Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patronat medialny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patronat medialny. Pokaż wszystkie posty
Melissa Darwood - (Nie)zdobyta || Opinia & fragment książki

Melissa Darwood - (Nie)zdobyta || Opinia & fragment książki

Data wydania: 11.12.2019
Wydawnictwo NieZwykłe

Pierwszy tom romantycznej serii górskiej pełnej miłości.
Julka ma trzydzieści dwa lata i słabo płatną pracę dziennikarki w czasopiśmie dla kobiet. Kiedy redaktorka naczelna sugeruje, by napisała artykuł na chwytliwy temat (z przystojnym szejkiem, celebrytą, milionerem lub alpinistą w roli główniej) Julka zaczyna zbierać materiały na temat polskich himalaistów.

Niebawem natrafia na informację o ekscentrycznym Jeremim Jansonie (zwanym JJ), który wydaje się być idealnym tematem na artykuł. Planuje on bowiem jako pierwszy człowiek w historii zdobyć zimą szczyt K2, i to solo, co jest istnym szaleństwem.

Wydawnictwo podchwytuje temat i proponuje dziennikarce duży budżet na napisanie reportażu. Jest jednak jeden warunek – Julka musi wziąć udział w wyprawie organizowanej przez JJ-a i dojść do bazy pod K2. Ona – która nie ma pojęcia o alpinizmie, nie znosi zimna i jest w słabej kondycji fizycznej. Jednak największy problem tkwi w tym, że Janson jest outsiderem i wcale nie chce zostać bohaterem książki.

Czy uda jej się przekonać nieustępliwego himalaistę do wspólnej wyprawy?
To wyzwanie okaże się ciężką próbą sił, i to nie tylko fizycznych. Julka nie zdaje sobie sprawy, że najtrudniej jednak będzie opanować silne przyciąganie, które narasta między nią a intrygującym Jansonem.


Dziennikarka po trzydziestce i samotnik-himalaista — mieszanka wybuchowa?

Najnowsza książka Melissy Darwood to powieść o pasji, namiętności i miłości. Głównych bohaterów dzieli naprawdę wiele. Julka pracuje jako dziennikarka, lecz trudno nazwać jej teksty popularnymi. By utrzymać pracę, którą lubi, musi napisać artykuł na chwytliwy temat, kobieta szybko zaczyna zbierać materiały na temat polskich himalaistów. Gdy wydawać by się mogło, że trafiła na idealnego bohatera, przystojnego, chętnie opowiadającego o sobie mężczyznę, ten rzuca jej informację o Jeremim. Julka podjęła trop i szybko zdecydowała, że to właśnie JJ będzie bohaterem jej artykułu. Nietypowy temat, szalony plan JJ i warunki postawione przez wydawnictwo — wszystko doprowadzi tych dwojga do nietypowych (i gorących) sytuacji.

Jak myślicie, czy samotnik dopuści do siebie zwariowaną dziennikarkę? Czy Julia odważy się towarzyszyć Jeremiemu w wyprawie?

(Nie)zdobyta to nowa odsłona twórczości autorki, która dotychczas dała się poznać z fantastycznych powieści młodzieżowych i gorących romansów dla kobiet. Tym razem Melissa przygotowała dla swoich czytelniczek lekką powieść na pograniczu obyczaju i romansu, w której główną rolę odgrywa pasja. Widać, że autorka przygotowała się do napisania tej książki, zdobyła wiedzę niezbędną do opisania himalaizmu i postaci Jeremiego. W powieściach dla kobiet coraz trudniej o oryginalny temat, a Melissie udało się opowiedzieć coś nowego, coś, czego w polskiej literaturze kobiecej jeszcze nie było. Tylko ze względu na to, warto zainteresować się tą książką.

Główni bohaterowie są pełni pasji, choć od siebie kompletnie różni, była między nimi niesamowita chemia. Julka jest zwariowana, nie lubi pisać na popularne tematy, w swoich artykułach porusza sprawy ważne, ale takie, o których ludzie nie lubią czytać. Jeremi jest samotnikiem, stroni od ludzi, poświęcił się górom, są jego pasją i miłością. Podoba mi się sposób, w jaki autorka opisała ich relację. Od samego początku czuć między nimi chemię, jednak nie zdzierają z siebie ubrań już na pierwszych stronach książki. Autorka buduje napięcie, powoli pokazuje rozwój ich relacji i być może, ale tylko być może, narodziny uczucia...

Na duży plus w tej książce zasługuje styl. Już od dawna wiem, że Melissa potrafi pisać lekko, tutaj udowodniła mi, że potrafi napisać powieść, w której to nie uczucie romantyczne będzie grało główne skrzypce. Świetnie opisany świat himalaistów, bohaterowie wielowymiarowi, niebanalni, realistyczni, bardzo fajnie stworzona relacja pomiędzy nimi.

(Nie)zdobyta to powieść, która wciąga od pierwszej strony. To opowieść o niezwykłej pasji, jaką jest wspinaczka, ale przede wszystkim historia o dwójce ludzi, których połączyły niezwykłe okoliczności. Jeśli szukacie niebanalnego romansu, poruszającego oryginalny temat to zainteresujcie się najnowszą powieścią Melissy Darwood.


FRAGMENT KSIĄŻKI

Drga mi powieka. Jestem mocno wkurzona, ale staram się trzymać nerwy na wodzy. 
– Jakie masz propozycje? – pytam Lidki, czterdziestodziewięcioletniej naczelnej redaktor, która jest moją szefową od pięciu lat. Pięciu lat ciągłego zaciskania pasa, odmawiania sobie zagranicznych wczasów (na które i tak nigdy nie jeździłam), nowych ciuchów (których i tak nigdy nie kupowałam) i markowych kosmetyków (których i tak nigdy nie używałam). Po to tylko, żeby udowodnić sobie i wszystkim wokół, że z dziennikarstwa da się w Polsce utrzymać. Że mogę być dziennikarką. Że jestem pieprzoną dziennikarką! 
A skoro nie stać mnie na wakacyjny wyjazd w tym roku, zawsze mogę nawalić się winem tak skutecznie, że nie będę wiedziała gdzie jestem. Możliwe, że skorzystam z tej oferty nawet już dzisiaj wieczorem: ubzdryngolę się na kanapie z nucącym Zaynem w tle. 
– Może napiszesz jakiś felieton o niedostępnych mężczyznach? Coś bardziej pozytywnego niż dotychczas? – Lidka patrzy mi prosto w oczy. – Masz lekkie pióro, tylko jakoś zawsze zagłębiasz się w psychodeliczny szlam, którym tylko odstraszasz czytelniczki. Twoje artykuły są zbyt smutne, za poważne, nader filozoficzne. Współczesne trzydziestki i czterdziestki pragną marzyć, ekscytować się czymś nadzwyczajnym. Temat musi być chwytliwy. Na topie. Zrozum, Julio, te kobiety wracają padnięte po robocie, ogarną dom, dzieciaki, zrobią sobie herbatę i mają ochotę zanurzyć się w lekturze, która zrekompensuje im trudy dnia. Nie chcą czytać o globalnym ociepleniu ani o polskiej patologii wspieranej przez pięćset plus. Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Cenię twoje felietony, artykuły, wywiady, ich głębię, podwójne dno i tę niezwykłość, której tak brakuje innym. Ale prawda jest taka, że to się po prostu nie sprzedaje. Widziałaś ostatni raport. Walczymy o każdy procent rynku. Drukowane magazyny przestają się sprzedawać. Internet jest pełen tekstów o modzie, show-biznesie, seksie. Celebryci są obecni w mediach społecznościowych, nie potrzebują kolorowego pisma, by obnażyć się przed fanami, od tego mają Instagrama. – Wzdycha i poprawia okulary na nosie. – Nie wiem, czy damy radę utrzymać aktualny stan zatrudnienia przy obecnej sprzedaży. 
Czuję gulę w gardle. Upijam łyk kawy, choć zamiast niej przydałaby mi się teraz wódka z Xanaxem. Nigdy nie próbowałam takiej mieszanki, ale myślę, że taki koktajl mógłby mnie teraz skutecznie zobojętnić. 
Lidka najwyraźniej dostrzega moją minę, bo od razu dodaje: 
– Nie łam się. Tak po prostu jest w tym biznesie. Wierzę, że w końcu się odbijesz. Musisz tylko zmienić tematykę, stworzyć coś lżejszego, coś dla szerszego grona odbiorców… 
Jasne, innymi słowami – mam napisać gniota. Jak śpiewa Karolina Czarnecka: „prosto, szybko, sprawnie, szast – produkt musi być dla mas”. Mam ochotę zacząć walić głową w kawiarniany stolik, przy którym siedzimy. I nawet jeśli dostałabym od tego wstrząśnienia mózgu, to przynajmniej zakończyłabym tę żenującą rozmowę z przytupem. 
Chce mi się wyć. Pięć lat studiów dziennikarskich; batalie z matką wariatką, która twierdzi, że marnuję życie na bezsensowną bazgraninę; staż w gazecie, gdzie wysługiwał się mną jak służącą – przynieś, wynieś, pozamiataj – wielki pan redaktor przekonany o swym ponadprzeciętnym jestestwie; pisanie głupot o wypalaniu traw i wystawie storczyków w palmiarni w zamian za wierszówkę, z której nie byłam w stanie opłacić rachunków i czynszu w kawalerce. Oprócz tego ciągłe udzielanie się non-profit na portalach internetowych, w lokalnych oraz branżowych gazetach, żeby doskonalić pióro, zostać zauważoną. 
Bycie pełnoetatowym dziennikarzem to ciężka praca, jeśli nie ma się znajomości. Ja ich nie miałam, ale miałam za to wielkie szczęście, że taka osoba jak Lidka objęła funkcję naczelnej w redakcji, w której pracowałam i dostrzegła moje teksty. Wzięła mnie pod swoje skrzydła i uwierzyła, że to, co piszę, jest ważne. Przeszłam tak długą drogę, żeby pisać wreszcie to, na co miałam ochotę, co mnie poruszało, a teraz mam upaść tak nisko, by klepać artykuły na poziomie Pudelka. 
– Lidka. – Poprawiam się na krzesełku. – Jedni piszą w konwencji: „życie jest piękne i pachnie lawendą”, po czym wrzucają fotkę uśmiechniętych celebrytów. Ja piszę w nurcie „życie jest do dupy i śmierdzi łajnem”, po czym daję wywiad ze zgwałconą dziewczyną. Nie wierzę, że nie ma ludzi, którzy nie podzielają mojego zdania, którzy nie chcą czytać o sprawach ważnych. 
– Są, ale jest ich zbyt mało, żeby dalsze publikowanie twoich artykułów się opłacało – mówi wprost, pochyla się i zaplata dłonie na stoliku. – Julio, stoję pod ścianą. Sama wiesz, jaki jest rynek. Codziennie dostajemy dwanaście propozycji artykułów od ludzi, którzy chcą u nas pisać. Niektórzy są gotowi oddać tekst za darmo, żeby zaistnieć, spełnić swoje marzenie o publikacji, wpisać doświadczenie dziennikarskie do cefałki. Zarząd mnie naciska, sprzedaż musi się zwiększyć. Nieistotne jest przesłanie, nieważny język, styl. Walczymy o przetrwanie. Pismo ma się sprzedawać, to produkt jak każdy inny. Jeśli nie opublikujemy bomby, czeka nas katastrofa. Utrzymujemy się z reklam, a jeśli te nie będą docierać do szerokiego grona odbiorców, to nikt nie będzie chciał się u nas reklamować. Zbankrutujemy. 
– Chyba że zostanę zamordowana podczas zbierania materiału dla was. Wtedy sprzedaż na pewno podskoczy. Jeśli, rzecz jasna, sprawnie to nagłośnicie – żartuję, bo co mi innego pozostało. 
– Niektórym naszym redaktorom z chęcią pomogłabym zyskać w ten sposób rozgłos. – Uśmiecha się. – Ale nie tobie. – Pochyla się jeszcze bliżej mnie, opierając piersi o blat. – Masz talent, lekkie pióro, dziennikarski nos i sprawny warsztat. W przeciwieństwie do większości dziennikarzy, których znam, jesteś pracowita, niezachłanna, nie masz wybujałego ego, a na głowie rodziny, dzięki czemu masz dużo czasu na pisanie. Świat stoi przed tobą otworem. Musimy jednak nakierować cię na właściwe tory… – Ścisza głos, jakby obawiała się, że ktoś nas podsłucha. – Teraz na topie są arabscy szejkowie, celebryci, książęta, alpiniści… Poczytaj o nich trochę, może historia któregoś z nich cię zainspiruje. Rozeznaj się i daj mi znać, czy podejmiesz się napisania dla nas czegoś w tym obszarze, dobrze?
Jej pytanie zawisa w powietrzu, a ja jestem świadoma, że nie mam za dużego wyboru. Nisza albo mainstream. Wiem, że Lidka ma rację. Wiem, że „Mój Świat” sprzedaje się fatalnie. Wiem, że muszę zmienić tematykę, jeśli zamierzam utrzymać tę pracę. A chcę tu nadal pracować, jednak nie za wszelką cenę. Dam im to, czego potrzebują – dam im jakiegoś celebrytę, księcia czy innego supermena. Tylko że na moich warunkach. Nie zamierzam się sprzedać, zmieniać swojego stylu, zapomnieć o rzeczach ważnych, o tym, dlaczego chciałam zostać dziennikarką. Pragnę mówić o tym, co mnie boli, porusza, wkurza i dzielić się tym z ludźmi. Znajdę osobę, która będzie odpowiadać Lidce, kogoś, kto mnie zafascynuje i komu czytelnicy oddadzą swoje serca. 
– Okej, zrobię to. Ale po swojemu. 
– Mam taką nadzieję. – Uśmiecha się. – Tylko wpleć w to jakiś romans, poświęcenie dla kobiety, zakazane uczucie, nieakceptowany związek, seks… Wiesz, o co chodzi. Najlepiej schodzą te wydania, w których miłość i sprawy łóżkowe grają pierwsze skrzypce. Czytałaś ostatni artykuł Anity o wielokrotnym orgazmie? To był hit.
Przewracam oczami. 
Dobre rady o seksie, orgazmie, spełnieniu, których udzielają moje koleżanki po piórze w czasopismach dla kobiet, to bzdury. To karmienie nierealnymi fantazjami nieświadomych czytelniczek. Biedactwa po przeczytaniu artykułu takiej Anity są przekonane, że z ich życiem seksualnym musi być coś nie tak, że ich partner to cipa, skoro nie zaspokaja ich erotycznych potrzeb. Wiem, kim są dziennikarki, które piszą tego typu artykuły. Widzę je w pracy. To sfrustrowane singielki przeglądające zagraniczne magazyny w poszukiwaniu inspiracji, zaczytujące się w powieściach erotycznych dla kobiet, ekscytujące romansami z amerykańskich box office’ów, fantazjujące o idealnych facetach, którym zawsze stoi i którzy zawsze doprowadzają swoje kobiety do orgazmu pochwowego. Prawda jest taka, że istnienie tego typu mężczyzn to faktoid. 
Mam trzydzieści dwa lata. Miałam czterech partnerów seksualnych i jedyne orgazmy jakich doświadczyłam w życiu, to te osiągnięte dzięki własnym palcom. 
Nie wierzę w iskrzenie przy pierwszym spotkaniu, w chemię, wzajemne przyciąganie i zgodne dopasowanie po dwóch dniach znajomości. Moje serce jest na tyle mądre, by rozumieć, że mężczyzna spędzający więcej czasu w siłowni niż na czytaniu nie jest dla mnie odpowiednim partnerem. Nigdy nie doświadczyłam pożądania, które mąci umysł i serce, sprawiając, że człowiek nie może jeść, spać, normalnie funkcjonować.
Bo to wszystko są wymysły kobiet, które pragną czegoś, co nie istnieje. 
Moje dotychczasowe związki były letnie, żadnego żaru, ognia, porywu pożądania, zrywania z siebie ubrań, namiętności, ostrego seksu. Były po prostu życiowe. Nigdy nie czułam, że moi faceci o mnie zabiegają, nigdy nie miałam wrażenia, że jestem ich niezdobytą, o której marzą, śnią, o którą chcieliby zawalczyć. I tak się w sumie czasami czuję, jak niezdobyta kobieta (zwłaszcza kiedy za dużo wypiję; na trzeźwo myślę już realistycznie – po prostu wiem, że nie ma takich facetów o jakich pisze się w magazynach i książkach). Moi dotychczasowi partnerzy przypominali wyglądem bardziej Bolka i Lolka niż księcia na białym koniu. Nie przeszkadzało mi to, bo byłam przekonana, że mało atrakcyjny facet ma bogatsze wnętrze i nigdy mnie nie zdradzi. 
Nic bardziej mylnego.
Z moim ostatnim eks (ówczesnym chłopakiem) snuliśmy plany o zamieszkaniu razem, co wbrew pozorom było i jest dla mnie ogromnym wyzwaniem i milowym krokiem naprzód. Chciałam mu zrobić niespodziankę z okazji drugiej rocznicy. Zjawiłam się pod jego blokiem o północy – w szpilkach, małej czarnej, seksownej bieliźnie i z Merlotem w ręku. Ale mój ówczesny chłopak (obecny były) miał już towarzystwo. Uprawiał seks w aucie na parkingu ze swoją koleżanką z biura (miesiąc wcześniej miałam wątpliwą przyjemność poznać ją na jednej z ich firmowych imprez). 
To było rok temu i stanowiło ostatni gwóźdź do trumny. Od tamtej pory nie wierzę już w partnerstwo, wzajemny szacunek, czułość. Nie wierzę w opiekuńczych mężczyzn, z którymi można prowadzić ciekawe rozmowy, znaleźć wspólne zainteresowania, spędzać przyjemnie czas i być dla nich tą jedyną. W trakcie trwania moich czterech (zdawałoby się poważnych) związków, łudziłam się, że moi mężczyźni są wyjątkowi, że czuję się przy nich bezpiecznie, spokojnie, pewnie. I nagle odwalała im palma – kłamali, oszukiwali, zdradzali, uciekali. Być może bali się zobowiązania, a może uświadamiali sobie, że jednak nie jestem tą jedyną. Tak czy siak, zawsze robili mnie w chuja.
Dziękuję, nigdy więcej. Zarządzam przerwę od jakichkolwiek związków. Seks na raz – tak. Na dwa, to mogę najwyżej zatańczyć disco sambę. 

 TRAILER


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!


Martyna Raduchowska - Fałszywy Pieśniarz || fragment

Martyna Raduchowska - Fałszywy Pieśniarz || fragment



Bezpośrednia kontynuacja Szamanki od umarlaków i Demona Luster.

Ekipa śledcza Wydziału Opętań i Nawiedzeń wkracza do ogrodu Kusiciela, aby odkryć ostatni element układanki. Ekshumacja zwłok nieznanego mężczyzny daje początek serii tragicznych wydarzeń. We Wrocławiu dochodzi do przerażających samobójstw, mroczna przeszłość Kruchego powraca, by upomnieć się o jego duszę, Ida zaś przekonuje się, że dar szamanki od umarlaków w niepowołanych rękach grozi katastrofą, a życzenia potrafią być niebezpieczne szczególnie wtedy, gdy się spełniają…


Prolog

Ogród wiecznej jesieni milczał złowrogo, jakby tylko czekał na ich pierwszy ruch.
Uśpiony, lecz czujny, dziki, a jednak martwy od koniuszków zwiędłych pnączy aż po wąsy przegniłych korzeni, nic sobie nie robił z panującego wokół lata czy nadchodzącej burzy. Nie skrzypnęła choćby jedna pokryta szronem gałąź. Nie zaszeleścił nawet jeden zmarznięty liść. Ani jedno źdźbło trawy nie drgnęło na porywistym wietrze. Suche, powykręcane szkielety roślin trwały w nienaturalnym bezruchu, rzucając przybyszom nieme wyzwanie. Przez ostatnie miesiące Ida odwiedzała posiadłość Kusiciela częściej, niżby sobie tego życzyła, lecz dopiero teraz zrozumiała, że zapewne nigdy nie zdoła poznać wszystkich jej
sekretów. Ani tych, które lśniły na widoku w zalanych słońcem kryształkach lodu, ani tych skrytych przed ludzkim okiem gdzieś głęboko pod ziemią. Do niedawna sądziła, że zna tu każdy kamień, każdy wiecheć trawy, każdą spróchniałą deskę w ścianie zapuszczonego domostwa, ale dziś ogarnęło ją nieodparte wrażenie, że wszystkie jej wspomnienia związane z tym miejscem były tylko zamglonym snem. Jak gdyby uśpiony dotąd ogród nieoczekiwanie się przebudził – a ona razem z nim.
Czuła na sobie spojrzenia ukrytych w gąszczu ślepi, śledzących z uwagą każdy krok nieproszonych gości. Do jej uszu dochodziły szepty. Złowieszcze pomruki. Stłumione, nerwowe mamrotanie, ledwo słyszalne wśród pojękiwań wichru. W powietrzu przesyconym wonią mokrej ziemi, zbutwiałego drewna oraz gnijących liści wisiało coś jeszcze. Coś ulotnego i wyraźnego zarazem, jak ostry zapach dymu z jesiennego ogniska. Jakaś nieokreślona, lecz jasna zapowiedź rychłej nawałnicy, która nie miała żadnego związku z kapryśną pogodą…
Pogrążona w zadumie szamanka nie od razu spostrzegła wyciągniętą ku sobie dłoń. Uniosła głowę, napotkała przenikliwe oczy koloru deszczowego nieba. Dwie krople chłodnej stali wpatrywały się w nią intensywnie, jakby próbowały pochwycić jej rozproszony umysł i zakotwiczyć go z powrotem w rzeczywistości. Ida zamrugała raptownie, z niejakim trudem skupiła wzrok, a stojąca przed nią postać naraz nabrała szczegółów. Czarne włosy do ramion, znoszona kurtka z ciemnobrązowej skóry, koszulka ze spranym i zupełnie nieczytelnym nadrukiem,
powycierane dżinsy, glany zdarte na nosach niemal do samej blachy – Kruchy wyglądał, jakby przyjechał na koncert rockowy, a nie na oględziny zwłok. A minę miał taką, jakby oględziny zwłok uważał za znacznie lepszą rozrywkę niż dzikie pogo pod sceną.
Szamanka odetchnęła głębiej, schowała do torby plik zmiętych, pokreślonych kartek, które przez cały ten czas kurczowo ściskała w dłoniach. A potem wzięła od łowcy parę lateksowych rękawiczek.
– Idziemy, partnerko? – zapytał wesoło i trącił ją łokciem w bok.
Przełknęła ślinę, starając się ignorować dreszcz niepokoju, który bez ostrzeżenia i bez wyraźnej przyczyny przebiegł jej po plecach. Ponownie zajrzała Kruchemu w oczy, po krótkim wahaniu skinęła głową.
– Idziemy, partnerze.
Dostrzegłszy wyraz jej twarzy, lekko uniósł brwi, ale ona szybko i niedbale machnęła dłonią na znak, że wszystko w porządku. Nic więc nie powiedział, o nic nie zapytał. Obrócił się na pięcie i żwawym krokiem ruszył do ogrodu Kusiciela. Ida jeszcze raz powiodła spojrzeniem po wyszczerbionym murze z szarego kamienia, po zapadniętym dachu przebłyskującym wśród zwichrowanych konarów, po pędach uschniętego bluszczu, może i całkiem już martwych, lecz z
pewnością nadal trujących. Minęła dłuższa chwila, nim wreszcie podążyła za łowcą. Dogoniła go tuż przed bramą wjazdową, którą oplątywał ciężki łańcuch spięty mosiężną kłódką. Minęli ją, maszerując ramię w ramię wzdłuż ziejącego dziurami ogrodzenia, a potem przez zardzewiałą, przekrzywioną furtę wkroczyli na miejsce zbrodni.


"Drwal. Miłość, która narodziła się z natury" bez tajemnic. Kulisy powstania książki

"Drwal. Miłość, która narodziła się z natury" bez tajemnic. Kulisy powstania książki


Kiedy po raz pierwszy wpadłaś na pomysł na napisanie Drwal. Miłość, która narodziła się z natury?

Na ten pomysł to tak naprawdę nie wpadłam ja, a mój kierownik (pozdrawiam Cię Marcin). To w ogóle śmieszna historia, bo Drwal miał być harlekinem w wersji kieszonkowej. Dostałam propozycję napisania czterech powieści właśnie do wydania w mniejszych wersjach i musiałam coś wymyślić. Wtedy pracowałam jeszcze na pełen etat i w pracy dla zabawy zaczęliśmy wspólnie coś wymyślać. Pomysł na Drwala bardzo mi się spodobał, oczywiście w wersji początkowej było wszystko inaczej, bo bohater miał być autystyczny i b. wycofany, ale ostatecznie zaniechałam ten wątek i zrobiłam z niego samotnika mieszkającego w środku lasu. Potem gdy ta historia rozwijała mi się coraz bardziej, stwierdziłam, że szkoda mi Drwala na wersję kieszonkową i napisałam o tym do Wydawcy. Oczywiście nie oponowali i nie było problemu, by stworzyć z tego pełnowymiarową powieść.


Co było inspiracją do napisania tej książki?

Inspiracją był pomysł mojego kierownika. Tak jak wspomniałam, ostatecznie wiele z tego się zmieniło, ale samą podstawę do tej historii podpowiedział mi właśnie Marcin.


Jak długo zajęło Ci stworzenie tej powieści?

Zawsze ciężko odpowiada mi się na takie pytania, bo ja nie piszę jednej powieści ciągiem. Gdyby tak złożyć ten cały czas, który poświęciłam Drwalowi, to byłoby ze 3-4 miesiące.


Jesteś autorką, która bardzo szybko znajduje wydawców dla swoich książek. Co było pierwsze — skończona książka czy umowa wydawnicza?

Zależy w jakim przypadku (śmiech). Jest tak, że część z tych powieści mam już napisane, ale w b. zaawansowanej fazie, a część to dopiero pomysł do zrealizowania, ale już nie mogę się doczekać, aż będę mogła usiąść i je napisać.


Czy tworząc bohaterów Drwal. Miłość, która narodziła się z natury, inspirowałaś się prawdziwymi ludźmi?

Fizyczny pierwowzór zawsze mam przed oczami, ale cechy charakteru biorę z głowy i dopasowuję do tego, co w danej historii chcę przekazać. Tak było i w tym przypadku.


Co towarzyszyło Ci podczas pisania?

Spokój. Ta historia, choć ma drugie dno i dramatyczne momenty, przywołuje we mnie wspomnienia z dzieciństwa, obozów w lesie, szum drzew i jeziora. Pamiętam taki moment, gdy siedziałam na pomoście nad jeziorem i razem z innymi dzieciakami zajadaliśmy się pierogami i frytkami, bo w obozowej kuchni była gazowa kuchenka i wszystko można było ugotować czy upiec, nawet ciasto.


Czy jest taka piosenka, która kojarzy Ci się z Drwal. Miłość, która narodziła się z natury?

Piosenka konkretna nie, ale melodia z trailera, który stworzyło Wydawnictwo, idealnie pasuje do tej historii. Mogę jej słuchać na okrągło.


Gdyby Twoja książka doczekała się ekranizacji, to kto wcieliłby się w głównych bohaterów?

Nie mam pojęcia, nie myślę o tym, bo to nie jest mój priorytet. Skupiam się na pisaniu, a nie ekranizowaniu powieści.


Jakie plany na przyszłość? Którą twoją książkę przeczytamy jako kolejną?

Planów jest mnóstwo. Już w czerwcu będzie antologia o pierwszej miłości i tam znajdzie się moje jedno opowiadanie pt. Cząstka nas, potem w lipcu będzie Ring Girl, w sierpniu Nieczyste więzy, na jesień piąta część Na szczycie, a w październiku Rysunkowy chłopak. To na ten rok, a kolejny? Na razie nie będę nic zdradzać! :)

Jak krótko zachęcisz do przeczytania Drwal. Miłość, która narodziła się z natury?

Myślę, że ta historia spodoba się każdej zwolenniczce romansów. To nie jest ostry erotyk, a subtelna i zmysłowa historia, która ma swoje wesołe, dramatyczne oraz smutne momenty. Dodatkowo wiem, że moje czytelniczki pokochają Jasona, bo to prawdziwy facet! 


Magda Mila - Dzikie Noce tom 2. Cat

Magda Mila - Dzikie Noce tom 2. Cat

Data wydania: 29.03.2019
Wydawnictwo Habanero

Natasza i Iwo.
Piękna prawniczka kontra policjant, który zamierza aresztować jej szefa.
Domina i mężczyzna, który nigdy jej nie ulegnie.
Sprzeczne cele i pragnienia. Walka i głęboko skrywane tajemnice.
Potężna namiętność bez przyszłości, która wstrząsa ich światem.
"Cat" to drugi tom pełnego emocji i erotyki cyklu "Dzikie noce".

Magda Mila to jedna z tych autorek, które uważam za mocno niedocenione na naszym rynku książek. Cykl Dzikie Noce to naprawdę kawał dobrej literatury erotycznej, poważnie, te książki przewyższają wiele powieści, które dumnie promowane są na „bestsellery”. Cat opowiada historię Nataszy, prawniczki i przyjaciółki Jonatana (głównego bohatera powieści Wolf) oraz Iwo, policjanta, który prowadzi śledztwo przeciwko Jonatanowi.

Pierwszy tom serii przepełniony był erotyzmem (recenzję możecie przeczytać tutaj) i trochę obawiałam się tego, co pokaże Magda Mila w kontynuacji. Na szczęście obawy były całkowicie nieuzasadnione, bo i tym razem dostałam książkę na świetnym poziomie. 

W tej książce mamy niejako dwa wątki, które spokojnie nazwałabym głównymi, ponieważ się przeplatają i trudno mi określić, który z nich jest ważniejszy. 

Pierwszy i najbardziej oczywisty to relacja Nataszy i przystojnego policjanta. Od pierwszego spotkania tych dwoje wpadło sobie w oko, więc pozostało tylko czekać i obserwować aż dojdzie pomiędzy nimi do gorącego spotkania sam na sam. Iwo to mężczyzna, który nie pozwoli, by kobieta dyktowała mu warunki, czy to w życiu, czy w sypialni. Natasza jako domina przywykła do bycia „górą”, nadawania tempa relacją i dyktowania warunków w łóżku. Nie przywykła, by to mężczyzna przejmował inicjatywę i z całą pewnością nie spodziewała się uczuć, jakie ją wtedy ogarnęły. Pomiędzy tą dwójką iskrzy aż miło, gwarantuję, że się nie zawiedziecie.

Drugim wątkiem jest sprawa, którą Iwo prowadzi przeciwko Jonatanowi. Autorka uknuła tutaj naprawdę przyzwoitą intrygę, prowadząc akcję w taki sposób, by czytelnik nie mógł domyślić się rozwiązania. Ten wątek świetnie przeplata się z relacją pomiędzy Iwo a Nataszą, dodaje pikanterii, bo prawniczka i przyjaciółka Jonatana wchodzi w relację z policjantem prowadzącym śledztwo.

Podoba mi się sposób, w jaki autorka poprowadziła fabułę, w jaki sposób łączyła wątki, jak wplatała kolejne nowe informacje o bohaterach. Fajne jest to, że autorka przybliżyła trochę życie dominy, jej oczekiwania, „obowiązki”, pokazała, że to nie definiuje jej jako człowieka. Magda Mila ma naprawdę świetny styl, jej książki są lekkie, pełne polotu, nie brakuje w nich emocji.

Bohaterowie także przypadli mi do gustu, Iwo bardziej niż Natasza, ale to chyba zrozumiałe. Podoba mi się to, że autorka przedstawiła ich jako ludzi z krwi i kości, nie udoskonaliła ich, są realistyczni, dzięki czemu łatwo zrozumieć ich postępowanie.

Cat to świetna, druga odsłona cyklu Dzikie Noce. Magda Mila stworzyła świetną, lekką, ale i pełną emocji powieść, która porywa od pierwszych stron. Realistyczni bohaterowie, ciekawa fabuła i niesamowicie lekki styl autorki są gwarancją świetnej lektury. Ja już wprost nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Mam też nadzieję, że Magda Mila zostanie zauważona przez szersze grono czytelniczek, bo pisze naprawdę na światowym poziomie. Gorąco polecam! 



Cat to książka pod moim patronatem medialnym. Wydawnictwu Habanero dziękuję za kolejną udaną współpracę
Przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną? || Belle Aurora - Friend zoned

Przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną? || Belle Aurora - Friend zoned

Data wydania: 28.11.2018
Wydawnictwo NieZwykłe
Liczba stron: 399

Nikolai Leokov nigdy nie sądził, że zakocha się w jedynej dziewczynie, z którą kiedykolwiek się zaprzyjaźnił.

Valentina Tomic ma problem z zaangażowaniem po tym, jak została okrutnie zdradzona. Kiedy Tina postanawia, że wywoła uśmiech na twarzy posępnego Nika, nie przypuszcza, że zaprzyjaźni się z twardzielem. Nik jeszcze nigdy nie spotkał kobiety, która byłaby wobec niego tak czuła i jednocześnie nie oczekiwała niczego w zamian. Nik i Tina zapraszają was serdecznie do przeczytania Friend-zoned. Pełnej humoru historii o przyjaźni i miłości.

Pełna humoru i ciepła powieść, która skradła moje serce. Słyszeliście o Belle Aurora i jej Friend zoned? Z przyjemnością objęłam patronat medialny na tą książką, mam nadzieję, że zdecydujecie się ją przeczytać i pozwolicie, by Ci bohaterowie skradli wasze czytelnicze serca.

Głównymi bohaterami tej książki są Tina i Nikolai, oboje prowadzą własne firmy, różnią się od siebie jak ogień i woda a poznali się dzięki szalonemu pomysłowi Tiny. Zarówno Tina, jak i Nik, są ostrożni i nieufni w kontaktach z płcią przeciwną, dość szybko jednak nawiązują nić porozumienia, a jeszcze szybciej zostają przyjaciółmi. W tym momencie pojawia się odwieczne pytanie, czy przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną jest możliwa? Historia tych dwojga odpowiada na to pytanie w sposób, jakiego większość z was się nie spodziewa.

Naprawdę bardzo polubiłam bohaterów tej książki, nie tylko Tinę i Nika, ale także ich najbliższych. Główni bohaterowie są cudowni, choć nie bez wad, są wyjątkowi właśnie dzięki swoim zaletom i słabościom, jest w ich zachowaniu coś, co sprawia, że błyskawicznie zyskują sympatię. Bohaterowie drugoplanowi są równie ważni w tej książce co Nik i Tina, nie są jedynie tłem ich historii, mają trudną przeszłość, a to, czego się do nich dowiadujemy, sprawia, że chcemy poznać ich historie.

Co do fabuły, to tak naprawdę pomysł nie jest oryginalny, czy wyjątkowy, bo motyw przyjaźni damsko-męskiej przewija się w wielu książkach, jednak sposób, w jaki autorka napisała tę książkę, jest pierwszorzędny. Do motywu przyjaźni pomiędzy Nikiem i Tiną, autorka wplotła kilka innych wątków, rozszerzając fabułę, zaskakując i sprawiając, że zainteresowanie przeszłością bohaterów drugoplanowych rośnie.

Belle Aurora to autorka, która pisze naprawdę lekko, sprawnie prowadzi fabułę i wplata kolejne wątki, a wszystko osładza słodkimi wypiekami. Takie książki jak ta, czyta się błyskawicznie i z wielką przyjemnością.

Friend zoned to słodka jak lukrowa babeczka historia o przyjaźni, rodzinie i miłości. Wyjątkowi bohaterowie, ciekawie poprowadzona akcja i lekki styl autorki, czego chcieć więcej? Friend zoned to książka, która ogrzeje czytelnicze serca. Gorąco polecam!


Książkę możecie kupić TUTAJ
Iga Wiśniewska - Uwikłana

Iga Wiśniewska - Uwikłana

Data wydania: 27.11.18
Liczba stron: 320
Wydawnictwo Lucky

Śmierć zmienia człowieka. Szczególnie własna.

Miriam powróciła z martwych, rozwiązała z przyjaciółmi kolejną zagadkę i w Radesie wreszcie zapanował spokój. Ale co jeśli to tylko cisza przed burzą?

W porywającym zakończeniu trylogii o Wolnym Mieście Rades Iga Wiśniewska po raz kolejny zaskakuje niesztampowymi rozwiązaniami oraz chwytającymi za gardło scenami. Wątki mitologiczne, tajemnice, humor i walka przeplatają się w Uwikłanej, tworząc wybuchową mieszankę, obok której trudno przejść obojętnie. 



Długo musiałam czekać na trzeci, finałowy tom serii Wolne Miasto Rades. Iga Wiśniewska trzymała mnie w niepewności, bo zaskakującym zakończeniu drugiego tomu natychmiast chciałam poznać dalsze losy naszych bohaterów. Kiedy dostałam od Igi propozycję objęcia Uwikłanej patronatem medialnym, natychmiast zabrałam się za czytanie. Jak wypadło moje ostatnie spotkanie z Miriam, Iwanem i Davidem?

Uwikłana zaczyna się niedługo po wydarzeniach z zakończenia Przebudzonej. Po ostatnich przeżyciach Miriam i Iwan robią wszystko, by odciąć się od rzeczywistości. W grę wchodzą potężne dawki alkoholu, zaniedbywanie czy też porzucenie nadprzyrodzonej pracy oraz unikanie osób powiązanych z tamtymi wydarzeniami. Mogę nawet powiedzieć, że świetnie im szło, do czasu, gdy kolejna nadprzyrodzona niemiła niespodzianka pojawia się w mieście. Miriam i Iwan nie tylko muszą „wziąć się w garść” ale także ponowić współpracę ze zmiennokształtnymi. Jaka istota tym razem postanowiła „wpaść z wizytą”? O tym dowiecie się z książki. Przyznaję, że Idze udało się mnie zaciekawić, zaskoczyć a przede wszystkim, trzymać w napięciu do samego końca. Widać, że miała pomysł i potrafiła wprowadzić go w życie, wprowadziła wiele zwrotów akcji, które skutecznie ją urozmaiciły i podążyła drogą, której się nie spodziewałam. Iga zdecydowała się na naprzemienną narrację, dzięki której poznajemy wydarzenia z perspektywy kilku bohaterów, co z kolei daje nam możliwość uzupełnienia informacji i lepszego poznania poszczególnych bohaterów.

Co do samych bohaterów, to zaskoczeniem nie będzie, jeśli napiszę, że udało im się utrzymać moją sympatię. Są różnorodni, mają swoje wady i zalety, choć większość z nich to postaci nadprzyrodzone, to mają ludzkie zachowania, wątpliwości, czy uczucia. Bardzo podoba mi się ta różnorodność, mamy bohaterów pozytywnych, jak i czarne charaktery, które mącą i knują.

Iga Wiśniewska to autorka, która ma bardzo lekkie pióro, pisze bardzo plastycznie, dba o równowagę pomiędzy opisami a dialogami, dzięki czemu książkę czyta się błyskawicznie. Uwikłana to książka, z którą spędziłam kilka godzin, naprawdę, nawet nie zauważyłam upływu czasu.

Uwikłana to bardzo udany finał serii o Wolnym Mieście Rades. Po raz ostatni Iga poprowadziła nas ulicami tego nadprzyrodzonego miasta, postawiła nas przed mitycznymi stworzeniami i pozwoliła zobaczyć, jak potoczą się losy bohaterów. Na zakończenie tej książki trochę tupię nóżką i grożę palcem, bo nie byłam gotowa na taką ewentualność i się z nią nie zgadzam, bo tak być nie może! Jeśli tylko czytaliście Przeklętą i Przebudzoną, to po prostu musicie sięgnąć po Uwikłaną! Gorąco polecam! 



Uwikłana to powieść, którą objęłam patronatem medialnym, Idze oraz Wydawnictwu Lucky dziękuję za zaufanie. 
Książka gorętsza niż samo piekło. || Magda Mila - Wolf

Książka gorętsza niż samo piekło. || Magda Mila - Wolf

Data wydania: 29.11.2018
Wydawnictwo Habanero
Liczba stron: 248


Dominujący, drapieżny, zdeterminowany mężczyzna. Zawsze zdobywa to, czego chce i niszczy każdego, kto zagraża jemu i jego najbliższym.
Silna i niezależna kobieta. Staje na jego drodze gotowa zrobić wszystko, by ocalić swoje marzenie.
Rozpoczynają dramatyczną grę. Emocjonalna walka w mrocznym świecie BDSM prowadzi ich do nieznanych zakamarków własnych dusz. Przekraczają granice oraz odkrywają pragnienia i namiętności, o istnieniu których nie mieli pojęcia.
Czy w tak płomiennej rozgrywce ktokolwiek może zwyciężyć? Czy układ, który zawarli zmieni ich życie na zawsze?
"Wolf" to przesiąknięty erotyką świat dominacji i uległości. Powieść rozpoczyna nowy cykl książek Magdy Mila "Dzikie noce". 


Im dłużej się zastanawiam, jak opisać tę książkę, tym większy mam mętlik w głowie. Nim zaczęłam czytać, to wiedziałam, że to będzie coś dobrego, bo Magda Mila udowodniła poprzednimi książkami, że potrafi. Nie spodziewałam się jednak, że Wolf będzie TAK dobry.

Zacznijmy od fabuły, bo zarówno pomysł na nią, jak i wykonanie są pierwszorzędne. Połączyła światy dwojga ludzi, którzy bardzo się od siebie różnią, dodała rodzinną tajemnicę, sensacyjną intrygę a wszystko otoczyła seksualnym napięciem i pewnego rodzaju wyczekiwaniem. Początkowo nie wiemy zbyt wiele, jednak wraz z rozwojem akcji kolejne puzzle wskakują na swoje miejsce, przybliżając nas do rozwiązania zagadki i poznania finału relacji Jonatana i Inez. Autorka utrzymała swoją powieść w mrocznym klimacie BDSM, od początku do końca zadbała o chemię pomiędzy bohaterami oraz o różnorodne emocje, które biją z kart jej powieści.

Przejdźmy do bohaterów. Mamy Jonatana, odnoszącego sukcesy biznesmena, lubiącego dominować zarówno w sypialni, jak i w sprawach zawodowych. Inez to programistka i hakerka, mająca plan na przyszłość, nie buja w obłokach, twardo stąpa po ziemi, do czasu... Jej uporządkowane życie się wali, a ona trafia na Jonatana, który trzyma jej przyszłość w garści. Bohaterowie są bardzo realistyczni, mają wady i zalety, ale to, co podoba mi się najbardziej, to ich dojrzałość, świadomość życia i jego realiów. Nie są bardzo młodymi ludźmi, którzy lubią eksperymentować i chcą podbić świat. Ich relacja rozpoczyna się od niechęci (Inez) i fizycznego przyciągania, jednak w sposób nieprzewidywalny się rozwija.

Najnowsza powieść Magdy Mili, Wolf to coś, czego na polskim rynku wydawniczym jeszcze nie było, to coś, czego nie powstydziłyby się bestsellerowe autorki New York Timesa. To utrzymana w mrocznych klimatach BDSM powieść, która od początku do końca trzyma w napięciu, pobudza zmysły i na długo po zakończeniu książki, nie pozwala o sobie zapomnieć. Książka gorętsza niż samo piekło. Dosłownie. Magda Mila po raz kolejny udowodniła mi, że potrafi stworzyć gorącą, namiętną historię, która swoim poziomem nie odbiega od zagranicznych bestsellerów. Świetna fabuła, dobrze zaplanowana intryga, bohaterowie z krwi i kości i chemia między nimi — potrzebujecie czegoś więcej? Pozwolicie się wciągnąć w niebezpieczną grę, jaką rozgrywają bohaterowie Wolfa? Gorąco polecam!



Wolf to książka, którą objęłam patronatem medialnym. Wydawnictwu Habanero oraz Autorce dziękuję za zaufanie
Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger