3 sierpnia 2017

Karolina Sudoł - Banda. Ryder i Eileen || Recenzja


Data wydania: 17.02.2017

Wydawnictwo Novae Res


W moim świecie nic nie jest oczywiste – ludzie, którzy żyją dookoła mnie, bywają potworami, a potwory… no cóż, możecie nie wierzyć, czasem są niewinne, a przy tym zupełnie bezbronne. I jesteśmy jeszcze my – świadomi istnienia nadnaturalnych strażnicy sprawiedliwości na granicy dwóch światów. Całe moje życie to ulubiona spluwa, solidne kopniaki adrenaliny i banda, która jest dla mnie jak rodzina. Przynajmniej tak było do czasu, kiedy tuż przed naszym nosem, w tajemniczych okolicznościach, nie zaczęli ginąć kolejni nadnaturalni, a ja spotkałem najpiękniejszą kobietę na świecie…



Trafiacie czasami na takie książki, po które sięgacie i oczekujecie czegoś niesamowitego, a dostajecie coś zupełnie przeciętnego? Opis tej książki wywiódł mnie w pole — jest magiczny, kusił i nęcił, bym sięgnęła po historię Rydera i Eileen i chyba dlatego czuję się tak rozczarowana. Jak możecie przeczytać w opisie, zapowiada on coś innego, niż powszechnie spotykane motywy w książkach fantastycznych, niestety opis nijak się ma do treści książki.

Ryder wraz z kilkoma przyjaciółmi tworzy Bandę, grupę chroniącą istoty nadprzyrodzone przed ludźmi i ludzi przed tymi stworzeniami. Ostatnio zajmują się sprawą tajemniczych zniknięć, nie mają żadnego punktu zaczepienia, gonią za swoim ogonem nie potrafiąc zlokalizować winnych. Pewnego dnia Ryder idzie na plażę, by pomyśleć i nabrać dystansu do sprawy i spotyka tam piękną i tajemniczą istotę — syrenę. Mężczyzna jest zafascynowany syreną, którą nazywa Arielką, ponieważ nie zna jej prawdziwego imienia. Przy każdej możliwej okazji pojawia się na plaży, licząc na towarzystwo tej niezwykłej istoty. Jednak pojawiają się poważne komplikacje, które sprawiają, że syrena znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Czy Ryder z Bandą zdołają ją uratować?

Po moim wstępie wiecie, że ta książka mnie rozczarowała, jednak nie znaczy to, że jest zła. Po prostu, po przeczytaniu opisu nastawiłam się na coś spektakularnego...
Muszę przyznać, że autorka miała naprawdę dobry pomysł na fabułę — grupa chroniąca nadnaturalne istoty, tajemnicze zniknięcia tych stworzeń a co najlepsze — całą historię poznajemy z perspektywy mężczyzny. Jednak w trakcie męskość Rydera uciekła, niebezpieczeństwo zeszło na drugi plan, a sprawca stojący za zniknięciami jest znany od początku. I chyba właśnie ta przewidywalność najbardziej mnie rozczarowała. Bo o ile jestem w stanie zrozumieć przemianę Rydera z twardego samca alfa w zmiękczonego uczuciami faceta, to tego, że sprawcę tak łatwo było odgadnąć, wybaczyć nie mogę. Kreacja bohaterów wyszła Karolinie Sudoł całkiem nieźle, choć liczyłam, że Ryder zostanie takim typowym samcem. I teraz najdziwniejsza rzecz — bohaterowie bardzo się od siebie różnią, jednak poza głównymi postaciami nie jestem w stanie wymienić ich imion czy cech charakterystycznych, wszyscy zlali się w tło historii Eileen i Rydera. Główni bohaterowie są do siebie bardzo podobni, uparci i zdeterminowani, by pomóc innym. W bardzo fajny sposób autorka opisała to, jak na siebie działali, jak się wzajemnie przyciągali. Język, jakim posługuje się autorka, jest prosty, dialogi są ciekawe i przyjemnie skonstruowane a książkę czyta się naprawdę szybko.

Banda. Ryder i Eileen to debiut Karoliny Sudoł, dlatego przymknęłam oko na mniejsze błędy i skupiłam się na moich głównych zarzutach. Ta książka zapowiadała się naprawdę rewelacyjnie, jednak autorka chyba troszkę poplątała się w swojej historii, z każdą kolejną stroną odchodząc od działalności Bandy i skupiając się na uczuciu Rydera i Eileen. Wielka szkoda, że tak się stało... Jedno jest pewne, jeśli lubicie paranormal romance, to ta książka wam się spodoba. Jestem bardzo ciekawa, co Karolina Sudoł pokaże w drugim tomie tej serii i czy nie powtórzy błędów popełnionych w pierwszej części. Jednak, gdy będę sięgać po drugi tom Bandy, nie będę się nastawiać na świetną książkę i podejdę do niej bez wielkich oczekiwań. Jeśli lekturę tej książki macie za sobą koniecznie dajcie znać, jakie są wasze wrażenia.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Novae Res. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz