czasu, gdy zmieni się ludzka mentalność. Większość nie uważa bowiem pobrania pliku z internetu za kradzież, inni tłumaczą się opłacaniem „transferu” na chomiku. Dlaczego w dobie tylu łatwo dostępnych i tanich opcji legalnego czytania, „czytelnicy” zwracają się w stronę nielegalnych źródeł? Na to pytanie nie znam odpowiedzi, jednak postanowiłam odświeżyć post sprzed dwóch lat i podrzucić wam opcję legalnego i taniego, lub całkiem darmowego, czytania.
Czy ktoś jeszcze nie słyszał o Legimi? To największa w Polsce wypożyczalnia e-booków (i audiobooków). W ramach wykupionego abonamentu użytkownik ma dostęp do 60000 książek. Tutaj nie ma haczyków. Z Legimi możecie korzystać na telefonie, tablecie, komputerze lub czytniku. Jak to wygląda cenowo? Wszystko zależy od opcji, którą wybierzecie. Przy umowie na 12 miesięcy, koszt abonamentu na e-booki wynosi 32,99 zł a na e-booki i audiobooki 39,99 zł. To cena okładkowa jednej książki — łatwo przeliczyć, że dostęp do katalogu Legimi nie kosztuje wiele.

Sama korzystam z Legimi już od dawna i nie wyobrażam sobie, bym mogła z tego zrezygnować. Ilość dostępnych tytułów, wygoda czytania i synchronizacja pomiędzy urządzeniami — to przemawia na korzyść Legimi. Gdyby tylko w ramach abonamentu dorzucali dodatkową dobę na czytanie tych wszystkich książek...
Warto wspomnieć, że wiele bibliotek oferuje dla swoich czytelników darmowe kody do Legimi, sprawdźcie w swojej lokalnej, może i u was jest taka opcja? 




Empik Go to aplikacja działająca na urządzeniach z systemem Android lub iOS, do jej działania potrzebny jest więc telefon lub tablet. Znalazłam informację, że teraz działa również na czytnikach inkBook. Empik Go działa na zasadzie subskrypcji, użytkownik więc wykupuje dostęp do e-booków i audiobooków dostępnych w ofercie. Przeglądając ofertę, wydaje mi się ona uboższa niż ta oferowana przez Legimi. Przetestowałam aplikację przez okres testowy i wróciłam do dobrze działającego u mnie Legimi, jednak znajdzie ona swoich fanów. Co do cen, pakiet audiobooki+e-booki to koszt 39,99 zł a same e-booki 29,99 zł.  


 

AMAZON KINDLE

Amazon ma świetną ofertę dla posiadaczy czytników Kindle lub korzystających z aplikacji Kindle. Wystarczy posiadać własnego kundelka, zalogować się na stronie Amazona i przeglądać tysiące darmowych e-booków, które dzięki jednemu kliknięciu znajdą się bezpośrednio na naszym czytniku. Oczywiście, w darmowej ofercie są różne książki, często kontynuacje serii, więc by poznać pierwsze tomy, należy zakupić początkowe części. Jest też druga opcja, a mianowicie Kindle unlimited. Nieograniczony dostęp do e-booków i audiobooków, które obejmuje oferta KU, czy też przeglądanie magazynów. Amazon oferuje 30-dniowy darmowy okres próbny, po tym czasie korzystanie z oferty KU kosztuje 7.99 £, można anulować w każdym momencie.


 

Teraz coś o fajnej opcji darmowego czytania! NetGalley to portal, na którym wydawcy oraz autorzy publikują swoje książki w zamian za opinie od czytelników! Jeśli czytacie po angielsku, to opcja, którą powinniście sprawdzić. Po rejestracji użytkownik wybiera interesujące go kategorię i może zaczynać czytanie! Niektóre tytuły są dostępne dla wszystkich, przy innych jest potrzebna akceptacja użytkownika przez wydawcę lub autora. 




 
Kolejna opcja darmowego czytania! Czytampierwszy.pl to pierwsza w Polsce nowoczesna platforma dla czytelników, którzy chcieliby w zamian za pisanie uczciwych recenzji, przedpremierowo otrzymywać egzemplarze nowości wydawniczych. Wystarczy zarejestrować się na portalu, wybrać interesujący Cię tytuł i możesz czytać. Później recenzujesz, zbierasz ISBN-y i wybierasz kolejną książkę. Najważniejsze jest to, że to Ty wybierasz, kiedy dodajesz swoją recenzję.




Oczywiście, są też bardzo oczywiste opcje jak korzystanie z biblioteki, wymiany książkowe, pożyczenie książki od znajomej... Jeśli jednak podobnie jak ja, lubisz mieć książki na własność, szukaj promocji! Czy wiesz, że klikając w link np. przez Lubimyczytac.pl (z buyboxa na podstronie książki), możesz kupić książkę taniej? Warto też sprawdzać strony wydawców, np. Wydawnictwo Inanna oferuje swoje książki w przedsprzedaży z 50% zniżką!

Dla tych, którzy nie boją się dzielić wrażeniami z lektury, dobrym rozwiązaniem może okazać się założenie bloga lub książkowego profilu na Instagramie czy Facebooku.

Mam nadzieję, że ten wpis pokaże wam, że warto rozejrzeć się za taką formą czytania, dzięki której zarówno autor, jak i wydawca otrzymają wynagrodzenie. Czekacie na kolejny tom ulubionej serii? A może słyszeliście tyle dobrego o powieści wydanej w USA, że koniecznie chcecie zobaczyć ją na polskich półkach?

Pamiętajcie, że czytając legalnie, wspieracie autorów i wydawców, bez odpowiednio wysokiej sprzedaży wydawnictwa nie będą inwestować w kolejne tomy serii, w następne książki autora... Pamiętajcie o tym, gdy kolejny raz na grupie czytelniczej zobaczycie hasło „podzielę się pdf-em”.
ROMA NOWICZ - POWIEDZ, ŻE WRÓCISZ

ROMA NOWICZ - POWIEDZ, ŻE WRÓCISZ


 

Przyjaźnili się od zawsze. Ona i ich dwóch. Jeden został policjantem, a drugi gangsterem. Pewnego dnia stali się wrogami. Ona musiała dokonać wyboru pomiędzy tym, co słuszne, a tym, co podłe. Nie miała świadomości, że kierując się rozsądkiem, zamieni swoje życie w piekło, a siebie – w ofiarę. Dopiero po latach zrozumiała, iż przez cały czas żyła w kłamstwie, a przyjaciel okazał się jej największym zagrożeniem. Chcąc ochronić swoją największą miłość, jest gotowa milczeć, nawet za cenę utraty ukochanego. Czy prawda wyjdzie na jaw i odsłoni przebiegłą intrygę sprzed lat, czy zwycięży kłamstwo?

Opowieść o namiętności, żądzy posiadania i manipulacji oraz o tym, w jaki sposób można zniszczyć duszę drugiego człowieka, a zagubioną kobietę zamienić w bezwolną ofiarę. 

Roma Nowicz po raz kolejny zaprasza czytelniczki w podróż w świat kobiecych pragnień, namiętności i miłości. Ona jedna, ich dwóch. Przemyślana fabuła, która jest zmysłową grą pomiędzy bohaterami. Autorka nie bawi się w półśrodki, wabi, manipuluje czytelnikiem... Nowa książka Romy już do kupienia w księgarniach!

Niebanalna historia miłosna, zmysłowa gra i niemożliwe wybory... Roma Nowicz stworzyła powieść przepełnioną erotyzmem, od której nie mogłam się oderwać. Gorąco polecam!



ZAMÓW JUŻ DZIŚ!






ECHO BEZ TAJEMNIC | KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI

ECHO BEZ TAJEMNIC | KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI



Dzień dobry bardzo!


Dziś kolejna odsłona cyklu Kulisy powstania a w nim powieść, która zajęła drugie miejsce w Pierwszym Literackim Konkursie Inanny. Jestem ciekawa, jak odbierzecie debiutancką powieść Aleksandry Rak, w sekrecie wam zdradzę, że to właśnie ta książka była moim faworytem! Nie przedłużając, zapraszam do przeczytania Kulis powstania „Echo”!


Jak zostać w domu i nie zwariować? | Dziecięca strefa - Planszówki

Jak zostać w domu i nie zwariować? | Dziecięca strefa - Planszówki


Dzień dobry wszystkim!

Czy ktoś wie, jak można „wyłączyć” dzieci, choć na chwilę?

Rozpoczęliśmy drugi tydzień domowej izolacji, siedzimy sobie grzecznie na czterech literach, dziewczyny uczą się w domu, rozwiązując zadane przez nauczycieli lekcji, a w przerwach korzystamy ze słońca, które pięknie świeci w UK. Oczywiście we własnym ogródku. Mam nadzieję, że pozytywny nastrój was nie opuszcza.

Dziś mam dla Was kilka słów o grze, w której nie chodzi o rywalizację, a o działanie razem.

Słyszeliście o „Lodowy wierch”?


Łapcie opis gry:
Lodowy Wierch - Elsa, Anna i Olaf pragną przywrócić wiosnę w Arendell. Aby zima opuściła zaklętą w śniegu krainę, przyjaciele powinni wydostać się z Lodowego Zamku. Wspólnymi siłami muszą zebrać czarodziejskie kryształki, nim znajdzie ich Lodowy Potwór – tylko wtedy ich misja się powiedzie. Niechaj zachowają czujność, bowiem ucieczka przez kruche, skute lodem korytarze nie jest wcale taka prosta. Na szczęście Elsa zna tajemnicze zaklęcie, które pozwoli im się skryć w chwilach grozy. 

Dopiero teraz, gdy przy publikacji chciałam Wam podrzucić link, zorientowałam się, że gra jest już niedostępna na rynku. A szkoda, bo świetne w niej jest to, że dzieci uczą się, jak działać razem, jak współpracować, by wygrać.


Jak zostać w domu i nie zwariować || Dziecięca strefa - planszówki

Jak zostać w domu i nie zwariować || Dziecięca strefa - planszówki


Dzień dobry Kochani, kolejny dzień siedzenia w domu, kolejny dzień zastanawiania się, jak zająć dzieciom czas, by nie doprowadzili nas do szaleństwa. Wiecie, ja kocham moje dzieci, uwielbiam je, jednak gdy zaczyna się marudzenie o „Maaamuś”, to wiecie, ciśnienie skacze, człowiek na pracy skupić się nie może. Dziś mam dla was wpis o kolejnej planszówce, która zajmuje czas moich dziewczyn.


Kto z was nie słyszał o grze „5 sekund”?

To towarzyska gra na czas, grając w nią, musisz błyskawicznie myśleć i jeszcze szybciej mówić. 


My mamy dwie wersje tej gry — pierwsza klasyczna w języku polskim, gdzie można trafić na takie pytania, jak „Wymień trzy rzeczy, które robisz po ciemku”. Drugą wersją jest „5 sekund Junior” w wersji po angielsku. W wersji dziecięcej pojawiają się dużo prostsze pytania, związane z dzieciakami, grami, sposobami na spędzanie czas, kolorami.

W pudełku z grą znajdziecie planszę, po której będą poruszać się pionki, czasomierz, karty z pytaniami, pionki oraz instrukcję. W standardowej wersji gry są także karty ZMIANA oraz NASTĘPNY, każdą z nich można wykorzystać jeden raz podczas całej gry.



Niezależnie od tego, w którą wersję gry zdecydujecie się zagrać, nie dajcie się nabrać! Choć pytania wydają się banalnie proste, to wymienienie trzech rzeczy w ciągu pięciu sekund może okazać się niemożliwe do wykonania. No bo która z Pań w ciągu pięciu sekund wymieni trzy drużyny, które w barwach klubowych mają kolor czerwony?

„5 sekund” to gra, która ćwiczy pamięć, szybkie myślenie a przy tym zapewnia świetną rozrywkę. Zdążysz odpowiedzieć na pytanie w ciągu pięciu sekund...? 


Jak zostać w domu i nie zwariować || Dziecięca strefa - Plaszówki

Jak zostać w domu i nie zwariować || Dziecięca strefa - Plaszówki



Dzień dobry moi Kochani.

Nastały wyjątkowe okoliczności, przez które zostaliśmy uziemieni z dziećmi w domach. I choć media trąbią, że to nie ferie, by nie traktować tego, jak wakacje, to nie ulega wątpliwości, że dzieciakom trzeba czas zająć i zaplanować. Nasi milusińscy źle noszą nudę, stają się markotni, chodzą, marudzą, narzekają, a to sprawia, że odbija się to na wszystkich.

Warto zaplanować sobie dnie tak, by były w nich elementy rutyny — na przykład stałe godziny posiłków, określony czas na naukę czy czytanie oraz chwile, które poświęcamy na wspólną zabawę z dziećmi. Przez 6 dni pokażę wam 6 gier, które zajmą i was i wasze dzieci, rozwieją nudę i zagwarantują dobrą zabawę. Na pierwszy ogień „Kucharz” od Wydawnictwa Zielona Sowa.



O tej grze pisałam Wam dwa lata temu i uwierzcie, od tego czasu nie znudziła się ona dziewczynkom. „Kucharz” to dwie gry planszówki w jednym opakowaniu, dzięki którym dzieci ćwiczą pamięć i uczą się składników wykorzystywanych w poszczególnych potrawach.

Przez dwa lata niewiele się zmieniło, zdecydowanie bardziej lubimy wersję W restauracji. W ten grze każdy z graczy otrzymuje karty z przepisami (trzy lub pięć w zależności od wybranego poziomu trudności). Zadaniem graczy jest zdobycie wszystkich żetonów ze składnikami potrzebnymi do przygotowania dań z kart. W tej grze gracze kolejno rzucają kostką, przemieszczając się po kolorowych polach na planszy. Każdy z kolorów odpowiada za jedną z kategorii, w których znajdują się konkretne składniki. Poruszając się po polach, gracze wybierają składniki z odpowiedniej kategorii kolorystycznej i dopasowują je do składników potrzebnych do przyrządzenia dań z ich kart.

Gra „Kucharz” bawi i uczy. Dzięki niej możemy zająć trochę czasu dzieciakom, nauczyć ich podstaw przygotowania dań. Ta planszówka świetnie ćwiczy spostrzegawczość i umiejętność umieszczania rzeczy w konkretnych kategoriach.

Trochę przykre, że ta gra jest już niedostępna w regularnej sprzedaży, ale warto rozejrzeć się za nią w bibliotekach czy na OLX. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Może przygotujecie taką grę razem z dziećmi? Wybierzecie ulubione potrawy, wypiszecie karty składników, przygotujecie planszę i żetony? Kolejne godziny przelecą, a nuda nie da o sobie znać... :)
Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger