Melissa Darwood - (Nie)zdobyta || Opinia & fragment książki

Melissa Darwood - (Nie)zdobyta || Opinia & fragment książki

Data wydania: 11.12.2019
Wydawnictwo NieZwykłe

Pierwszy tom romantycznej serii górskiej pełnej miłości.
Julka ma trzydzieści dwa lata i słabo płatną pracę dziennikarki w czasopiśmie dla kobiet. Kiedy redaktorka naczelna sugeruje, by napisała artykuł na chwytliwy temat (z przystojnym szejkiem, celebrytą, milionerem lub alpinistą w roli główniej) Julka zaczyna zbierać materiały na temat polskich himalaistów.

Niebawem natrafia na informację o ekscentrycznym Jeremim Jansonie (zwanym JJ), który wydaje się być idealnym tematem na artykuł. Planuje on bowiem jako pierwszy człowiek w historii zdobyć zimą szczyt K2, i to solo, co jest istnym szaleństwem.

Wydawnictwo podchwytuje temat i proponuje dziennikarce duży budżet na napisanie reportażu. Jest jednak jeden warunek – Julka musi wziąć udział w wyprawie organizowanej przez JJ-a i dojść do bazy pod K2. Ona – która nie ma pojęcia o alpinizmie, nie znosi zimna i jest w słabej kondycji fizycznej. Jednak największy problem tkwi w tym, że Janson jest outsiderem i wcale nie chce zostać bohaterem książki.

Czy uda jej się przekonać nieustępliwego himalaistę do wspólnej wyprawy?
To wyzwanie okaże się ciężką próbą sił, i to nie tylko fizycznych. Julka nie zdaje sobie sprawy, że najtrudniej jednak będzie opanować silne przyciąganie, które narasta między nią a intrygującym Jansonem.


Dziennikarka po trzydziestce i samotnik-himalaista — mieszanka wybuchowa?

Najnowsza książka Melissy Darwood to powieść o pasji, namiętności i miłości. Głównych bohaterów dzieli naprawdę wiele. Julka pracuje jako dziennikarka, lecz trudno nazwać jej teksty popularnymi. By utrzymać pracę, którą lubi, musi napisać artykuł na chwytliwy temat, kobieta szybko zaczyna zbierać materiały na temat polskich himalaistów. Gdy wydawać by się mogło, że trafiła na idealnego bohatera, przystojnego, chętnie opowiadającego o sobie mężczyznę, ten rzuca jej informację o Jeremim. Julka podjęła trop i szybko zdecydowała, że to właśnie JJ będzie bohaterem jej artykułu. Nietypowy temat, szalony plan JJ i warunki postawione przez wydawnictwo — wszystko doprowadzi tych dwojga do nietypowych (i gorących) sytuacji.

Jak myślicie, czy samotnik dopuści do siebie zwariowaną dziennikarkę? Czy Julia odważy się towarzyszyć Jeremiemu w wyprawie?

(Nie)zdobyta to nowa odsłona twórczości autorki, która dotychczas dała się poznać z fantastycznych powieści młodzieżowych i gorących romansów dla kobiet. Tym razem Melissa przygotowała dla swoich czytelniczek lekką powieść na pograniczu obyczaju i romansu, w której główną rolę odgrywa pasja. Widać, że autorka przygotowała się do napisania tej książki, zdobyła wiedzę niezbędną do opisania himalaizmu i postaci Jeremiego. W powieściach dla kobiet coraz trudniej o oryginalny temat, a Melissie udało się opowiedzieć coś nowego, coś, czego w polskiej literaturze kobiecej jeszcze nie było. Tylko ze względu na to, warto zainteresować się tą książką.

Główni bohaterowie są pełni pasji, choć od siebie kompletnie różni, była między nimi niesamowita chemia. Julka jest zwariowana, nie lubi pisać na popularne tematy, w swoich artykułach porusza sprawy ważne, ale takie, o których ludzie nie lubią czytać. Jeremi jest samotnikiem, stroni od ludzi, poświęcił się górom, są jego pasją i miłością. Podoba mi się sposób, w jaki autorka opisała ich relację. Od samego początku czuć między nimi chemię, jednak nie zdzierają z siebie ubrań już na pierwszych stronach książki. Autorka buduje napięcie, powoli pokazuje rozwój ich relacji i być może, ale tylko być może, narodziny uczucia...

Na duży plus w tej książce zasługuje styl. Już od dawna wiem, że Melissa potrafi pisać lekko, tutaj udowodniła mi, że potrafi napisać powieść, w której to nie uczucie romantyczne będzie grało główne skrzypce. Świetnie opisany świat himalaistów, bohaterowie wielowymiarowi, niebanalni, realistyczni, bardzo fajnie stworzona relacja pomiędzy nimi.

(Nie)zdobyta to powieść, która wciąga od pierwszej strony. To opowieść o niezwykłej pasji, jaką jest wspinaczka, ale przede wszystkim historia o dwójce ludzi, których połączyły niezwykłe okoliczności. Jeśli szukacie niebanalnego romansu, poruszającego oryginalny temat to zainteresujcie się najnowszą powieścią Melissy Darwood.


FRAGMENT KSIĄŻKI

Drga mi powieka. Jestem mocno wkurzona, ale staram się trzymać nerwy na wodzy. 
– Jakie masz propozycje? – pytam Lidki, czterdziestodziewięcioletniej naczelnej redaktor, która jest moją szefową od pięciu lat. Pięciu lat ciągłego zaciskania pasa, odmawiania sobie zagranicznych wczasów (na które i tak nigdy nie jeździłam), nowych ciuchów (których i tak nigdy nie kupowałam) i markowych kosmetyków (których i tak nigdy nie używałam). Po to tylko, żeby udowodnić sobie i wszystkim wokół, że z dziennikarstwa da się w Polsce utrzymać. Że mogę być dziennikarką. Że jestem pieprzoną dziennikarką! 
A skoro nie stać mnie na wakacyjny wyjazd w tym roku, zawsze mogę nawalić się winem tak skutecznie, że nie będę wiedziała gdzie jestem. Możliwe, że skorzystam z tej oferty nawet już dzisiaj wieczorem: ubzdryngolę się na kanapie z nucącym Zaynem w tle. 
– Może napiszesz jakiś felieton o niedostępnych mężczyznach? Coś bardziej pozytywnego niż dotychczas? – Lidka patrzy mi prosto w oczy. – Masz lekkie pióro, tylko jakoś zawsze zagłębiasz się w psychodeliczny szlam, którym tylko odstraszasz czytelniczki. Twoje artykuły są zbyt smutne, za poważne, nader filozoficzne. Współczesne trzydziestki i czterdziestki pragną marzyć, ekscytować się czymś nadzwyczajnym. Temat musi być chwytliwy. Na topie. Zrozum, Julio, te kobiety wracają padnięte po robocie, ogarną dom, dzieciaki, zrobią sobie herbatę i mają ochotę zanurzyć się w lekturze, która zrekompensuje im trudy dnia. Nie chcą czytać o globalnym ociepleniu ani o polskiej patologii wspieranej przez pięćset plus. Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Cenię twoje felietony, artykuły, wywiady, ich głębię, podwójne dno i tę niezwykłość, której tak brakuje innym. Ale prawda jest taka, że to się po prostu nie sprzedaje. Widziałaś ostatni raport. Walczymy o każdy procent rynku. Drukowane magazyny przestają się sprzedawać. Internet jest pełen tekstów o modzie, show-biznesie, seksie. Celebryci są obecni w mediach społecznościowych, nie potrzebują kolorowego pisma, by obnażyć się przed fanami, od tego mają Instagrama. – Wzdycha i poprawia okulary na nosie. – Nie wiem, czy damy radę utrzymać aktualny stan zatrudnienia przy obecnej sprzedaży. 
Czuję gulę w gardle. Upijam łyk kawy, choć zamiast niej przydałaby mi się teraz wódka z Xanaxem. Nigdy nie próbowałam takiej mieszanki, ale myślę, że taki koktajl mógłby mnie teraz skutecznie zobojętnić. 
Lidka najwyraźniej dostrzega moją minę, bo od razu dodaje: 
– Nie łam się. Tak po prostu jest w tym biznesie. Wierzę, że w końcu się odbijesz. Musisz tylko zmienić tematykę, stworzyć coś lżejszego, coś dla szerszego grona odbiorców… 
Jasne, innymi słowami – mam napisać gniota. Jak śpiewa Karolina Czarnecka: „prosto, szybko, sprawnie, szast – produkt musi być dla mas”. Mam ochotę zacząć walić głową w kawiarniany stolik, przy którym siedzimy. I nawet jeśli dostałabym od tego wstrząśnienia mózgu, to przynajmniej zakończyłabym tę żenującą rozmowę z przytupem. 
Chce mi się wyć. Pięć lat studiów dziennikarskich; batalie z matką wariatką, która twierdzi, że marnuję życie na bezsensowną bazgraninę; staż w gazecie, gdzie wysługiwał się mną jak służącą – przynieś, wynieś, pozamiataj – wielki pan redaktor przekonany o swym ponadprzeciętnym jestestwie; pisanie głupot o wypalaniu traw i wystawie storczyków w palmiarni w zamian za wierszówkę, z której nie byłam w stanie opłacić rachunków i czynszu w kawalerce. Oprócz tego ciągłe udzielanie się non-profit na portalach internetowych, w lokalnych oraz branżowych gazetach, żeby doskonalić pióro, zostać zauważoną. 
Bycie pełnoetatowym dziennikarzem to ciężka praca, jeśli nie ma się znajomości. Ja ich nie miałam, ale miałam za to wielkie szczęście, że taka osoba jak Lidka objęła funkcję naczelnej w redakcji, w której pracowałam i dostrzegła moje teksty. Wzięła mnie pod swoje skrzydła i uwierzyła, że to, co piszę, jest ważne. Przeszłam tak długą drogę, żeby pisać wreszcie to, na co miałam ochotę, co mnie poruszało, a teraz mam upaść tak nisko, by klepać artykuły na poziomie Pudelka. 
– Lidka. – Poprawiam się na krzesełku. – Jedni piszą w konwencji: „życie jest piękne i pachnie lawendą”, po czym wrzucają fotkę uśmiechniętych celebrytów. Ja piszę w nurcie „życie jest do dupy i śmierdzi łajnem”, po czym daję wywiad ze zgwałconą dziewczyną. Nie wierzę, że nie ma ludzi, którzy nie podzielają mojego zdania, którzy nie chcą czytać o sprawach ważnych. 
– Są, ale jest ich zbyt mało, żeby dalsze publikowanie twoich artykułów się opłacało – mówi wprost, pochyla się i zaplata dłonie na stoliku. – Julio, stoję pod ścianą. Sama wiesz, jaki jest rynek. Codziennie dostajemy dwanaście propozycji artykułów od ludzi, którzy chcą u nas pisać. Niektórzy są gotowi oddać tekst za darmo, żeby zaistnieć, spełnić swoje marzenie o publikacji, wpisać doświadczenie dziennikarskie do cefałki. Zarząd mnie naciska, sprzedaż musi się zwiększyć. Nieistotne jest przesłanie, nieważny język, styl. Walczymy o przetrwanie. Pismo ma się sprzedawać, to produkt jak każdy inny. Jeśli nie opublikujemy bomby, czeka nas katastrofa. Utrzymujemy się z reklam, a jeśli te nie będą docierać do szerokiego grona odbiorców, to nikt nie będzie chciał się u nas reklamować. Zbankrutujemy. 
– Chyba że zostanę zamordowana podczas zbierania materiału dla was. Wtedy sprzedaż na pewno podskoczy. Jeśli, rzecz jasna, sprawnie to nagłośnicie – żartuję, bo co mi innego pozostało. 
– Niektórym naszym redaktorom z chęcią pomogłabym zyskać w ten sposób rozgłos. – Uśmiecha się. – Ale nie tobie. – Pochyla się jeszcze bliżej mnie, opierając piersi o blat. – Masz talent, lekkie pióro, dziennikarski nos i sprawny warsztat. W przeciwieństwie do większości dziennikarzy, których znam, jesteś pracowita, niezachłanna, nie masz wybujałego ego, a na głowie rodziny, dzięki czemu masz dużo czasu na pisanie. Świat stoi przed tobą otworem. Musimy jednak nakierować cię na właściwe tory… – Ścisza głos, jakby obawiała się, że ktoś nas podsłucha. – Teraz na topie są arabscy szejkowie, celebryci, książęta, alpiniści… Poczytaj o nich trochę, może historia któregoś z nich cię zainspiruje. Rozeznaj się i daj mi znać, czy podejmiesz się napisania dla nas czegoś w tym obszarze, dobrze?
Jej pytanie zawisa w powietrzu, a ja jestem świadoma, że nie mam za dużego wyboru. Nisza albo mainstream. Wiem, że Lidka ma rację. Wiem, że „Mój Świat” sprzedaje się fatalnie. Wiem, że muszę zmienić tematykę, jeśli zamierzam utrzymać tę pracę. A chcę tu nadal pracować, jednak nie za wszelką cenę. Dam im to, czego potrzebują – dam im jakiegoś celebrytę, księcia czy innego supermena. Tylko że na moich warunkach. Nie zamierzam się sprzedać, zmieniać swojego stylu, zapomnieć o rzeczach ważnych, o tym, dlaczego chciałam zostać dziennikarką. Pragnę mówić o tym, co mnie boli, porusza, wkurza i dzielić się tym z ludźmi. Znajdę osobę, która będzie odpowiadać Lidce, kogoś, kto mnie zafascynuje i komu czytelnicy oddadzą swoje serca. 
– Okej, zrobię to. Ale po swojemu. 
– Mam taką nadzieję. – Uśmiecha się. – Tylko wpleć w to jakiś romans, poświęcenie dla kobiety, zakazane uczucie, nieakceptowany związek, seks… Wiesz, o co chodzi. Najlepiej schodzą te wydania, w których miłość i sprawy łóżkowe grają pierwsze skrzypce. Czytałaś ostatni artykuł Anity o wielokrotnym orgazmie? To był hit.
Przewracam oczami. 
Dobre rady o seksie, orgazmie, spełnieniu, których udzielają moje koleżanki po piórze w czasopismach dla kobiet, to bzdury. To karmienie nierealnymi fantazjami nieświadomych czytelniczek. Biedactwa po przeczytaniu artykułu takiej Anity są przekonane, że z ich życiem seksualnym musi być coś nie tak, że ich partner to cipa, skoro nie zaspokaja ich erotycznych potrzeb. Wiem, kim są dziennikarki, które piszą tego typu artykuły. Widzę je w pracy. To sfrustrowane singielki przeglądające zagraniczne magazyny w poszukiwaniu inspiracji, zaczytujące się w powieściach erotycznych dla kobiet, ekscytujące romansami z amerykańskich box office’ów, fantazjujące o idealnych facetach, którym zawsze stoi i którzy zawsze doprowadzają swoje kobiety do orgazmu pochwowego. Prawda jest taka, że istnienie tego typu mężczyzn to faktoid. 
Mam trzydzieści dwa lata. Miałam czterech partnerów seksualnych i jedyne orgazmy jakich doświadczyłam w życiu, to te osiągnięte dzięki własnym palcom. 
Nie wierzę w iskrzenie przy pierwszym spotkaniu, w chemię, wzajemne przyciąganie i zgodne dopasowanie po dwóch dniach znajomości. Moje serce jest na tyle mądre, by rozumieć, że mężczyzna spędzający więcej czasu w siłowni niż na czytaniu nie jest dla mnie odpowiednim partnerem. Nigdy nie doświadczyłam pożądania, które mąci umysł i serce, sprawiając, że człowiek nie może jeść, spać, normalnie funkcjonować.
Bo to wszystko są wymysły kobiet, które pragną czegoś, co nie istnieje. 
Moje dotychczasowe związki były letnie, żadnego żaru, ognia, porywu pożądania, zrywania z siebie ubrań, namiętności, ostrego seksu. Były po prostu życiowe. Nigdy nie czułam, że moi faceci o mnie zabiegają, nigdy nie miałam wrażenia, że jestem ich niezdobytą, o której marzą, śnią, o którą chcieliby zawalczyć. I tak się w sumie czasami czuję, jak niezdobyta kobieta (zwłaszcza kiedy za dużo wypiję; na trzeźwo myślę już realistycznie – po prostu wiem, że nie ma takich facetów o jakich pisze się w magazynach i książkach). Moi dotychczasowi partnerzy przypominali wyglądem bardziej Bolka i Lolka niż księcia na białym koniu. Nie przeszkadzało mi to, bo byłam przekonana, że mało atrakcyjny facet ma bogatsze wnętrze i nigdy mnie nie zdradzi. 
Nic bardziej mylnego.
Z moim ostatnim eks (ówczesnym chłopakiem) snuliśmy plany o zamieszkaniu razem, co wbrew pozorom było i jest dla mnie ogromnym wyzwaniem i milowym krokiem naprzód. Chciałam mu zrobić niespodziankę z okazji drugiej rocznicy. Zjawiłam się pod jego blokiem o północy – w szpilkach, małej czarnej, seksownej bieliźnie i z Merlotem w ręku. Ale mój ówczesny chłopak (obecny były) miał już towarzystwo. Uprawiał seks w aucie na parkingu ze swoją koleżanką z biura (miesiąc wcześniej miałam wątpliwą przyjemność poznać ją na jednej z ich firmowych imprez). 
To było rok temu i stanowiło ostatni gwóźdź do trumny. Od tamtej pory nie wierzę już w partnerstwo, wzajemny szacunek, czułość. Nie wierzę w opiekuńczych mężczyzn, z którymi można prowadzić ciekawe rozmowy, znaleźć wspólne zainteresowania, spędzać przyjemnie czas i być dla nich tą jedyną. W trakcie trwania moich czterech (zdawałoby się poważnych) związków, łudziłam się, że moi mężczyźni są wyjątkowi, że czuję się przy nich bezpiecznie, spokojnie, pewnie. I nagle odwalała im palma – kłamali, oszukiwali, zdradzali, uciekali. Być może bali się zobowiązania, a może uświadamiali sobie, że jednak nie jestem tą jedyną. Tak czy siak, zawsze robili mnie w chuja.
Dziękuję, nigdy więcej. Zarządzam przerwę od jakichkolwiek związków. Seks na raz – tak. Na dwa, to mogę najwyżej zatańczyć disco sambę. 

 TRAILER


ZAMÓW JUŻ DZIŚ!


Czytam z Legimi | Agnieszka Siepielska - Synowie zemsty #1. Rhys

Czytam z Legimi | Agnieszka Siepielska - Synowie zemsty #1. Rhys

Data wydania: 13.11.2019
Wydawnictwo Niezwykłe

Niebezpieczni mężczyźni, mafia i zło, które czyha za każdym rogiem.

Dwudziestoczteroletnia Viviana Thomson pracuje w luksusowym sklepie z odzieżą męską. Pewnego dnia dowiaduje się, że jeden z klientów otrzymał inne garnitury, niż te, które zamawiał, a teraz domaga się, by osobiście dostarczono mu właściwe. Mimo że Viviana nie jest odpowiedzialna za tę pomyłkę, zgadza się pojechać do domu mężczyzny.
Rhys Miller jest szanowanym i niezwykle przystojnym milionerem. Lubi, gdy wszystko idzie po jego myśli, i stara się wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję, żeby ugrać coś, na czym mu zależy. Dostarczenie niewłaściwego zamówienia pozwala mu więc wprowadzić w życie plan, który zaczął sobie układać jakiś czas temu. Kiedy w swoim domu widzi Vivianę, ma już pewność, że podjął właściwą decyzję.
Dziewczyna nie ma pojęcia o tym, że właśnie trafiła prosto do jaskini lwa.
Rhys to pierwsza część serii „Synowie Zemsty” o mafijnej rodzinie Valenti. Bohaterowie tej powieści zmagają się z piętnem przeszłości i skrywają wiele tajemnic. Kiedy te ujrzą światło.


Na długo przed premierą, media społecznościowe zalała fala cytatów, grafik, zachęcajek do tej książki. „Mafijny debiut”, „intrygująca i zmysłowa” czy w końcu „Najlepszy romans z wątkiem mafijnym, jaki czytałam!!!” - takie hasła przewijały się przez moją tablicę i z tymi hasłami w głowie zabrałam się za czytanie książki, która z portalu Wattpad przeniosła się na karty powieści.

Dziś zacznę nietypowo, ale tego wymaga ode mnie poruszany temat.

MAFIA!


Czy ktoś mi wskaże, w którym miejscu w tej książce pojawia się temat mafijny?

Wtedy, gdy Rhys siedzi w swoim biurze w klubie? Wtedy, gdy wesoła rodzinka kłóci się przy stole?

Czy może wtedy, gdy od razu postanawia zagarnąć biedną, nieświadomą i zakompleksioną Vivianę dla siebie?

Być może autorka miała dobry pomysł, wszak mafia sprzedaje się teraz rewelacyjnie i czytelniczki pragną takich książek. Jednak, według mnie, Agnieszka Siepielska kompletnie nie udźwignęła motywu przewodniego swojej powieści. Tak po prostu, mafii tu nie ma. Nie mogę nie zauważyć też podobieństw do serii takich jak Eagle Elite czy Złączeni honorem i z tych podobieństw wnioskuję, że cały „mafijny” research autorka „odbębniła” czytając romanse mafijne. Nie fajnie, nie fajnie...

BOHATEROWIE


Oczywiście, Rhys obok mafioza nawet nie stał, ale pomijając ten niechlubny wątek, to jest to bohater, którego da się lubić. Oczywiście, przystojny i bogaty, ale szanujący kobiety, umiejący zabiegać o względy także. Jego „przeszłość” stworzona trochę na siłę, a „ciemna strona” kompletnie niepotrzebna. Gdyby autorka zdecydowała się, by Rhys był sobie bogatym, przystojnym biznesmenem, to wypadłoby to lepiej, niż gdyby kreowała go na mafioza.

Viviana to jedna z najbardziej irytujących głównych bohaterek, z jakimi miałam ostatnio do czynienia. Niezdecydowana, z jednej strony zakompleksiona a z drugiej wyszczekana... Wiecie, miałam przed oczami taką małą dziewczynkę, która tupie nogą, bo czegoś chce, a gdy to dostaje, ucieka i chowa się za babciną nogą...

Helen, babcia Helen, dzięki tej kobiecie wielokrotnie uśmiechałam się podczas lektury. Niektóre wątki z nią kompletnie przerysowane i niemożliwe, jednak zabawne i zdecydowanie ożywiające tę książkę.

CZY ABY NIE ZA SZYBKO...? CZY ABY NIE ZA DUŻO...?


No właśnie, to pytania zadałam sobie od razu po zakończeniu tej książki. Akcja pędzi, dzieje się w niej naprawdę sporo i nie miałam czasu na przyswojenie niektórych informacji, a już zostałam zarzucona kolejnymi, jeszcze bardziej nieprawdopodobnymi. Zastanawiam się, gdzie w tej książce podział się redaktor, który wskazałby autorce, że niektóre wątki są kompletnie niepotrzebne i wpędzają tylko czytelnika w zagubienie, a które warto rozwinąć.


GDZIE TEN ROMANS?


Rhys i Viviana zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, a mnie brakło iskry, ognia, CZEGOŚ, co pokazałoby, skąd u nich to uczucie. Bo tak na dobrą sprawę, pomiędzy nimi jest jedynie ciepło, nie gorąco... Nie ma randek, kwiatów, nie ma namiętnego, gorącego seksu! Jedynym momentem, w którym pokazali jakieś uczucia, był ten z „zazdrością” i współpracownikami. Po prostu, w nadmiarze wydarzeń, autorka zapomniała, że miał być to romans.


NIE MA TEGO ZŁEGO...


Jak widzicie, sporo ponarzekałam, jednak moje końcowe wrażenia nie są aż tak złe. Po pierwsze, książkę czyta się błyskawicznie i całkiem przyjemnie. Po drugie, humor, a tego dostarczyła mi babcia Helen, która swoimi żartami sypała jak z rękawa. Rhys, choć nie mafiozo i perfekcyjny, tak, że chyba bardziej się nie dało, też zyskał moją sympatię. Pierwszy tom serii Synowie zemsty to lekka powieść, która z mafią nie ma za wiele wspólnego, to książka, którą czyta się w jeden wieczór. Zbrakło mi mafii, pasji i namiętności, wierzę jednak, że autorka dopracuje to w drugim tomie serii, wszak to jej literacki debiut. Czy polecam? Wiecie, że polecam wam tylko te książki, które podbiły moje czytelnicze serce, jednak decyzję jak zawsze zostawiam wam. W końcu ilu czytelników tyle gustów i być może komuś z Was Rhys skradnie serce.

Agnieszce serdecznie gratuluję debiutu i życzę sukcesów w wydawniczym świecie. 



CZYTAM W ORYGINALE || Melanie Harlow - Insatiable

CZYTAM W ORYGINALE || Melanie Harlow - Insatiable

I didn’t mean to see him naked - it was an accident.

It had to be, right?

Because Noah McCormick and I have never been anything more than friends. In all the years I’ve known him, he’s never once laid a finger on me. And even though he was a cute lifeguard at 16 and a hotter-than-hell sheriff’s deputy at 34, he's always been that protective guy I could trust to keep his hands to himself. I never wanted to mess with that.

Until I walked in on him getting out of the shower and saw his hard, muscular body totally bare and dripping wet. At that moment I never wanted to mess with anything so badly in my entire life. 

I should have covered my eyes. Said I was sorry. At the very least, I could have handed him a towel.

After all, I was only in town for a few days, and he was just doing me a favor by escorting me to my sister’s wedding. It wasn’t a real date. 

But I didn’t apologize. And he didn’t cover up.

(Talk about a hot mess.)

After all those years of being just friends, suddenly we’re insatiable.

He’s made it clear he’s not interested in romance. Which is fine with me because 
I’ve got a plane ticket back to my real life at the end of the week. 

It’s all in fun...or is it?

Insatiable - nienasycony

Najnowsza książka Melanie Harlow wpadła na mój czytnik jeszcze przed premierą i od razu musiałam ją przeczytać. I przeczytałam, a raczej połknęłam ją w jeden wieczór, żałując, że była tak krótka.

Melanie Harlow, podobnie jak Corinne Michaels pisze takie historie, jakie fanki romansów uwielbiają czytać. Lekkie, zabawne, wciągające ze szczęśliwym zakończeniem. W końcu większość kobiet marzy o szczęśliwej miłości, ukochanym mężczyźnie i o zakończeniu typu "i żyli długo i szczęśliwie".

Dobra, przechodząc do książki!

Bohaterowie to dobrze znana nam siostra Sawyer, Meg oraz Noah jej przyjaciel z dzieciństwa. Meg wraca w rodzinne strony na ślub siostry i postanawia spędzić więcej czasu z Noah, dochodząc do siebie po kolejnym z rzędu rozstaniu. Sprawy idą w, wiadomo jakim, kierunku, więc tutaj nic nie powiem więcej na temat tej dwójki.

Choć ta książka to historia Meg i Noah, to autorka nie zapomniała o rodzinie Sawyerów, wplatając ich losy pomiędzy wydarzenia mające miejsce pomiędzy głównymi bohaterami. Ba, spokojnie mogę napisać, że Melanie bardzo zaciekawiła mnie jednym wątkiem, ale obawiam się, że mógłby być on spojlerem, więc nic nie zdradzę. Bardzo na plus też przedstawienie sytuacji rodzinnej Noah, chętnie poczytałabym więcej o jego bracie.

Insatiable to ciepły, zabawny romans z przyjaciółmi w roli głównej. Zarówno Meg, jak i Noah dają się lubić, trzymałam za nich kciuki, złościłam się na Noah za to, że zachowywał się jak głupek, a nie facet z krwi i kości. Lekkie pióro Melanie Harlow, ciekawa historia i fantastyczny bohaterowie — miło było wrócić do Cloverleigh Farms po raz trzeci. Gorąco polecam!


Download your copy today or read FREE in Kindle Unlimited!
Amazon: https://amzn.to/2Nnzuzw 
Amazon Worldwide: mybook.to/InsatiableMH 
Amazon Paperback: https://harlow.pub/Insatiable-pb

Add to Insatiable to Goodreads: http://bit.ly/2lakefa 


Melanie Harlow - Insatiable || fragment

Melanie Harlow - Insatiable || fragment


Excerpt: 

Sawyer?” I said in disbelief. 
Breaking into a huge grin, she started to run. 
I was still standing there in shock when she barreled into me, throwing her arms around my neck. She smelled fucking fantastic. Feminine, sweet, delectable. 
“What are you doing here?” I asked, trying to hug her back without getting sweat or paint on her. “I thought you didn’t get in until Thursday.”
“I changed my ticket.” She let go just enough to smile up at me impishly. “I’m glad to see you too.”
I laughed. “I’m glad to see you. You just surprised me is all.”
“That was my plan.” She stepped back, and I figured my odor was probably repulsing her. 
“I stink, sorry. I went for a run earlier and I never showered. Then I painted the garage.”
“I never mind the smell of sweat. It means hard work.” She brightened. “Will you run tomorrow? I’d love to go with you.
“Sure. We can run tomorrow. I’m off again.”
“Great! Although I’m probably way out of shape.” She made a face. “My work schedule is so crazy, I don’t run as much as I used to.”
“You look great,” I told her. And it was true—she did look great. Maybe not quite as skinny as the last time I’d seen her, but the added curves looked good on her. My eyes wandered without my brain’s permission to her slightly fuller chest and rounder hips. Quickly, I attempted to look at her face again, but then my gaze lingered on her mouth. I remembered what it had looked like the other night in my fantasy as she’d wrapped her lips around my cock and moaned like it was the best thing she’d ever tasted. 
My dick twitched beneath my running shorts, and I cleared my throat. “You’ve got a favorite murder? Is there something I need to know?”
She glanced down at her shirt and smiled. “It’s a podcast about true crime. I’m addicted.”
“Never heard of it.”
A sound of exasperation escaped her. “You live under a rock! I can’t believe you’re still not on social media.”
“Yes, you can.”
“Okay, I can, but it makes it really hard to stalk you.” 
I shook my head. “People like you are exactly why I don’t want to be on social media.”
She hit me on the shoulder. “I’m kidding! I just want to keep up with your life. I miss you.”
“So come home more often. Talk to my face.”
She grinned. “I do like seeing your face. Want to go grab a beer? Maybe some food?”
“Sure.”

ZASKOCZ MNIE BEZ TAJEMNIC - KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI

ZASKOCZ MNIE BEZ TAJEMNIC - KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI

No dobra, moje Panie! Jak to się wszystko zaczęło? Skąd pomysł na napisanie książki w duecie?

MF: To chyba się tak przeplatało w naszych rozmowach, aż stało się faktem i mamy wspólną okładkę.
DS: Dokładnie. Sama nie pamiętam, która pierwsza powiedziała: „kiedyś napiszemy coś wspólnie”. Najważniejsze, że jest!

Co było waszą inspiracją do napisania tej książki?

MF: No, jak to co? Parkour. To od niego zaczął się pomysł i on stał się głównym motywem.
DS: I tutaj muszę zgodzić się z Gosią, to właśnie parkour był myślą przewodnią, a cała reszta szybko nabrała odpowiedniej formy.

Dlaczego parkour? I dlaczego w waszej książce to kobieta jest tą silniejszą postacią?

MF: Dla mnie parkour był odkryciem. Serio, nie wiedziałam wcześniej nic o tej dyscyplinie, a gdy już ją poznałam, zaczęłam sprawdzać i rzuciłam Skibie podczas rozmowy, że napiszę o tym książkę. Wtedy dowiedziałam się, że ona też o tym myślała, więc nagle stało się jasne, że czas napisać coś razem. Co do silnej postaci kobiecej... Daria tłumacz się :)
DS: No ładnie, wszystko na mnie ;) Zacznę od początku — ja, w przeciwieństwie do Gosi znacznie wcześniej obserwowałam środowisko tego ekstremalnego sportu. Mój przyjaciel bardzo długo trenował parkour i od kiedy pamiętam, fascynowało mnie to, ale i sprawiało pewnego rodzaju wewnętrzny niepokój. On podobno się nie bał, ja o niego już tak. A dlaczego tym razem padło na silną postać kobiecą? Sama nie wiem. Gosia, czy w ogóle był taki plan? Tak wyszło i ja przejęłam jej postać we władanie. W końcu nie tylko mężczyźni mogą być silni, znacznie częściej to właśnie my kobiety takie jesteśmy, więc dlaczego nie pokazać tego również dosłownie?

Teraz zupełnie szczerze — czy trudno było napisać książkę w duecie? Jak długo wam to zajęło — od pierwszej litery do ostatniej kropki?

MF: Mam wrażenie, że łatwiej niż samodzielnie, bo mogłam „znęcać się” nad kimś innym niż tylko nad sobą. Dyscyplina w pisaniu była dla Darii nowością, ale ja musiałam mieć coś na czas i tyle. Żeby nie było, Skibka szybko weszła w ten rytm i chyba jej się to podobało.
DS: Może też nie tyle nowością sama dyscyplina, ile akurat ta forma. Pierwszą swoją powieść również napisałam szybko i przede wszystkim pisałam sumiennie codziennie. Dla mnie pisanie książki w duecie z Gosią było przeżyciem niesamowitym. Świetnie się przy tym bawiłam, sporo nauczyłam, ale poszło nam zdecydowanie za szybko ;) Od pierwszej litery do ostatniej kropki — niecałe trzy tygodnie.

Czy inspirowałyście się prawdziwymi osobami? Czy to czysta, literacka fikcja?

MF: Z mojej strony to czysta fikcja. Dopiero teraz widzę ludzi, którzy uprawiają parkour. Wcześniej ich nie zauważałam.
DS: Z mojej strony również jest to czysta fikcja, jednak starałam się patrzeć oczami osób, które trenowały. Chciałam, choć spróbować poczuć emocje, jakie czują oni podczas skoku. W momencie, w którym stoją na szczycie i patrzą w dół. Jednak historia i postacie, to fikcja.

Co towarzyszyło wam podczas pisania?

MF: Dużo śmiechu i nuta rywalizacji :)
DS: Myślę, że trochę więcej niż dużo śmiechu! Dodałabym jeszcze próbę utrudnienia współautorce pracy i kierowanie akcji na nowe tory, o których jeszcze chwilę wcześniej nie wiedziała.

Czy jest taka piosenka lub piosenki, które kojarzą się wam z Zaskocz mnie?

MF: Skibka pomocy! Było coś?
DS: Wspólnego chyba nie, chociaż ja zawsze piszę, słuchając muzyki. Wtedy słuchałam playlisty, która zrobiła mi się na YT i były to między innymi takie utwory jak: “Prove Me Wrong” - Yoe Mase, “Getting Over You” - Lauv, “Take You Down” - Illenium i oczywiście Alan Walker.

Gdyby Zaskocz mnie doczekało się ekranizacji, kto wcieliłby się w głównych bohaterów?

MF: Na Jagę to mi jakaś kobieta z jajami potrzebna, a na Antka...kurczaki ciężka sprawa. Nie mam pojęcia, bo aktorzy musieliby być sprawni fizycznie też. Więc może Mateusz Banasiuk? On chyba był ostatnio w Ninja Warrior, które namiętnie oglądam, bo już wiem, co to parkour.
DS: Wiecie, w sumie Mateusz chyba nawet mi do niego pasuje wizerunkowo, ale Jagoda? Chyba najbardziej pasuje mi tutaj Aleksandra Hamkało :)

Jak wyglądają wasze plany? Macie zamiar stworzyć kolejną książkę w duecie?

MF: Moje plany na dziś to wygrać z deadlinem, co mi nie wychodzi ostatnio przez sytuacje z życia prywatnego. Jak napiszę to, co mam napisać to zacznę myśleć o kolejnych książkach, na które jeszcze umów nie mam.
DS: Widzę, że Gosia z klasą ominęła słowo duet, więc może chce się mnie ładnie pozbyć (śmiech), ale ja się nie dam i grzecznie zaczekam, aż zdąży przed deadlinem, ewentualnie pożyczę jej koszulkę właśnie z tym napisem, którą od niej dostałam, może pomoże ;)

Jak krótko zachęcicie do sięgnięcia po Zaskocz mnie?

MF: Poznaj Parkour, poznaj Skibę i mnie. Czego chcieć więcej?
DS: I baw się zaskakująco dobrze! 



CZYTAM W ORYGINALE || Rachel Van Dyken - Stealing Her

CZYTAM W ORYGINALE || Rachel Van Dyken - Stealing Her


From the #1 New York Times bestselling author comes an unexpected love story of family, secrets, and the most intimate of deceptions.

My estranged twin brother, Julian, was always the wonder boy—and was groomed to become CEO of our ruthless father’s corporation. My mother and me? Left behind. Now, years after tearing our family apart, my father dares to ask me for a favor? Pretend to be Julian while he fights to survive a tragic accident. It can save the company. Nobody will be the wiser. It’ll be our secret.

I can play Dad’s favorite. I’ll do it for Julian. And for my mother, who’ll want for nothing.

But this double life comes with a beauty of a hitch: my very real feelings for Julian’s fiancée, Isobel. Not only am I betraying Julian, I’m deceiving a woman I love. She doesn’t suspect a thing. As lies compound, lines are crossed and loyalties tested, all I can ask myself is…What have I done?

Because sooner or later something’s got to give. There’s no way I’m giving up Isobel. But once the truth is exposed, it might not be my choice at all.

Add to Goodreads: http://bit.ly/2om1s63 

Rachel Van Dyken to autorka, której twórczość pokochałam za sprawą serii Eagle Elite. Stealing Her bardzo różni się od mojej ulubionej serii, to romantyczna powieść o rodzinie, zobowiązaniach i miłości, która przychodzi w najmniej oczekiwanym czasie. Wiecie, co przyciągnęło mnie do tej książki? Bliźniaki i to, że jeden udaje drugiego, żyje jego życiem, trzymając wszystko w tajemnicy. Nie miałam wielkich oczekiwań wobec tej książki, chciałam lekką, przyjemną powieść, dzięki której mogłabym usiąść i się zrelaksować. Czy Rachel Van Dyken sprostała zadaniu? O tym poniżej.

Głównymi bohaterami tej książki i zarazem jej narratorami są Bridge i Isobel. Bardzo wyraźnie zaznaczonym bohaterem jest też bliźniak Bridge'a — Julian. Zacznijmy od bliźniaków — rozdzieleni w młodym wieku przez rozwód rodziców, Bridge wyprowadza się z matką, tracąc status społeczny, przywileje i pieniądze, Julian zostaje z ojcem, żyjąc według jego zasad, starając się sprostać jego oczekiwaniom. Bracia początkowo mieli ze sobą kontakt, jednak urwał się on a po latach milczenia, ojciec zjawia się na progu mieszkania Bridge'a i prosi, by ten udawał Juliana, który uległ poważnemu wypadkowi. W ten właśnie sposób Bridge pojawia się w życiu Isobel. Dziewczyna przeszła wiele w swoim życiu, dzięki Julianowi otrzymała wsparcie i dostanie życie, rozdarta pomiędzy wdzięcznością a marzeniami o życiu według własnych zasad, trwa u boku młodego mężczyzny. Jak myślicie, czy Isobel zorientuje się, że Bridge zajął miejsce jej narzeczonego? Tego wam nie zdradzę, musicie po prostu przeczytać książkę.

Moim absolutnym faworytem w tej książce jest Bridge! Nie można nie kochać tego faceta, poważnie! Jest lojalny, więzy rodzinne są dla niego bardzo ważne, postępuje według własnego kodeksu, dba o innych. Bardzo podobało mi się to, jak na kartach powieści, Rachel powoli pozwalała lepiej go poznać. Isobel to zagubiona młoda kobieta, która przegrała w zmierzeniu z dorosłym życiem. Podczas studiów zakochała się w szarmanckim Julianie, wierzyła, że ich życie będzie bajkowe, jednak bardzo szybko przekonała się, że w drodze na szczyt trzeba wiele poświęcić. Podobało mi się to, jak autorka pokierowała ich relacją, jak budowała napięcie, jak rozwijała to zabronione uczucie.

Rachel Van Dyken w swojej najnowszej książce pokazała, że miłość może przyjść w najmniej odpowiednim momencie. Udowodniła, że serce nie sługa, nie rozumie, czym jest lojalność czy wyczucie czasu. Lekkie pióro autorki, świetni bohaterowie i niecodzienna historia — Stealing Her to książka, z którą spędziłam naprawdę przyjemny wieczór.
ANNA ZAMOJSKA - NIGDY WIĘCEJ || FRAGMENT KSIĄŻKI

ANNA ZAMOJSKA - NIGDY WIĘCEJ || FRAGMENT KSIĄŻKI


Prolog

„To będzie nasza tajemnica” – powtarzał niemal na każdym spotkaniu. „To będzie nasza tajemnica”. Jakbym słyszała te słowa jeszcze wczoraj. Każdy jego ruch, dotyk, każde jego słowo prześladowały mnie jeszcze przez wiele miesięcy. Dobrze pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy pojawił się w moim rodzinnym domu. Potem bywał coraz częściej i częściej. Przeszywający wzrok, ciągłe spojrzenia i uśmieszki, zbierająca się w kącikach ust ślina i drżenie rąk zapowiadały, kogo w sobie skrywał. Miły, uczynny, otwarty i uczciwy. Przykładny, ważny członek naszej społeczności, którego można by stawiać  za wzór. Ja – niecałe czternaście lat, z niewielkim bagażem z przeszłości. On – duży, dojrzały mężczyzna. Wydawałoby się, że jest siłą nie do pokonania. Ale cuda się zdarzają. Zanim jednak poznasz tajemnicę cudu, zatrzymaj się chwilę nad tym, co było wcześniej… 
Trwa wiosna, a on, wraz z całym swoim planem, jeszcze nie wkroczył w moje życie. Piszę list do samej siebie. Jego ślady są we mnie do dziś.

Wyróżnienie

To ty jesteś to dziecko,  
o którym słyszałam tyle dobrego?

Życie nieco zwalnia. Robi się coraz cieplej, a ja rozkwitam wraz z pojawiającymi się pąkami kwiatów. Natchniona, wypełniona poezją, otoczona kochającą rodziną. Dobra uczennica i wrażliwa nastolatka. Każda chwila napełnia mnie światłem i motywuje do działania. A zarazem wszystko jest jakby… ustabilizowane. Potrafię czerpać radość z drobiazgów. Podziwiam motyle, wyrastające drożdżowe ciasto, grę światła na porcelanie wyglądającej z kredensu. Wkrótce pojawią się pierwsze owoce. Tak wiele sprzyja mojej radości i pogodzie ducha.
Moja rodzina to wesoła gromadka. Nie narzekamy ani na brak zgiełku, ani na brak wsparcia. Rodzice bardzo nas kochają. Zawsze możemy na nich liczyć: ja i moje rodzeństwo. Nasi rodzice od dziecka przekazują nam wiarę w Boga. Rozwijają w nas poczucie godności, uczą dostrzegać najważniejsze wartości: miłość i umiejętność przebaczania. Wiele nas uczą. Już jako ośmioletnia dziewczynka potrafię prasować i lepić  pierogi.
Wstaje nowy dzień. Budzę się. W domu poranna krzątanina. Zbieramy się do szkoły. Mama przygotowuje kanapki, a tata może już w pracy, a może pomaga przy śniadaniu? Ja i rodzeństwo przy porannej toalecie. Słychać głos mamy: „Umyjcie zęby!”. Nie wszystkim jest z tym po drodze. W pośpiechu zakładamy ubrania, bierzemy plecaki i ustawiamy się w kolejce do błogosławieństwa. Od dziecka co rano słyszę słowa: „Błogosławię cię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” albo „Niech cię Bóg błogosławi i strzeże”. To perspektywa dobrego dnia, narzędzie do zmagania się z problemami. Poranne błogosławieństwo i gwar to dwa symbole naszego domu. Wszyscy lubimy mówić, trochę gorzej bywa ze słuchaniem, gdy każdy chce coś powiedzieć od siebie. 
Wracam ze szkoły, nadchodzi ulubiony moment dnia. Ciepły obiad i chwila na rozmowę. Nic tak nie łączy rodziny jak stół – tak mawia mama. Przy nim rozmawiamy, jemy i się modlimy. Zbliża się siedemnasta. Wracamy do zajęć. Praca domowa… Że też nie można zrobić wszystkiego w szkole, tylko ciągle coś do domu. A trzeba jeszcze pomóc rodzicom – choć oni nie wymagają od nas zbyt wiele, widząc nasze zmęczenie. Czasem należy więc posprzątać ze stołu po posiłku, podlać warzywa w ogródku, zebrać albo rozwiesić pranie. Nie wiadomo kiedy robi się ciemno, choć to wiosna. Czas na kolację. Czyja dziś kolej? Teraz jest najlepsza pora na kanapki z sałatą i rzodkiewką. Idzie sprawnie, więc już po chwili prosimy Boga o pobłogosławienie nas i posiłku i zabieramy się do jedzenia. Staramy się nie spieszyć, ale jak już wszystko zniknie z talerzy, szybko sprzątamy ze stołu, bo teraz będzie modlitwa. Modlitwa rodzinna. Ten, kto robi kolację, przygotowuje też modlitwę. Dziś, tak jak najczęściej, czytamy Pismo Święte i krótko je rozważamy. Czas jedności wieczorem. Potem już tylko błogosławieństwo przed snem, kolejka do łazienki i do łóżka. Czy każdy dzień w tym domu tak wygląda? Rozmowy nigdy nie są takie same, goście też się zmieniają, kanapki codziennie smakują inaczej. 
Kocham ten dom, to miejsce, tę rodzinę. Nie wyobrażam sobie innego życia. Czuję się tu zbyt szczęśliwa, by chcieć cokolwiek zmienić.
Ciepłe wiosenne popołudnie. Idę tam po raz pierwszy. Zbliżam się do domostwa zmieszana, nie wiem, którędy należy wejść. W końcu zbieram się na odwagę i naciskam dzwonek. Drzwi otwiera gospodyni. Jest dla mnie nieprzyjemna, każe wejść drugimi drzwiami. Ja, jeszcze bardziej wystraszona, zawracam. Poszukam odpowiedniego wejścia. Wtem słyszę wołanie kobiety: „Ach, to ty?! To ty jesteś to dziecko, o którym słyszałam tyle dobrego? Zapraszam, wejdź”. Odtąd głos gospodyni zawsze brzmi miło i ciepło. Zaproszona, wchodzę do nieznanego mi wcześniej wnętrza. Jest duże, przestronne. W salonie siedzi on. Zaprasza mnie na górę. Kiedy mnie dotyka, pytam, dlaczego to robi. I dodaję, że tego nie chcę. Ustępuje i odchodzi za duże biurko. Jestem zmieszana, gubię się w tym, co czuję. Ale nawet nie przechodzi mi przez myśl, co może stać się dalej. Że w owczej skórze kryje się wilk. Mijają tygodnie i mam się z nim spotkać po raz kolejny. Idę spokojnie, nie mam żadnych obaw. Jest sam w domu. Zaprasza mnie do kuchni. Siadam u szczytu  stołu. Czuję się nieswojo, jestem skrępowana i zawstydzona. On, coraz bardziej świadomy swoich kroków, wyciąga rękę w moją stronę i sadza mnie na kolanach. Tłumaczę sobie, że to nic takiego, choć czuję się dziwnie. Wtedy jego dłoń zaczyna mnie gładzić po plecach. Nie mogę tego pojąć, ale przecież on musi wiedzieć, co robi. Nieoczekiwanie, pewnie trochę za wcześnie, wraca gospodyni z zakupami. Wtedy on szybko mnie żegna i odprowadza do wyjścia.
Wkrótce zakończenie roku szkolnego. Czerwcowy upał. Dzisiejsze spotkanie jest inne od pozostałych – tym razem rozmawiamy na dworze. Zapamiętuję tylko dwa przeklęte słowa. Wbija we mnie przeszywający wzrok, a z wypełnionych po brzegi śliną ust wydobywa się: „Kocham cię”. Oblizuje się niczym głodne cielę. Chcę, żeby to, co właśnie usłyszałam, nie było skierowane do mnie. Ale nie, nie przesłyszałam się. Mam tylko nadzieję, że na tym wszystko się zakończy. Brak reakcji z mojej strony. A w głowie walka. Pada pytanie. Jego głos zmienia się w przywódczy: „A czy ty mnie kochasz?”. Odpowiadam: „Nie”, zgodnie z moimi odczuciami. Mam nadzieję, że on nigdy już do tego nie wróci. 

Jestem nastolatką. Wkraczam w świat z niezwykłym zaciekawieniem, zaintrygowana niczym dziecko, które dopiero zaczyna chodzić. Zaczynam zwracać uwagę na przystojnych chłopców. Przeżywam pierwsze zauroczenie. Czuję motylki w brzuchu. Stopniowo odkrywam swoje piękno. I – jak się okaże – ten czas to idealny moment na rozpoczęcie gry, której jeszcze nie rozumiem. On działa bardzo delikatnie i powoli, żebym nie zdołała wyczytać między wierszami, że z tą miłością, którą mi ofiarowuje, jest coś nie tak.
Żył w dwóch światach. Nie łączył molestowania z kapłaństwem. Wciąż mówił o Bożym Miłosierdziu, wprowadził praktykę pierwszych piątków miesiąca, zachęcał do uczestnictwa w nabożeństwach. Twierdził, że najwyższą wartość stanowi dla niego Chrystus. Ale nauki głosił z wiedzy, nie z mądrości, a nikt nie był w stanie tego odróżnić. Był przyjacielem rodziny. W naszym domu czuł się jak u siebie. Przyjeżdżał do niego, kiedy chciał. Dziś wiem, że lubił być chwalony i lubił, gdy mu usługiwano. Zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze, kiedy należałam już do niego. Najpierw niemal na każdym kroku pokazywał mi, jaka jestem dla niego ważna. 
Potrafił być spokojny i łagodny. Potem częściej bywał przywódczy i impulsywny. Zaszczepiał we mnie tematy tabu. Chciał uczyć mnie miłości od podstaw. A ja… wielu rzeczy nie rozumiałam, a zarazem zauważałam, ile jest do odkrycia. Opowiadał mi najróżniejsze historie, które miały być naszymi tajemnicami; historie, o których nikt poza nami miał nie wiedzieć. Od początku chciał zdobyć moje zaufanie. W końcu je zdobył. I to był punkt zwrotny, przez który dokonał się cały proces. 


KSIĄŻKĘ MOŻECIE ZAMÓWIĆ JUŻ DZIŚ W EMPIKU.

Czytam z Legimi | Rachael Lippincott, Mikki Daughtry, Tobias Laconis - Trzy kroki od siebie

Czytam z Legimi | Rachael Lippincott, Mikki Daughtry, Tobias Laconis - Trzy kroki od siebie

Data wydania: 15.05.2019
Wydawnictwo Media Rodzina


Czy wyobrażasz sobie, że się zakochujesz, choć nie wolno ci nawet dotknąć drugiej osoby? Jedyną szansą Stelli na przeżycie są nowe płuca. Życie dziewczyny to ciągłe pobyty w szpitalu, przyjmowanie leków i oczekiwanie na przeszczep. W tym czasie musi zachować bezpieczną odległość od wszystkich, żeby nie narażać układu odpornościowego osłabionego nieustanną walką z zakażeniami i antybiotykoopoornymi bakteriami. Bez żadnych wyjątków.

Will już dawno porzucił nadzieje na wyleczenie. Gdy tylko skończy osiemnaście lat i będzie mógł decydować o sobie, zamierza skończyć ze szpitalem, lekami i drenażem. Marzy o podróżach i poznawaniu świata.

Stella wie, że powinna się trzymać od Willa z daleka. Wystarczy jeden oddech, jeden pocałunek, by jedno zaraziło drugie. Oboje są świadomi, że mogą umrzeć. Ale im więcej czasu spędzają w swoim towarzystwie na szpitalnych korytarzach, tym bardziej narzucony z góry dystans przypomina nieludzką karę.

Czy trochę bliskości to naprawdę wyrok śmierci dla nastolatków? Czy można uleczyć złamane serce? Dramat romantyczny o nieuleczalnej chorobie, jaką jest mukowiscydoza, i miłości, która rozkwita pomimo zakazów.


Przebój filmowy wytwórni CBS Films i Lionsgate w kinach wiosną. W rolach głównych zobaczymy gwiazdę Riverdale Cole’a Sprouse’a oraz znaną z takich produkcji jak Gorzka siedemnastka i Split Haley Lu Richardson.


Z reguły staram się najpierw czytać książki a dopiero później oglądać ekranizację, jednak w przypadku Trzy kroki od siebie zrobiłam dokładnie na odwrót. Muszę też przyznać wam zupełnie szczerze, że bałam się tego filmu, dlatego trzymałam się od książki z daleka. Trafiła się okazja i książka trafiła na moją wirtualną półeczkę na Legimi. Teraz trochę żałuję, że czekałam z lekturą tak długo. Jednak ani trochę nie żałuję tego, że najpierw obejrzałam film, bo jest naprawdę świetnie nakręcony.

Dotyk. To właśnie poprzez dotyk najczęściej pokazujemy nasze uczucia do drugiej osoby. Trzymanie za rękę, przytulenie, głaskanie płaczącego dziecka, pierwszy pocałunek... Wyobraźcie sobie, że nie możecie dotknąć ukochanej osoby. Wyobraźcie sobie, że żyjecie ze świadomością, że jeden pocałunek może okazać się śmiertelny...

To właśnie przypadło w udziale Stelli i Willowi, głównym bohaterom powieści i filmu Trzy kroki od siebie. Ich dotychczasowe życie nie było usłane różami, szpitale stały się ich domami na równi z tymi rodzinnymi, szpitalny personel stał się kimś więcej niż tylko ludźmi dbającymi o ich życie, a oddziałowe przyjaźnie stały się tymi na całe życie.

Nie mam zamiaru wam tutaj spojlerować wydarzeń z książki, ale myślę, że musicie wiedzieć, że ta książka to nie tylko rodzące się uczucie pomiędzy głównymi bohaterami. Niezwykle istotne są tutaj relacje międzyludzkie, bohaterzy drugoplanowi odgrywają tu równie ważną rolę co Stella i Will. Ta książka niesie naprawdę ważny przekaz, pokazuje, jak wygląda rzeczywistość ludzi chorych na mukowiscydozę. Autorzy nie pokusili się (na szczęście!) na cukierkowe upiększenie tej nieuleczalnej choroby, dzięki czemu czuć realizm tej historii. Jednak pomimo tak ciężkiego tematu, to jest naprawdę lekka powieść, którą czyta się niesamowicie przyjemnie. Zastanawia was, w jaki sposób autorzy to osiągnęli? Dzięki żartom, przekomarzaniom bohaterów, ich rozterkom, bo choć choroba ciążyła, to ciągle byli nastolatkami, którzy pragnęli żyć, łamać zasady, kochać i być kochanym.

Jestem pod wrażeniem kreacji bohaterów w tej powieści. Mamy tutaj poukładaną Stellę, która walczy z chorobą, ale dźwiga też inny ciężar na swoich ramionach. Dziewczyna dokładnie wie, jak postępować, by nie narażać swojego układu odpornościowego i doczekać na przeszczep płuc. Will ma dość życia w klatce, słuchania nakazów i zakazów, chce resztę swojego życia przeżyć na własnych warunkach. Pomiędzy tą dwójką początkowo rodzi się jedynie niechęć, jednak stopniowo zaczynają się rozumieć i zaczyna łączyć ich uczucie... Podoba mi się, w jaki sposób autorzy przedstawili różnice pomiędzy Stellą a Willem, jak opisali ich motywację, przeżycia i podejście do życia. Jeszcze bardziej podoba mi się to, jak rozwinęli ich relację, jak od początkowej niechęci przeszli do tak wyjątkowego uczucia, jakim jest pierwsza miłość.

Trzy kroki od siebie to powieść ukazująca realia życia z nieuleczalną chorobą, jaką jest mukowiscydoza. Pomimo podejmowanego tematu to dalej lekka, młodzieżowa książka, która łamie czytelnikowi serce. Jeśli jeszcze nie czytaliście, to gorąco polecam tę powieść! Nie zawiedziecie się. 



Martyna Raduchowska - Fałszywy Pieśniarz || fragment

Martyna Raduchowska - Fałszywy Pieśniarz || fragment



Bezpośrednia kontynuacja Szamanki od umarlaków i Demona Luster.

Ekipa śledcza Wydziału Opętań i Nawiedzeń wkracza do ogrodu Kusiciela, aby odkryć ostatni element układanki. Ekshumacja zwłok nieznanego mężczyzny daje początek serii tragicznych wydarzeń. We Wrocławiu dochodzi do przerażających samobójstw, mroczna przeszłość Kruchego powraca, by upomnieć się o jego duszę, Ida zaś przekonuje się, że dar szamanki od umarlaków w niepowołanych rękach grozi katastrofą, a życzenia potrafią być niebezpieczne szczególnie wtedy, gdy się spełniają…


Prolog

Ogród wiecznej jesieni milczał złowrogo, jakby tylko czekał na ich pierwszy ruch.
Uśpiony, lecz czujny, dziki, a jednak martwy od koniuszków zwiędłych pnączy aż po wąsy przegniłych korzeni, nic sobie nie robił z panującego wokół lata czy nadchodzącej burzy. Nie skrzypnęła choćby jedna pokryta szronem gałąź. Nie zaszeleścił nawet jeden zmarznięty liść. Ani jedno źdźbło trawy nie drgnęło na porywistym wietrze. Suche, powykręcane szkielety roślin trwały w nienaturalnym bezruchu, rzucając przybyszom nieme wyzwanie. Przez ostatnie miesiące Ida odwiedzała posiadłość Kusiciela częściej, niżby sobie tego życzyła, lecz dopiero teraz zrozumiała, że zapewne nigdy nie zdoła poznać wszystkich jej
sekretów. Ani tych, które lśniły na widoku w zalanych słońcem kryształkach lodu, ani tych skrytych przed ludzkim okiem gdzieś głęboko pod ziemią. Do niedawna sądziła, że zna tu każdy kamień, każdy wiecheć trawy, każdą spróchniałą deskę w ścianie zapuszczonego domostwa, ale dziś ogarnęło ją nieodparte wrażenie, że wszystkie jej wspomnienia związane z tym miejscem były tylko zamglonym snem. Jak gdyby uśpiony dotąd ogród nieoczekiwanie się przebudził – a ona razem z nim.
Czuła na sobie spojrzenia ukrytych w gąszczu ślepi, śledzących z uwagą każdy krok nieproszonych gości. Do jej uszu dochodziły szepty. Złowieszcze pomruki. Stłumione, nerwowe mamrotanie, ledwo słyszalne wśród pojękiwań wichru. W powietrzu przesyconym wonią mokrej ziemi, zbutwiałego drewna oraz gnijących liści wisiało coś jeszcze. Coś ulotnego i wyraźnego zarazem, jak ostry zapach dymu z jesiennego ogniska. Jakaś nieokreślona, lecz jasna zapowiedź rychłej nawałnicy, która nie miała żadnego związku z kapryśną pogodą…
Pogrążona w zadumie szamanka nie od razu spostrzegła wyciągniętą ku sobie dłoń. Uniosła głowę, napotkała przenikliwe oczy koloru deszczowego nieba. Dwie krople chłodnej stali wpatrywały się w nią intensywnie, jakby próbowały pochwycić jej rozproszony umysł i zakotwiczyć go z powrotem w rzeczywistości. Ida zamrugała raptownie, z niejakim trudem skupiła wzrok, a stojąca przed nią postać naraz nabrała szczegółów. Czarne włosy do ramion, znoszona kurtka z ciemnobrązowej skóry, koszulka ze spranym i zupełnie nieczytelnym nadrukiem,
powycierane dżinsy, glany zdarte na nosach niemal do samej blachy – Kruchy wyglądał, jakby przyjechał na koncert rockowy, a nie na oględziny zwłok. A minę miał taką, jakby oględziny zwłok uważał za znacznie lepszą rozrywkę niż dzikie pogo pod sceną.
Szamanka odetchnęła głębiej, schowała do torby plik zmiętych, pokreślonych kartek, które przez cały ten czas kurczowo ściskała w dłoniach. A potem wzięła od łowcy parę lateksowych rękawiczek.
– Idziemy, partnerko? – zapytał wesoło i trącił ją łokciem w bok.
Przełknęła ślinę, starając się ignorować dreszcz niepokoju, który bez ostrzeżenia i bez wyraźnej przyczyny przebiegł jej po plecach. Ponownie zajrzała Kruchemu w oczy, po krótkim wahaniu skinęła głową.
– Idziemy, partnerze.
Dostrzegłszy wyraz jej twarzy, lekko uniósł brwi, ale ona szybko i niedbale machnęła dłonią na znak, że wszystko w porządku. Nic więc nie powiedział, o nic nie zapytał. Obrócił się na pięcie i żwawym krokiem ruszył do ogrodu Kusiciela. Ida jeszcze raz powiodła spojrzeniem po wyszczerbionym murze z szarego kamienia, po zapadniętym dachu przebłyskującym wśród zwichrowanych konarów, po pędach uschniętego bluszczu, może i całkiem już martwych, lecz z
pewnością nadal trujących. Minęła dłuższa chwila, nim wreszcie podążyła za łowcą. Dogoniła go tuż przed bramą wjazdową, którą oplątywał ciężki łańcuch spięty mosiężną kłódką. Minęli ją, maszerując ramię w ramię wzdłuż ziejącego dziurami ogrodzenia, a potem przez zardzewiałą, przekrzywioną furtę wkroczyli na miejsce zbrodni.


CZYTAM W ORYGINALE || SAMANTHA TOWLE - FINDING STORM

CZYTAM W ORYGINALE || SAMANTHA TOWLE - FINDING STORM

The son of an icon. 
He was a legend. Rock royalty.
A man I never met.
But I’m measured against him in every aspect of my life.
The only time I feel like me … the real me … is when I’m onstage with my band. But the more we grow in popularity, the more people compare me to him.
I’m not him. And I never will be. If only everyone could figure that out for themselves.
I need a break from it all. 

Then, a confrontation has me jumping in my car, putting LA in my rearview mirror. And a stupid mistake ends up with my car on the side of the road. And straight into the path of a girl who is the exact opposite of everyone else in my life. 

She’s like everything I used to know.
And she has no clue who I am.
Even if she did, I don’t think she’d care.
She thinks I’m cavalier. 
I think she’s intriguing. And hot. Let’s not forget hot.

I’m stuck in this town overnight while my car is being fixed. But I’m thinking I’m gonna stick around a bit longer.

I’m Storm Slater, lead guitarist in Slater Raze and the only child of the late, great Jonny Creed. But, here, right now … I’m nobody. Just a regular guy.
I’m liking it a whole lot. 
And I’m liking her even more. 


Czwarty tom serii The Storm, która nie doczekała się wydania w Polsce. Serii, która błyskawicznie skradła moje serce. Finding Storm jest rewelacyjną powieścią, która wciągnęła mnie od pierwszych stron. Chcecie przeczytać więcej?



Storm Slater żyje w cieniu zmarłego ojca, mimowolnie podążając tą samą ścieżką, co on. Slater Raze, zespół, który założył wraz z przyjaciółmi, jest na szczycie i wydawać by się mogło, że nic więcej nie potrzeba mu do szczęścia. Jednak pozory mylą, a Storm niesie większy bagaż emocjonalny, niż wszyscy wokół mogliby przypuszczać. Pewnego dnia, podczas wywiadu puszczają mu nerwy i robi coś, czego młody muzyk nigdy nie powinien robić — nokautuje reportera. Jednak słowa, które wypowiedział dziennikarz, zapadają mu w serce i postanawia skonfrontować się z rzeczywistością. Kolejny życiowy zawód, kolejny ból i cierpienie. Storm próbuje sobie z tym poradzić, wsiada w samochód i jedzie... A na jego drodze staje Stevie Cavalli. Najlepsze w ich spotkaniu jest to, że dziewczyna nie ma pojęcia, kim on jest. Po raz pierwszy od dawna Storm ma okazję pokazać komuś swoją prawdziwą twarz, bez całej szopki odstawianej dla fanów i mediów. Od pierwszego spotkania łączy ich niesamowita chemia, jednak czy można zbudować związek bez ujawniania prawdziwego ja?

Ta książka to idealna kombinacja romansu, ludzkiego dramatu, humoru i delikatnej łobuzerskiej iskry głównego bohatera. Autorka stworzyła powieść, która wciągnęła mnie od pierwszych stron, którą czytałam z obawą, że zbyt szybko ją skończę. Mamy tutaj fajnie skonstruowaną fabułę, w której pojawiają się elementy z poprzednich tomów serii, jednak nawet bez ich znajomości można czytać Finding Storm z przyjemnością. Podoba mi się to, że autorka nie skupiła się tutaj na życiu gwiazdy rocka a na zwyczajnych ludzkich przeżyciach, z którymi musi się zmierzyć nie tylko główny bohater, ale także Stevie. Kolejnym elementem, który mnie mile zaskoczył, to główna bohaterka tej książki. Stevie to urocza, inteligentna dziewczyna, której gust muzyczny zatrzymał się w latach 80. Bardzo fajnie wypadła dynamika relacji pomiędzy Stormem a Stevie, nie mamy tutaj momentalnego zauroczenia, wzdychania do gwiazdy rocka — wszystko wypadło bardzo naturalnie. Bohaterowie powoli się poznawali i choć od pierwszego spotkania czuć między nimi chemię, autorka nie wrzuciła ich do łóżka, by zaraz po tym wyznali sobie miłość. Widać, że Samantha przemyślała sposób, w jaki chce poprowadzić tę historię, bo zarówno uczucie pomiędzy bohaterami tak jak i to, z czym musi poradzić sobie Storm, wypadło tak realistycznie, że mogłoby wydarzyć się naprawdę.



Finding Storm to świetna książka opowiadająca nie tylko o miłości, ale także o prawdziwej przyjaźni i rodzinie, której nie muszą łączyć więzy krwi. Ta powieść to moja ulubiona część serii The Storm i na długo zostanie w mojej pamięci. Jeśli tylko czytacie po angielsku, to gorąco ją wam polecam!
Czytam z Legimi | Ewa Pirce - Zapisane w pamięci

Czytam z Legimi | Ewa Pirce - Zapisane w pamięci

Data wydania: 14.02.19
Wydawnictwo NieZwykłe

Do książek Ewy Pirce podchodziłam trochę jak do przysłowiowego jeża. Po fragmentach jej debiutanckiej książki — Córka pedofila byłam zniechęcona do kolejnych powieści autorki. Jednak za sprawą Justyny, która wielokrotnie pisała, że warto dać twórczości Ewy szansę, postanowiłam pobrać na półkę jej książki. Na pierwszy ogień poszło Zapisane w pamięci... Jakie wrażenia wywarła na mnie ta książka? O tym poniżej. 

Opis wydawcy:

Jako nastolatka Eva podjęła kilka bardzo złych decyzji. Młoda, naiwna i zakochana, nie podejrzewała, że chłopak, którego obdarzyła bezgraniczną miłością, okaże się jej oprawcą, pozbawi marzeń oraz zaufania do ludzi. Zamiast miłości i ciepła poznała smak bólu i nienawiści. Przy odrobinie szczęścia i olbrzymiej ilości desperacji udało jej się od niego uciec i rozpocząć nowe życie. Lecz czy można uwolnić się od czegoś, co wypaliło w umyśle trwałe piętno, na każdym kroku przypomina o strachu i rzuca w wir wspomnień?

Alex to odnoszący wielkie sukcesy bokser, który za maską wrogości, zarozumialstwa i nonszalancji kryje więcej cierpienia, niż ktokolwiek zdołałby udźwignąć. Od najmłodszych lat przyjmował od życia bolesne ciosy. Tylko niesamowita wola walki i hart ducha pozwoliły mu przetrwać najtrudniejsze chwile. Jako dorosły wspiął się na wyżyny, zdobył wszystko, o czym nawet nie śmiał marzyć. Jednak nadal brakuje mu najważniejszego – miłości.

Gdy los krzyżuje ścieżki tych dwojga, oboje dostają to, czego od zawsze pragnęli. Alex daje Evie wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, których dziewczyna tak bardzo potrzebuje. Ona natomiast staje się dla niego zbawieniem i przepustką do osiągnięcia pełni szczęścia. Miłość, która ich połączyła, zdarza się raz na sto lat. Ale czy ich uczucie będzie trwać wiecznie? Czy przyjdzie im za nie zapłacić? Czy ta bajka zakończy się słynnym „żyli długo i szczęśliwie”?

Jeśli światło nie jest wystarczająco silne, by przebić się przez mrok, zostaje po prostu wchłonięte, a my pozostajemy z niczym – oprócz bolesnej wyrwy w sercu. 


Jak widzicie w opisie, bohaterami tej książki są Eva i Alex, dwoje zagubionych, złamanych młodych ludzi. Jak to w romansach bywa, spotykają się dzięki zrządzeniu losu, gdy chłopak odgrywa rolę rycerza ratującego damę z opresji. Eva wywarła na nim olbrzymie wrażenie, głównie to, co zobaczył w jej oczach, nie pozwoliło mu o niej zapomnieć. Pomimo lęku i całej masy wątpliwości zaczynają się spotykać. Jednak „trupy w szafie” nie dają o sobie zapomnieć i wszystko, o co tak zawzięcie walczyli, może zostać zniszczone... Czy uczucie, które zrodziło się tak szybko i nagle okaże się wystarczająco silne, by przetrwać nadchodzącą burzę? 

Muszę przyznać, że ta książka naprawdę mi się spodobała. Widać, że autorka miała pomysł na fabułę i wiedziała jak poprowadzić losy swoich bohaterów. Choć uważam, że w niektórych momentach książka jest odrobinę „przegadana” i skrócenie tych opisów korzystnie wpłynęłoby na płynność czytania, to i tak czytało się tę książkę bardzo przyjemnie. Ewa Pirce w swojej książce poruszyła problem przemocy domowej, tej fizycznej, jak i psychicznej, pokazała, jak wielkie piętno może zostawić w człowieku brak miłości i czułości ze strony najbliższych. Całkiem korzystnie wypadła też kreacja bohaterów, oboje są zagubieni, zranieni i noszą blizny przypominające im o tym, co przeszli. Łączące ich uczucie załatało pewną wyrwę ich w sercach, która powstała na skutek traumatycznych przeżyć, nawzajem koją swój ból i uciszają demony. Jednak czytając niektóre dialogi, zastanawiałam się, dlaczego autorka zastosowała tak pompatyczny język w części ich rozmów. Przypominało mi to o romansach historycznych, gdy adorator starał się o względy damy. Pozostałe dialogi były pełne emocji, humoru, z pazurem, autorka zadbała, by przekomarzania bohaterów wypadły realistycznie. 

Podsumowując, Zapisane w pamięci to naprawdę dobra książka, która zawiera wszystko to, czego szukam w romansach. Ewa Pirce zadbała o bohaterów, których łatwo można obdarzyć sympatią, umiejętnie opisała emocje, tworząc historię, którą czyta się niesamowicie przyjemnie. Ta książka jest dla mnie dowodem na to, że warto odłożyć uprzedzenia na bok, bo można trafić na książkę, którą przeczytamy od deski do deski w jeden wieczór. Polecam!
Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger