Gdy chcesz prowadzić normalne życie, ale wszędzie widzisz trupy i przyczepił się do Ciebie bezwzględny Pech... || Martyna Raduchowska - Szamanka od umarlaków

Gdy chcesz prowadzić normalne życie, ale wszędzie widzisz trupy i przyczepił się do Ciebie bezwzględny Pech... || Martyna Raduchowska - Szamanka od umarlaków

Data wydania:17.08.2017
Wydawnictwo Uroboros

Przygotujcie się na solidną dawkę znakomitego humoru, oto nowe wydanie kultowej powieści fantasy Martyny Raduchowskiej!

Kto by pomyślał, że potomkini wielkiego rodu czarodziejów, wróżbitów i telepatów zbuntuje się wobec rodzinnej tradycji… Ida Brzezińska ma osiemnaście lat i uważa magię za stek bzdur. Jak sama twierdzi, taka z niej czarownica, jak z koziego zadka waltornia. Jedyne, o czym Ida marzy, to spokojne życie młodej dziewczyny: wymarzone studia psychologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, mieszkanie w akademiku, poznawanie świata… Niestety przeszkadzają jej w tym pojawiające się ni stąd ni zowąd trupy. Widzenie zmarłych i przewidywanie śmierci ludzi żyjących to magiczny dar, długo poszukiwany przez rodziców Idy. Nie jest łatwo być medium… a dodatkowo Ida ma prawdziwego Pecha!



Kac książkowy bywa równie bezwzględny co Pech, który trzymał się książkowej Idy. 

Z czasem się przekona, że na niektóre rzeczy nie będzie miała wpływu. 
A niektóre decyzje ktoś podejmie za nią, nawet nie pytając o zdanie.

To zdanie idealnie opisuje życie Idy — za każdym razem, gdy dziewczyna chciałaby zacząć decydować o sobie i swoim życiu odzywa się jej Pech, przypominając jej, kto tak naprawdę tu rządzi. Ida nie pragnęła niczego bardziej od normalnego życia, z dala od magii i wszystkich niezwykłych zdarzeń. Brak umiejętności magicznych przyjęła z wielką radością i ulgą, choć jej rodzice ciągle próbowali rozbudzić w niej magię. Jednak Pech pokazał Idzie środkowy palec i śmiejąc się do rozpuku, patrzył, jak dziewczyna zaczyna widzieć trupy, a raczej duchy. Niemagiczna dziewczyna okazała się medium! I to nie byle jakim a samą szamanką od umarlaków!

Relacje międzyludzkie bywają skomplikowane, jednak jeśli należysz do rodziny Brzezińskich, masz wątpliwą przyjemność widzieć duchy i zawsze towarzyszy Ci Pech, to dopiero trudny orzech do zgryzienia. Martyna Raduchowska na początku swojej opowieści wrzuca nas do świata specyficznej rodziny Brzezińskich, z których jedyną (powiedzmy) normalną osobą jest Ida. Od razu polubiłam tę dziewczynę, a im głębiej wchodziłam w historię, tym bardziej rosła moja sympatia. Autorka gotowała mnóstwo niespodzianek dla głównej bohaterki i choć w większości nie były one przyjemne, to można było się przy nich uśmiać. Zmiana mieszkania? Nie ma problemu.... Do czasu, gdy okazuje się, że to mieszkanie ma już lokatorów nie z tego świata.... Akcja toczy się błyskawicznie, Pech co chwile komplikuje życie Idy, duchy także dbają, by się nie nudziła, a jej prawdziwa misja staje się coraz trudniejsza — Martyna Raduchowska wie, jak zapewnić czytelnikowi dobrą rozrywkę. Styl autorki bardzo mi się spodobał, szybko polubiłam specyficzny język Tekli. Książka jest lekka i zabawna i to właśnie humor tak wyróżnia ją na tle innych polskich powieści fantastycznych. Muszę wspomnieć o okładce — jest świetna, nawiązuje do treści książki, przyciąga wzrok i lekko niepokoi. 

Szamanka od umarlaków to świetna książka, z którą nie można się nudzić. Polskie realia, w których osadzona została ta fantastyczna opowieść, sprawiają, że książka jest jeszcze bardziej realistyczna. Kto wie, może gdzieś obok nas żyje szamanka od umarlaków, a my o tym nie wiemy? Bardzo się cieszę, że premiera Demona luster już w tym miesiącu!!! Gorąco polecam!!!





Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Uroboros. 
Zakazany układ - PRZEDPREMIEROWE ROZDANIE PATRONACKIE

Zakazany układ - PRZEDPREMIEROWE ROZDANIE PATRONACKIE


Hej Kochani, dziś mam dla Was rozdanie, w którym do wygrania najnowsza książka K.N.Haner pt. Zakazany układ. 


Aby wziąć udział w rozdaniu należy:

*wyrazić chęć udziału w komentarzu pod tym postem
*być publicznym obserwatorem tego bloga 
*udostępnić ten post konkursowy w Google+ lub Facebook
*Opcjonalnie polubić fanpage bloga My fairy book world

                          
WZÓR ZGŁOSZENIA

Zgłaszam się!
Obserwuję jako:
Udostępniam baner: (link)


1. Rozdanie trwa do 19.02.2018 r. do godziny 23:59. 
2. Konkurs skierowany do osób posiadających adres korespondencyjny w Polsce.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest udostępnienie baneru konkursowego oraz dołączenie do obserwatorów bloga.
4. Zwycięzca zostanie wyłoniony w drodze losowania.
5. Wyniki konkursu zostaną opublikowane w osobnym poście, w ciągu 5 dni od daty jego zakończenia .
6. Na kontakt mailowy od zwycięzcy czekam 3 dni. Po upływie tego czasu - nagroda przepada.
7. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Editio Red
8. Koszt wysyłki ponosi zwycięzca. 


Skarbnica wiedzy o rodzinie || Opowieści babci. Historie rodzinne dla wnuków

Skarbnica wiedzy o rodzinie || Opowieści babci. Historie rodzinne dla wnuków



Opowieści babci. Historie rodzinne dla wnuków to album w formie książkowej, który po uzupełnieniu stanie się prawdziwą kopalnią informacji o rodzinie. Wydawnictwo Wilga trafiło w dziesiątkę z tym albumem, ponieważ każda rodzina powinna mieć takie miejsce, w którym zostaną zebrane informacje i ciekawostki o krewnych. 






Opowieści babci. Historie rodzinne dla wnuków to książka podzielona na rozdziały, tak by w uporządkowany i logiczny sposób podzielić informacje o rodzinie. Na samym początku mamy krótkie informacje o babci a zaraz później drzewo genealogiczne. 







W kolejnych rozdziałach babcia ma za zadanie uzupełnić informację o swoich dziadkach, rodzicach, mężu, dzieciach i w końcu o wnukach. W albumie są też pytania o sekrety i marzenia babci — te informacje mogę być ciekawostką nie tylko dla wnuków, ale także dla dzieci.






Opowieści babci. Historie rodzinne dla wnuków to przepięknie wydany album, który stanie się księgą wspomnień i informacji o rodzinie. Przekazywany z pokolenia na pokolenie pozwoli poznać naszych przodków, żadna informacja nie zostanie zapomniana. Przed babcią nie lada wyzwanie, jednak jestem pewna, że zarówno babcia, jak i później jej dzieci i wnuki będą mieć wiele radości z tego albumu. Nasza już wkrótce poleci do babci, by ta mogła uzupełnić ją wspomnieniami. Gorąco polecamy!



Za ten piękny książkowy album dziękujemy Księgarni Dadada.pl


Anna Crevan Sznajder - Niczyja || Fragment

Anna Crevan Sznajder - Niczyja || Fragment




Niedziela, 20 lipca – Kioto, Japonia.

Słońce jeszcze nie wstało, ale było całkiem jasno. Ciepły poranek zapowiadał upał na resztę dnia. Ulicami dzielnicy Minami snuli się już nieliczni przechodnie spieszący do pracy. Niemłoda kobiecina, mocno zgarbiona, cofnęła się ze strachem, kiedy tuż obok niej przebiegła dziewczyna, niemal zwalając staruszkę z nóg. No co za młodzież dzisiaj! Niczego nie umieją szanować, nawet starości. Kobieta ścisnęła mocniej miotłę zrobioną z gałązek i już miała zabrać się do zamiatania, kiedy spojrzała za pędzącą dziewczyną. A tę dokąd wiatr niesie? Zastygła bez ruchu z miotłą w ręku i patrzyła w dół ulicy, gdzie dziewczyna, właśnie rzuciwszy przed siebie coś, co wyglądało jak buty, usiadła na krawężniku i zaniosła się szlochem. Słychać było ją aż tu, na samej górze. Płakała tak rozpaczliwie, że nie tylko staruszka, ale i inni przyglądali się ciekawie. Pan Ito ze sklepu naprzeciwko hotelu „Sakura Terrace”, matka pchająca wózek z dzieckiem, pewnie spiesząca do przedszkola, i gazeciarz na rowerze. W Japonii nikt tak nie zachowuje się na ulicy!

Staruszka zrobiła kilka kroków w stronę nieznajomej, ale się zawahała. Dziewczyna siedząca na chodniku nie była Japonką. Wyglądała na cudzoziemkę. Jasne, długie włosy opadały na szczupłe, trzęsące się od płaczu ramiona. Czerwona, dość kusa sukienka niewiele zakrywała. Na oko widać było, że dziewczynę spotkało jakieś straszne nieszczęście. Pani Hike, tak bowiem nazywała się staruszka, wróciła do swojej roboty. Skoro to cudzoziemka, pewnie nie zna japońskiego. Na nic próba pocieszenia lub choćby spytania o przyczynę płaczu. Pełno zresztą teraz w Kioto cudzoziemców. Lato w większości krajów świata to czas wakacji.

Zaniechawszy wszelkich prób kontaktu, staruszka wróciła do swojej miotły i ochoczo, jak na swój wiek, kontynuowała sprzątanie chodnika. Wzruszyła tylko ramionami. To i tak nie jej zmartwienie. Japończycy nie mieli w zwyczaju wtrącać się do spraw innych, zawłaszcza jeśli tymi innymi byli obcy lub cudzoziemcy. Nawet znajdujący się w potrzebie.

***

Ann siedziała na krawężniku, dopóki pierwsze promienie słońca nie sięgnęły trotuaru. Mimo ciepła, jakie dawał letni poranek, drżała. Nie tylko z niewyspania czy zimna, ale też od płaczu i emocji. Nerwy miała na postronku, który najwyraźniej właśnie się urwał. W przypływie wściekłości i niemocy rzuciła czerwonymi szpilkami przed siebie na oślep. A do diabła z nimi! Co jej teraz po nich? Wylądowały na środku ulicy. Ten widok całkiem ją załamał. Objęła ramionami kolana i szlochała tak długo, aż zabrakło jej łez.

Z całą świadomością docierało do niej to, co wydarzyło się tej nocy. Jej ostatniej nocy w Kioto. Dotarło to do niej już wtedy, kiedy włożyła na nagie ciało kusą, czerwoną sukienkę z jedwabiu w złote smoki i wyszła po cichu z jego pokoju, dzierżąc w dłoniach te nieszczęsne czerwone szpile. On został tam, pogrążony we śnie, nieświadomy niczego. Ani stanu jej załamania, ani powagi sytuacji. Zjechała windą na dół, szybko pokonała hol i wybiegła na zewnątrz, unikając pytającego wzroku portiera. Zdawała sobie sprawę, że wygląda jak tania dziwka w tej czerwonej sukience w orientalnym stylu, prostej, ale szykownej i zdecydowanie zbyt krótkiej i obcisłej. Mogłaby się wydać wyzywającą, ale teraz to i tak było bez znaczenia. Wszystko już było bez znaczenia. Włosy miała w nieładzie i makijaż rozmazany przez łzy, które nie chciały zaczekać pod powiekami, aż ich właścicielka wyjdzie z hotelu. Rozpacz, jakiej dała upust, gdy tylko znalazła się na zewnątrz, wręcz nią zachwiała. Wyjąc jak zraniony zwierz, biegła przed siebie i nie zwracała uwagi na nic. Co ona najlepszego zrobiła? Teraz już nic nie będzie takie samo!
Nic nie jest wieczne z wyjątkiem wieczności || Agata Suchocka - Woła mnie ciemność

Nic nie jest wieczne z wyjątkiem wieczności || Agata Suchocka - Woła mnie ciemność


Data wydania: 14.02.2018
Wydawnictwo Initium

Armagnac Jardineux, potomek plantatorskiej rodziny z Luizjany, udaje się w podróż do Europy, by zdobyć wykształcenie i posmakować rozrywek Starego Kontynentu. Tymczasem wojna secesyjna pustoszy Południe, pochłaniając rodzinny majątek i na zawsze oddzielając go od bliskich. Wkrótce zarówno jego krewni, jak i rodzinna fortuna pozostają tylko wspomnieniem. 
Pozostawiony sam sobie w Londynie, Armagnac topi smutki w alkoholu. Jedyne, co potrafi i czym może zarobić na życie, to z wirtuozerią grać na fortepianie. Właśnie dzięki tej umiejętności poznaje młodego skrzypka, Lothara Mintze, oraz jego mecenasa − lorda Huntingtona. Wyniesieni z rynsztoka wprost na salony, muzycy szybko zdobywają uznanie i zaczynają się pławić w uwielbieniu śmietanki towarzyskiej, uzależniając się od luksusów i cielesnych przyjemności. 
Armagnac jednak niezbyt długo cieszy się nowym, pełnym przyjemności życiem – wkrótce odkrywa, że dawna tajemnica związała losy jego babki, Blanche Avoy, z lordem Huntingtonem. Lektura pamiętnika Blanche zasiewa w sercu pianisty ziarno niepokoju. Czy to możliwe, by jego babka wiele lat temu opisywała tego samego mężczyznę, który teraz bawi się jego losem? Czy młodemu muzykowi uda się uwolnić od Huntingtona, gdy pozna jego mroczne tajemnice?
Bohater nawet nie wyobraża sobie, jak wysoka jest cena sławy…



Jeśli miałabym ocenić tę książkę po pierwszych stu stronach, to ten wpis nie byłby zbyt pozytywny. Te pierwsze sto stron czytałam dłużej niż pozostałe 284, kompletnie nie mogłam się wkręcić w historię, momentami byłam wręcz znudzona. Dobrze, że jej nie porzuciłam, bo im dalej w książkę, tym historia stawała się ciekawsza, wciągając mnie do brutalnego londyńskiego świata.

Woła mnie ciemność jest pierwszym tomem serii Daję Ci wieczność. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że ta historia była już wydana w 2015 przez Wydawnictwo Novae Res. Jednak tamta okładka i opis nigdy mnie nie zainteresowały, więc cieszę się, że krakowskie Wydawnictwo Initium wydało tę książkę w takiej ciekawej oprawie.

Fabuła tej książki opiera się na przeżyciach młodego Armagnaca, którego życie w bardzo krótkim czasie zmieniło się diametralnie. Z uprzywilejowanego syna plantatora stał się ubogim młodzieńcem, który nie potrafił oprzeć się pokusie kryjącej się w butelce alkoholu. Na ratunek przybywa mu Lothar, działający z polecenia lorda Huntingtona. Od momentu poznania tej dwójki życie Armagnaca staje się dużo prostsze, a chłopak odkrywa przyziemne przyjemności, początkowo pijany bogactwem i wpływami lorda nie zauważa dziwnych rzeczy dziejących się wokół. Gdy pod wpływem impulsu czyta fragmenty pamiętnika swojej babki i w jego głowie kłębią się pytania. Kim jest lord Huntington i jakie skrywa tajemnice? Cena ich poznania jest śmiertelnie wysoka...

Pomysł na fabułę naprawdę bardzo mi się podoba, choć pozornie ten temat przewija się w wielu książkach, to nigdy nie spotkałam się z taką formą jego przedstawienia. Z całą pewnością nie jest to literatura dla młodzieży czy dorosłych, którzy boją się tematów ludzkiej seksualności. Muszę przyznać, że autorka postąpiła bardzo odważnie, poruszając taką, a nie inną tematykę w swojej książce. Bohaterów nie będę opisywać — o nich trzeba poczytać — napiszę jedynie tyle, że są oni różnorodni i nie ma w niej bohaterów pozytywnych i negatywnych. Podobnie jak w prawdziwym życiu, nic nie jest czarno-białe.

Trudno mi jednoznacznie określić styl autorki, ma on swoje mocne strony — bogate opisy, lekkość dialogów, fajnie opisane przemyślenia głównych bohaterów. Ma jednak także minus — brakowało mi płynności tej powieści, były fragmenty opisane lekko, genialnie wręcz, ale niestety trafiały się takie, jak sam początek — napisane ciężko, brakowało im polotu. Drugą rzeczą, jaka mnie zastanawia, jest to, czy autorka celowo pozwoliła, by czytelnik tak szybko domyślił się jaką tajemnicę skrywa lord Huntington, czy nie potrafiła tego ukryć pod mgiełką tajemniczości. Jednak nawet te rzeczy nie wpłynęły na moją ocenę i odbiór tej powieści.

Woła mnie ciemność to książka, która wymaga od czytelnika dużej tolerancji. Opisana tu historia jest mocna, kontrowersyjna i perwersyjna. Bardzo ciekawy pomysł na fabułę, dobre wykonanie i zakończenie, które pozostawia czytelnika z całym mnóstwem pytań... Do tego ta okładka, która nie jest tym, czym się wydaje... 
Wierzę, że ta książka jest stanowi jedynie preludium do kolejnych tomów i ukrytej w nich historii. Gorąco polecam!



Hanna Greń - Wilcze kobiety || Recenzja patronacka

Hanna Greń - Wilcze kobiety || Recenzja patronacka



Wilki zniknęły tak nagle, jakby rozwiały się w powietrzu, i gdyby nie ślady łap, wyraźnie widoczne na gładkiej powierzchni śniegu, gotowa by uznać ich widok za halucynację.

Komisarz Daniel Laszczak i komisarz Roman Then pracują nad zdekonspirowaniem przestępczej grupy działającej w Bielsku-Białej. Jej szef czeka już w areszcie na rozprawę, jednak dowody, które policjanci zebrali przeciwko niemu, mogą się okazać niewystarczające. Tym bardziej teraz, kiedy jeden z ich głównych świadków został brutalnie zamordowany, a drugi – Una, była kochanka gangstera – zniknął. Co więcej, wszystkie ślady wskazują, że to właśnie Una zamieszana jest w morderstwo – miała motyw oraz okazję do zemsty, kto by z niej nie skorzystał? W dodatku w Wiśle policjanci trafiają na ciało kolejnej ofiary, która przed śmiercią była bestialsko torturowana. Czy zimna, ukrywająca emocje Una naprawdę jest aż tak bezwzględna, aby jeden po drugim pozbywać się tych, którzy jej zagrażają?
Kolejny tom kryminalnego cyklu W Trójkącie Beskidzkim!

źródło




To już kolejne moje spotkanie z twórczością Hani Greń i po raz kolejny zostałam porwana do wykreowanego przez nią świata.

Podobnie jak we wszystkich książkach Hanny Greń tak i tym razem fabuła opiera się na dwóch elementach — prowadzonym śledztwie oraz rozkwitającym uczuciu pomiędzy bohaterami. Wilcze kobiety to moja ulubiona książka z cyklu W Trójkącie Beskidzkim. Dlaczego? Według mnie w tej książce autorka najlepiej połączyła elementy kryminalne z romantycznymi. 

Zacznę od tego kryminalnego — od początku zaciekawiła mnie sprawa brutalnego morderstwa gangstera, a jeszcze bardziej ciekawa byłam, kim jest Una i jaki ma związek z całą sprawą. Hanna Greń bardzo sprawnie i płynnie poprowadziła ten wątek, urozmaiciła go kilkoma zaskakującymi zwrotami akcji, trzymając mnie w napięciu do samego końca. Jeśli chodzi o wątek romantyczny, to tutaj autorka także poradziła sobie całkiem nieźle. Una wpada w sidła pewnego mężczyzny, którego znamy z poprzednich części cyklu W Trójkącie Beskidzkim, albo to on wpadł w jej sidła, nie ważne, najważniejsze jest to, w jaki sposób autorka rozwinęła tę relację. A jest ona bardzo dynamiczna — od początkowej niechęci, poprzez fascynację, zaprzeczenie aż w końcu zaakceptowanie uczucia. Jednak Hanna Greń nie byłaby sobą, gdyby nie namieszała w ich życiu i związku.

Bohaterowie wypadają bardzo realistycznie, mają swoje zalety, ale co ważniejsze — również wady. Każdy z nich jest postacią wyjątkową, wyróżniającą się na tle pozostałych, przez co bardzo łatwo ich zapamiętać i polubić.

Hanna Greń to autorka o bardzo lekkim piórze — jej powieści czyta się niesamowicie szybko i przyjemnie. Wilcze kobiety wciągnęły mnie od pierwszych zdań, a autorka zadbała o równowagę pomiędzy śledztwem i miłością, co jakiś czas wrzucając humorystyczne sceny.

Ciekawie poprowadzone śledztwo, nienarzucający się wątek romantyczny oraz zaskakujące zakończenie — czego potrzeba więcej od książki? Wilcze kobiety to książka, która zaciekawi Was od pierwszej strony i odłożycie ją dopiero po ostatniej kropce. O co chodzi z wilkami? Dowiecie się, czytając książkę do samego końca. Gorąco polecam.




Książkę Wilcze kobiety objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Wydawnictwu Replika.

Finał historii o Wędrowcach || Augusta Docher - Batawe

Finał historii o Wędrowcach || Augusta Docher - Batawe

Data wydania: 18.01.2018
Wydawnictwo BIS

Annie znów grozi niebezpieczeństwo. To z powodu Księgi stała się celem Wędrowców z plemienia Habbatum. Dziewczyna jednak z każdym dniem jest coraz bardziej świadoma swojej mocy i wspierana przez ukochanego Leo przybliża się do odczytania własnego przeznaczenia. Czy obojgu wystarczy sił, by wypełnić swój los? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Alisha i jaki jest jej związek z Brianem? Czy Eperu zdołają powstrzymać plemię Habbatum przed przejęciem władzy nad Wędrowcami, a nawet światem? Skomplikowane losy bohaterów, nieoczekiwane sploty zdarzeń, dramaty i chwile szczęścia – wszystko to sprawia, że lektura ostatniej części „Wędrowców” dostarczy czytelnikom wielu wrażeń.


K. N. Haner - Zakazany układ  || Przedpremierowa recenzja patronacka

K. N. Haner - Zakazany układ || Przedpremierowa recenzja patronacka

Data wydania: 15.02.2018
Wydawnictwo Editio Red


Nicole żyje w toksycznym i destrukcyjnym związku z mężczyzną, który zaopiekował się nią po śmierci jej rodziców. Pewnego dnia, gdy po raz kolejny zostaje przez niego pobita, postanawia popełnić samobójstwo. Ucieka z domu i dociera nad urwisko, żeby skoczyć prosto do oceanu.

W tym samym momencie, w którym dziewczyna zamierza odebrać sobie życie, miejscowi gangsterzy wykonują brutalną egzekucję, której Nicole staje się przypadkowym świadkiem. Zamiast umrzeć, trafia prosto do domu mafiosa — Marcusa Accardo. Mężczyźnie imponuje to, że Nicole nad życie pragnie śmierci. Świat mafii nie jest jednak prosty, a pojawienie się kobiety w samym centrum gangsterskiego piekła nie zwiastuje niczego dobrego.

Początkowa nienawiść i strach między Marcusem a Nicole przeradzają się w fascynację oraz namiętność. Marcus zaczyna współczuć Nicole, gdy się dowiaduje, co ją spotkało. Oboje zgadzają się na układ, który ma na celu wyeliminowanie największego wroga Marcusa — Aleksandra Modano. Brutalne zasady gangsterskiego świata są jednak niewzruszone, dlatego gdy w grę zaczynają wchodzić uczucia, wszystko się komplikuje. Niebezpieczeństwo pojawia się na każdym kroku, a jedna chwila nieuwagi może doprowadzić do tragedii, której ceną jest ludzkie życie.
Mafia. Miłość. Zemsta. Zakazany układ.


Najnowsza powieść K. N. Haner jest inna od poprzednich. Po raz kolejny mamy mafijną tematykę, jednak przedstawioną w zupełnie inny sposób, z nowymi bohaterami ale przede wszystkim z historią, która szokuje i wciąga od pierwszych zdań. 



Jak możecie przeczytać w opisie, pomiędzy Marcusem a Nicole rodzi się uczucie, którego na początku żadne z nich tak naprawdę nie rozumie. K. N. Haner stworzyła różnorodnych bohaterów, każdy z nich wyróżnia się na tle pozostałych. Nicole to wbrew pozorom bardzo silna kobieta, która przeżyła piekło, po to, by wpakować się w jeszcze gorsze bagno. Marcus nigdy nie chciał być częścią tego mafijnego świata, jednak nikt nie dał mu prawa głosu. Jest dobry, w tym, co robi, inteligenty, pewny siebie, ale i uważny a do tego seksowny. Wokół tej dwójki kręci się cała akcja, jednak postaci drugoplanowe są również dobrze rozplanowane i wykreowane. 

Jednak rzeczą, która podoba mi się najbardziej, jest to, że autorka nie sugeruje nam, który z bohaterów jest „tym dobrym” a który „tym złym”. Świat przez nią wykreowany nie jest czarno-biały a czytelnik sam może ocenić bohaterów i ich postępowanie, wybierając swojego ulubieńca. 

Fabuła rozwija się bardzo dynamicznie, niektórych zwrotów akcji nie można było przewidzieć, jednak jeśli znacie twórczość autorki, to wiecie, że nie oszczędza ona swoich bohaterów. Tak było i tym razem — K. N. Haner przeprawiła ich drogą do piekła i z powrotem.

Twórczość K. N. Haner śledzę od początku i mogę powiedzieć, że po tej książce widzę, jak się rozwinęła. Zakazany układ to według mnie, najlepsza wydana dotychczas książka autorki. Pomimo dramatów książkę czyta się bardzo lekko i szybko. Po przeczytaniu zakończenia będziecie chcieli od razu zacząć Piekielną miłość.


Zakazany układ to książka, która porywa nas do brutalnego, mafijnego świata. Relacja Nicole i Marcusa nie jest ładna, jest pełna bólu, nienawiści i strachu, a to nie są fundamenty, na których normalnie buduje się związek. Jednak w świecie Marcusa nic nie jest normalne. Gdy okazuje się, ze Nicole nie jest tym, kim Marcus myślał, że jest, kipi w nim żądza zemsty, przyćmiewa zdrowy rozsądek i kieruje go na drogę wiodącą ku jego upadkowi. 
Mocna. Brutalna. Zaskakująca. 
K. N. Haner po raz kolejny szokuje swoją powieścią a zakończenie to typowy cliffhanger... Gotowi na ostrą jazdę po świecie, w którym nie ma miejsca na miłość, a w jej miejsce pojawia się układ... zakazany układ?



Książkę Zakazany układ objęłam patronatem medialny i za tę możliwość dziękuję K.N. Haner oraz Wydawnictwu Editio Red.
K.N.Haner - Zakazany układ || Fragment powieści

K.N.Haner - Zakazany układ || Fragment powieści




Nicole

Biegnę przez las, by jak najszybciej dotrzeć do urwiska. Nie mogę powstrzymać płynących po moich policzkach łez. To ostatnie łzy. Ostatnie cierpienie i ból. Nikt nigdy więcej mnie nie skrzywdzi. Z tą myślą przyśpieszam kroku, by dotrzeć tam i skoczyć. Skończyć ze sobą. On i tak nie będzie mnie szukał.

Jest ciemno, więc biegnę na oślep. Moje ciało nie czuje już zupełnie nic. Odczuwam jedynie dyskomfort psychiczny, bo do fizycznego przyzwyczaiłam się dawno temu. To wszystko, co on mi robił, zarzekając się, że mnie kocha. Ja go kocham, i właśnie dlatego muszę to zakończyć. Ostatecznie. Inaczej nigdy się od niego nie uwolnię. Moja miłość do niego to przekleństwo. Nie mogę go kochać, ale nie potrafię go znienawidzić. Muszę więc umrzeć, by się uwolnić. 

Dobiegam do polany w środku lasu. Wiem, że stąd jest już niedaleko do urwiska. Gorące i lepkie czerwcowe powietrze uniemożliwia mi wzięcie głębokiego oddechu. Nie chcę oddychać. Nie chcę myśleć i czuć. Chcę zniknąć. Nie boję się już niczego. Zawsze w życiu czegoś się bałam, ale teraz jest inaczej. Odważna też nie jestem, ale w końcu nie będę już wysłuchiwać tego, że ktoś mnie ocenia, w ogóle mnie nie znając. Nikt mnie nie zna. Ja sama żyję zbyt krótko, by dobrze poznać siebie samą. Mam dwadzieścia dwa lata, a moje życie właśnie dobiega końca.

Jestem tu. Staję na krawędzi stromego urwiska i patrzę w dół. Bezkres oceanu zabierze mnie zaraz w swoją otchłań. 

Nikt mnie nie znajdzie. 
Nikt nie wspomni o mnie. 
Nikt mnie nie kocha. 

Przedłużam swoje ostatnie chwile, bo coś w głębi mnie zabrania mi zrobić to, co sobie zaplanowałam. Nie słucham jednak zdrowego rozsądku, bo moje rozerwane na strzępy serce krzyczy: Skacz, Nicole! Skacz!. Robię nieduży krok, a ziemia osuwa się pod moimi stopami. Miliony małych kawałków spadają w dół, a ja patrzę, jak lecą i roztrzaskują się o rozszalałe fale oceanu. Ja też tak chcę. Wpatruję się pustym wzrokiem w miejsce, gdzie najpewniej spadnie moje ciało. Jeśli będę miała szczęście, to zginę na miejscu. Chcę tego, bo nie zniosę więcej bólu i cierpienia. Ciepły wiatr targa moje włosy. Spoglądam na swoje rozedrgane dłonie, które nigdy nie potrafiły mnie przed nim obronić. Dlaczego mi to robił? Kochał, obdarowywał prezentami, zabierał na drogie wycieczki, zarzekał się, że jestem dla niego najważniejsza, a gdy miał gorszy dzień, to stawał się potworem. Bił, zmuszał do seksu, wyzywał, poniżał. Dziś zrobił to po raz kolejny, ale ostatni.

W ostatniej chwili mojego życia myślę o rodzicach. Co by czuli, gdyby żyli? Zawsze zastanawiałam się, co powiedzieliby na mój związek z Paulem. On mnie wychował i dał mi dach nad głową po ich śmierci. Byłam małym dzieckiem, gdy zginęli, i w ogóle ich nie pamiętam. To Paul mnie chronił, wykształcił. Wszystko jednak zmieniło się w dniu moich siedemnastych urodzin. Przyjechał wtedy do mnie i powiedział, że jestem mu winna to, co we mnie zainwestował. Oznajmił, że należę do niego, a ja byłam w nim tak zakochana, że nie miałam świadomości, jakim koszmarem stanie się moje życie. Kochałam go, odkąd zaczęłam dojrzewać. Imponował mi swoim stylem bycia, drogimi autami, domem za miliony dolarów. Gdy pierwszy raz posiadł mnie właśnie tamtego dnia, krzyczałam z bólu, ale uważałam się za największą szczęściarę pod słońcem. Uzależnił mnie od siebie. Manipulował mną i robił, co chciał. Rozkochał w sobie i wykorzystywał moją naiwność. Kłamał. Zdradzał. Przepraszał. Pieprzył na przeprosiny tak, że brakowało mi tchu, a potem znowu robił to wszystko od nowa. I tak przez pięć lat. Od dwóch coś się w nim zmieniło. Stał się brutalny, gwałtowny. Bałam się go. Siedziałam cicho, by go nie drażnić, a i tak nie udawało mi się ochronić przed jego gniewem. Doskonale pamiętam, jak zgwałcił mnie po raz pierwszy. Wrócił w nocy i zobaczył, że czekam na niego. Martwiłam się, bo dopiero zaczynałam podejrzewać, czym dokładnie się zajmuje. Jego ciemne interesy zaczęły wychodzić na światło dzienne, a ja dokładnie chciałam wiedzieć, co robi Paul. Skąd ma te pieniądze? Co to za ludzie, którzy odwiedzali nas w domu? Po co ta ochrona? On nic mi nie mówił, a tamtej nocy zapytałam go o to wprost. Paul wpadł w szał. Był pijany i naćpany, nie panował nad sobą. Wtedy po raz pierwszy mnie uderzył. Ten gest braku szacunku wywołał we mnie wściekłość. Zaczęliśmy się kłócić, a potem jak zwykle wylądowaliśmy w łóżku. Pierwszy raz poczułam wtedy, co to znaczy brutalny seks. Przez jedną sekundę podobało mi się to, co robił. Paul zawsze lubił ostro i mocno, ale nigdy nie był wobec mnie brutalny, bo ulegałam mu za każdym razem. Wtedy nie zważał na moje słowa i krzyki. Strach wzbierał we mnie, a on zaczął mnie szarpać. Jego dotyk stał się obcy, a ciało buchało chęcią posiadania mnie za wszelką cenę. Znowu mnie uderzył, a potem wziął mnie siłą. Pamiętam, że byłam tak zszokowana, że nawet nie płakałam. Sądziłam, że to koszmarny sen. Rano jednak obudziłam się w zmiętej, zakrwawionej pościeli, cała obolała, z siniakami na twarzy i w sekundę podjęłam decyzję, że od niego odchodzę. Nie pozwolił mi na to. Znowu mnie pobił, a następne trzy tygodnie spędziłam w szpitalu. On przychodził. Przepraszał. Opiekował się mną, a gdy wróciłam do domu, koszmar zaczął się od nowa. Codziennie wybaczałam mu, by znowu go znienawidzić. Codziennie umierałam z miłości do niego. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak go kocham. To chore, nienormalne i destrukcyjne. Dziś czara goryczy się przelała. Podjęłam decyzję, a śmierć to jedyne rozwiązanie, by się od tego wszystkiego uwolnić. 

Zamykam oczy i chcę to skończyć. To ta chwila. Rozkładam szeroko ręce, gdy nagle słyszę odgłos nadjeżdżającego samochodu. Łuna światła przebija przez moje powieki, więc otwieram oczy i odwracam głowę. To dzieje się tak szybko. Kilku mężczyzn wysiada z auta. Słyszę, jak rozmawiają, ale nie widzę dokładnie, ilu ich jest. Ton ich głosów jest podniesiony, nerwowy wręcz, a ja ze strachu nawet się nie ruszam. Mimo że sekundę wcześniej powinnam roztrzaskać się o zmierzwione fale, znowu czegoś się boję. To irracjonalne, ale tak właśnie jest. Tkwię w bezruchu i patrzę w tamtą stronę. Oni mnie nie widzą. Nagle jedyne, co zwraca moją uwagę, to sylwetki dwóch mężczyzn. Stoją dokładnie w świetle samochodowych reflektorów. Jeden z nich klęka ze spuszczoną głową. Moje ciało wypełnia przerażenie. Widzę broń. To chyba rewolwer. W chwili, gdy ten drugi naciska spust, z moich ust wydobywa się bezwiedny krzyk. Miesza się on z echem wystrzału. Ciało pada na ziemię, a ja w tej samej chwili rzucam się do ucieczki. To trwa sekundę. Słyszę za sobą jedynie krzyk:

— Ktoś tam jest! — męski głos.

— Złapcie go! — to rozkaz drugiego mężczyzny. W pogoń za mną rusza kilku z nich. Nie wiem ilu dokładnie. Biegnę na oślep i wpadam do lasu. Łudzę się, że tutaj mam większe szanse, że schowam się między drzewami. Nie mam jednak tyle szczęścia. Gdy czuję, jak dogania mnie jeden z nich, krzyczę na całe gardło. Nie wiem co. Po prostu krzyczę. Jego dłonie łapią mnie, a moje serce praktycznie przestaje bić. Dopada mnie drugi i trzeci facet. Szarpię się, ale nie mogę mierzyć się z dwa razy większymi od siebie mężczyznami.

— To jakieś dziecko! — stwierdza jeden z nich i odgarnia mi włosy z twarzy. Jestem zapłakana, bez makijażu i faktycznie jak na swój wiek wyglądam młodo, ale żeby od razu stwierdzać, że jestem dzieckiem? Mój niewyparzony język momentalnie doskonale wie, co ma odpowiedzieć.

— A ty jesteś pedofilem, że gonisz dzieci?! — warczę i spoglądam na niego. Facet nie jest stary. Może w wieku Paula? Nie zdążam jednak przeanalizować sytuacji, bo tych trzech wywleka mnie z lasu i rzuca na ziemię, pod nogi tego czwartego mężczyzny. Z przerażeniem spoglądam w stronę miejsca, gdzie chwilę wcześniej leżało ciało. Już go tam nie ma, a dwóch kolejnych mężczyzn wraca powolnym krokiem znad urwiska. Dysząc ciężko, podnoszę wzrok na tego, który stoi przede mną. Słyszę dźwięk przekręcanego magazynku w rewolwerze. Dostrzegam jego twarz, a sekundę później widzę wycelowaną w siebie lufę. Zamykam oczy i krzywię się. Nie wiem, o czym myślę. Czuję zimną stal na swoim czole, ale nie jestem w stanie się ruszyć. 

— Strzelaj, Marcus, nie mamy czasu! — to głos jednego z tych trzech, którzy mnie gonili. W myślach powtarzam: Strzelaj, Marcus. Strzelaj! Chcę, by to zrobił. Chcę, by mnie zabił. Po to właśnie tu przyszłam. Niczego już się nie boję. Rozchylam usta, by nabrać ostatniego w swoim życiu oddechu.

— Strzelaj… — wyduszam z siebie. Przerażenie, strach, ból, żal, nienawiść opuszczają moje ciało. — Zabij mnie, proszę — dodaję błagalnie i otwieram oczy. Chcę poznać twarz człowieka, który tym bezlitosnym gestem uwalnia mnie od mojego popierdolonego życia. Dla mnie jest wybawcą, nie mordercą, ale mężczyzna nagle opuszcza broń. Nasze spojrzenia spotykają się na jedną sekundę. Dla mnie to cała wieczność. Wpatruję się w jego oczy. Nic poza nimi nie widzę. Bezgłośnie powtarzam, by strzelił, ale on robi krok w tył.

— Bierzemy ją ze sobą. Gaz, zrób z nią porządek — mówi, a moment później jedno uderzenie w głowę pozbawia mnie przytomności. W myślach krzyczę: Nie! Nie! Chcę umrzeć! Ale nikt mnie przecież nie słyszy. Opadam bezwładnie na ziemię i pragnę, by ta pustka trwała już zawsze. Niestety to tylko chwilowe, a kilka godzin później budzę się w jakimś ciemnym pomieszczeniu i czuję jedynie kurewsko pulsujący ból głowy. 


Marcus

Już czwartą godzinę słyszę jej krzyki i płacz. Nie mam, kurwa, cierpliwości do takich rozdartych suk, więc daję jej ostatnie piętnaście minut i sam się tam pofatyguję. Jestem wściekły na samego siebie, że ją tu zabraliśmy. Co mi przyszło do tego pierdolonego łba? Brać świadka do domu. Powinienem strzelić jej w łeb i byłoby po sprawie. Teraz ja mam problem, a moja cierpliwość właśnie się kończy. Kolejny trup tego dnia to byłoby jednak za wiele. W dodatku jestem pewien, że ta dziewczyna była tam zupełnie przypadkiem. Skała samobójców. Zapewne po to się tam udała, a my przeszkodziliśmy jej w odebraniu sobie życia. Gdy zaczęła mnie prosić, bym ją zastrzelił, aż mnie zamurowało. Nawet najwięksi skurwiele nigdy o to nie proszą. Milczą albo zamieniają się w tchórzliwe cipki i błagają o litość. Ja nie znam litości. Nie nazywałbym się Marcus Accardo, gdybym ją znał. Nikomu nie muszę udowadniać, kim jestem, chociaż chwilami sam nie wiem, dokąd zmierzam. Odnoszę wrażenie, że zatraciłem swoje człowieczeństwo w chwili, gdy pierwszy raz zabiłem człowieka. Miałem wtedy szesnaście lat, a rewolwer w dłoń włożył mi mój ojciec — Christopher Accardo. 

Ojciec był dla nas dobry. Kochał moją matkę ponad wszystko. Chronił rodzinę, ale w odpowiednim momencie musiał wprowadzić mnie w to wszystko. Bądź co bądź, nazwisko zobowiązywało go do tego. Matka była temu przeciwna, ale nie miała prawa głosu. Nawet na łożu śmierci śmiała się, że żałuje, że nie jestem dziewczynką, bo wtedy nie musiałbym robić tego wszystkiego. Wiedziała, że zostanę gangsterem, i to najbardziej ją bolało. Mnie bolał jej smutek i żal, ale nigdy go nie okazywała. Widziałem to w jej oczach, mimo że byłem wtedy nastolatkiem. Zmarła w domu, wśród nas. Nie cierpiała i wiem, że odeszła w spokoju. Obiecałem jej, że nigdy nie skrzywdzę żadnej kobiety. Nie dotrzymałem jednak słowa. Prawo mafii nijak ma się do obietnic składanych chorej na raka matce. 

Kurwa! Znowu słyszę krzyk tej dziewczyny. Mimo dzielących nas pięter, rozdzierający wrzask dociera do mych uszu. Nie mogę jeść ani pić. Wstaję gwałtownie i ruszam prosto do drzwi, a za nimi jak zwykle stoi Gaz — mój najbliższy ochroniarz. 

— Co z nią, kurwa? Uciszcie ją, bo sam to zrobię! — wychodzę i patrzę na niego. Kto go ubrał w ten pedalski garnitur? Ja pierdolę, moi ludzie to czasami umysłowe niedorozwoje. Czasy, gdy gangsterzy wyglądali jak gangsterzy, już dawno się skończyły. Nie będę codziennie popierdalał w drogim garniturze. Zwłaszcza na egzekucje. Krew ciężko się spiera nawet z drogich materiałów. 

— Waleczna suka. Nie dała się dotknąć i musieliśmy przykuć ją kajdankami do łóżka. Młoda dupa i chyba nie jest groźna, ale widziała, co widziała, więc… — Gaz wzrusza ramionami. Czy on właśnie zanegował moją decyzję o tym, że zabraliśmy ją ze sobą, zamiast zabić? Mierzę go spojrzeniem, a on wie, że popełnił błąd. Pierwszy i jedyny raz puszczam to mimo uszu. Następnym razem jego niesubordynacja skończy w lesie. Trzy metry pod ziemią. 

— Więc zatkaj jej mordę kneblem, ale ucisz ją, bo mi, kurwa, łeb pęka! — wrzeszczę na niego. Zawsze po egzekucji moją głowę rozpierdala taki ból, że nie mogę wytrzymać. Nie biorę prochów, bo nie mogę. Uzależnienie od czegokolwiek to zguba dla takich ludzi jak ja. Mam kontrolę nad własnym ciałem, umysłem i życiem. Muszę mieć, bo inaczej już dawno skończyłbym w piachu.

— Kazałeś jej nie tykać. — Patrzę na Gaza z niedowierzaniem. Czy on ma dziś, kurwa, dzień niedorozwoju? Co w niego wstąpiło? Może faktycznie pierwszy raz zrzucał ciało z urwiska do oceanu, ale niech nie odpierdala takiej szopki. Jeśli ma wyrzuty sumienia, to niech idzie zwalić sobie gruchę, i od razu mu przejdzie. Kurwa! Gdzie te czasy, że na każdym można było polegać? Mój ojciec nie miał takich nieudolnych współpracowników. 

— Zejdź mi z oczu! — Trzaskam drzwiami i siadam na skraju łóżka. Ona dalej drze mordę, a ja chowam twarz w dłoniach i się krzywię. Następnie zaciskam pięści, by opanować chęć zejścia tam i uciszenia jej kulką w łeb. Może jutro to zrobię, albo pojutrze. Dziś nie mam do tego głowy. Potrzebuję whisky i porządnego pierdolenia — Gaz! — wołam go po chwili.

— Tak, Marcus? — Wie, że nie może wejść, bo drzwi są zamknięte. Każdy z moich ludzi wie, że jeśli drzwi są zamknięte, a ja nie pozwoliłem wejść, to nie mają prawa tego zrobić.

— Zadzwoń po towar, muszę dziś poruchać — odpowiadam. 

— Jedną? 

Kurwa! Upewniam się, że Gaz ma dziś zdecydowanie dzień niedorozwoju. 

— Kiedy wystarczyła mi jedna dupa, idioto? — wywracam oczami i nie wiem czemu zaczynam się śmiać. Jedna. Jedną pannę to ja obracam jak mam grypę i zapalenie płuc w jednym. Dziś to tylko chwilowa niedyspozycja, a ja mam ochotę się zabawić. Potrzebuję się oderwać od rzeczywistości, ale po co sam siebie okłamuję? Żadna, nawet najlepsza cipka nie jest w stanie zapewnić mi stuprocentowej satysfakcji. Mam dość pieprzenia naszych panienek, a nie mam w zwyczaju brać z ulicy niewinnych kobiet. Pieprzyłem żony, córki i kobiety naszych wrogów, swoich kumpli, współpracowników. Nigdy nie byłem zakochany, ale ja nie jestem zdolny do miłości. Miłość to słabość, a ja nie mogę sobie na nią pozwolić. 

— Dobra, załatwię kilka — odpowiada Gaz i słyszę, jak odchodzi spod drzwi. Muszę wziąć prysznic, zanim którakolwiek mnie dotknie. Co jak co, ale żadna nie lubi, gdy wpycha jej się śmierdzącego chuja w usta. Mój kutas nie reaguje entuzjastycznie na te wszystkie panny z agencji albo nasze dziewczyny, ale wyboru nie mam. Nie jestem desperatem, by szukać chętnej w klubie czy innej speluńskiej dyskotece. Nie mam na to czasu. Jutro z samego rana muszę dopilnować transportu kokainy, a potem spotkać się z facetem, który zwleka mi z oddaniem jakiejś niewielkiej kwoty pieniędzy od ponad trzech dni. Chyba powieli on los tego nieszczęsnego maklera, którego sprzątnąłem kilka godzin temu. Pożyczają. Nie oddają na czas. Tak się nie robi. Czy oni nie znają zasad? Gówno mnie to tak naprawdę interesuje. Ja je znam i będę ich przestrzegał do końca swojego życia. 

Biorę prysznic, a po chwili do mojej sypialni przychodzą trzy dziwki. Jedna z nich jest nowa, więc od niej zaczynam. Nowa twarz, nowa cipka, nowe cycki. Nie jest źle i całkiem nieźle ciągnie. Po pierwszym spuście nie mam już jednak ochoty na dalsze zabawy. Wypierdalam je z sypialni i znowu idę pod prysznic. Myję kutasa i, mimo wczesnej pory, kładę się do łóżka. Prawię zasypiam, gdy naglę znowu słyszę krzyk tej dziewczyny. Tym razem jednak to nie są bezsensowne słowa i bluźnierstwa. Któryś z moich ludzi zapewne się do niej dobiera. Kurwa! Ile razy mam powtarzać, że te pierdolone palanty nie mają prawa tykać moich gości? Kompletnie wkurwiony zrywam się z łóżka i wiem, że zaraz znowu kogoś zapierdolę. Wyjmuję spod materaca spluwę i wybiegam na korytarz, a potem schodami na dół. Gaza nie ma, pewnie je kolację. Moje piętro i piwnicę dzielą aż dwie kondygnacje. Chwilę później jestem już na miejscu. Stoję przed drzwiami jej pokoju i jestem zaskoczony, bo są zamknięte. Przez chwilę waham się, czy wejść, ale jej krzyk jest rozdzierający. Jakby ktoś obdzierał ją ze skóry albo palił żywcem na stosie. Który z tych skurwieli wszedł tam i zamknął się, by ją wypieprzyć? Co za pojeby. Co im po tej niewinnej dziewczynie? Mieli dziś dziwek do koloru, do wyboru i zachciało im się świeżego towaru? Ten, który tam jest, już nie żyje. Przekręcam zamek i otwieram drzwi. Panują tu wręcz egipskie ciemności, a jej krzyk uderza we mnie ze zdwojoną siłą. Szukam po omacku włącznika na ścianie, a gdy całe pomieszczenie wypełnia jasność, mija chwila, zanim się przyzwyczajam. Przeżywam kolejny szok, gdy dostrzegam, że dziewczyna jest sama. Nie ma tu z nią żadnego z moich ludzi. Krzyczy i rzuca się na łóżku, jest uwięziona w koszmarze sennym. Jestem zaszokowany widokiem. Jest cała mokra, a jej otarte od kajdanek nadgarstki krwawią intensywnie. Nie szokuje mnie widok krwi, ale stanu, w jakim jest ta dziewczyna. Nie przebywa tu nawet doby, a już ma koszmary? Przecież niczego jej nie zrobiliśmy. 

— Zostaw mnie. Zostaw mnie! — docierają do mnie wyraźnie jej słowa. Dziewczyna zaciska kurczowo powieki i znowu się szarpie. Nie mam pewności, ale chyba właśnie wybiła sobie prawy nadgarstek, a mimo to nadal tkwi w sennym koszmarze. Jej policzki płoną, a ja dostrzegam obok łóżka plamę wymiocin. Powinienem coś zrobić, ale nie potrafię. Nie mogę jej dotknąć. To nie jest moja kobieta ani żadna z tych, które wolno nam pieprzyć i z nimi rozmawiać. Mógłbym zrobić wyjątek, bo przecież jestem tu z nią sam, ale nie mogę. Chcę wyjść, ale znowu docierają do mnie jej krzyki. — Zabij mnie. Zabij mnie, Paul! — odwracam się, a ona nagle siada na łóżku. Jest zdezorientowana, oczy ma otwarte, ale wzrok pusty. Oddycha tak ciężko, że ledwo łapie oddech. Mam wrażenie, że jeszcze nie jest na jawie, ale to już nie sen. Powoli zamykam drzwi i odkładam rewolwer na drewniany stolik, na którym leży taca nietkniętego przez nią jedzenia. Spoglądam na dziewczynę, a jej drobne ciało opada z powrotem na łóżko. Jest skrajnie wykończona. Kurwa! Już drugi raz dzisiaj łamię zasady, ale muszę chociaż rozkuć jej ręce. Niech coś zje, napije się i normalnie zaśnie. Podchodzę, a wtedy ona patrzy na mnie. Jej wzrok jest obecny i przeszywa mnie na wskroś.

— Dlaczego tego nie zrobiłeś? — Dyszy ciężko, wpatrując się we mnie. Krzywię się, bo ona chyba bredzi.

— Czego? — Zwalniam blokadę i uwalniam jej dłonie z metalu kajdanek. Dziewczyna rozciera nadgarstki i zamyka oczy w grymasie bólu. Tak jak myślałem, wybiła sobie prawy nadgarstek. Nie wydaje z siebie jednak żadnego odgłosu cierpienia. Jej klatka unosi się tak szybko, że mam wrażenie, że serce zaraz rozerwie jej pierś. Przyglądam się jej. Ile ona może mieć lat? Dwadzieścia? Cholera ją wie. W tych czasach trudno poznać. Równie dobrze może jeszcze nie osiągnęła pełnoletności. Wygląda na ofiarę przemocy domowej. Doskonale znam ten widok. Wiem, jak wyglądają siniaki po biciu czy podduszaniu. Ona ma ślady na całym ciele. Nie nabiła ich sobie przecież w tym momencie. Jej życie sprzed kilku godzin najwidoczniej było takim samym pierdolonym koszmarem, jaki przeżywa tutaj. Przechodzi mi przez myśl, że tutaj nawet będzie jej lepiej. Wbrew sobie postanawiam, że oszczędzę ją. Jeśli nie będzie się ciskała i pyskowała, to może nawet mi się do czegoś przyda. 

— Nie strzeliłeś, nie zabiłeś mnie — wydusza z trudem. 

— Za bardzo chcesz umrzeć, żebym ci na to pozwolił — odpowiadam i chcę ująć jej brodę, ale ona cofa się i kuli pod ścianą na łóżku. — Nie zrobię ci krzywdy, jeśli na to nie zasłużysz — dodaję zaskakująco spokojnie.

— Chcę zasłużyć. Zabij mnie… — Głos jej drży. Spoglądam na jej dłonie, które również drgają wbrew jej woli. Jest przerażona, roztrzęsiona i kompletnie pozbawiona chęci do życia. 

— Nie ty o tym decydujesz. — Odsuwam się, by zwiększyć dystans między nami. Jej wielkie brązowe oczy bardzo przypominają mi moje. Są wręcz identyczne, ale w jej oczach dostrzec można emocje. Ona się mnie nie boi. To przerażenie jest wynikiem koszmaru, który śnił jej się chwilę wcześniej.

— Więc ty zdecyduj i mnie zabij. Nie chcę tu być. — Jej głos się uspokaja. Ton popada w obojętność, a oddech się wyrównuje.

— Dlaczego aż tak ci zależy na śmierci? — pytam, marszcząc brew. Po co ja w ogóle z nią gadam? Nigdy nie miałem okazji rozmawiać z niedoszłym samobójcą. To ciekawe, a z drugiej strony w ogóle nie powinienem tego robić. Dziewczyna znowu na mnie spogląda, nadal pociera zakrwawione nadgarstki i krzywi się lekko.

— Zależy mi na niej bardziej niż na moim marnym życiu. Możesz to dla mnie zrobić? — pyta całkiem poważnie, a jej wzrok ucieka w stronę rewolweru, który leży na stoliku obok tacy z jedzeniem. 

— Nie robię nic za darmo, a ciebie nie stać, by mi zapłacić. — Odwracam się i chcę wyjść.

— Zabiłeś dziś człowieka. Jakie to uczucie? — pyta nagle. Zatrzymuję się i zastygam. Jest odważna, ale ta odwaga nie pochodzi z woli życia. Ona chce mnie sprowokować i je zakończyć. Nie uda ci się to, skarbie. Nie licz na to. 

— Jakie to uczucie chcieć się zabić? — odpowiadam i znowu na nią patrzę. Jej wielkie oczy wpatrują się we mnie beznamiętnie. Mam sekundę, by znowu jej się przyjrzeć. Pod mokrą, brudną koszulką odznaczają się niewielkie piersi, których nie zakryła stanikiem. Przez biały materiał widać sutki, które sterczą, bo w piwnicy jest dość chłodno. Idealne cycki — to moja pierwsza myśl, ale szybko wybijam ją sobie z głowy. 

— Uwalniające i oczyszczające. — Jestem zaskoczony odpowiedzią. 

— Dlaczego? — pytam. Niechętnie przyznaję sam przed sobą, że jestem zaintrygowany.

— Gdy w dzień i w nocy przeżywasz koszmar, to nie ma innego wyjścia. Ile cierpienia może znieść ludzkie ciało?

— Uwierz mi, że wiele — śmieję się gorzko, bo praktykuję różne okrutne metody tortur i doskonale znam wytrzymałość ludzkiego ciała. Znam to jak nikt inny.

— A ludzka dusza? Ona też nie jest nieśmiertelna. — Spuszcza wzrok, wbijając go w swoje pokaleczone dłonie. Dopiero teraz dostrzegam ślady po nacięciach i przypalaniu. Co za skurwiel jej to zrobił? Jest przecież taka młoda. Brązowe, potargane włosy sięgają jej prawie do połowy pleców, a sylwetka jest drobna, ale bardzo kobieca. Znowu patrzę na jej cycki i, nie wiedzieć czemu, mój kutas reaguje na nie z entuzjazmem. Co, kurwa? Kompletnie tego nie rozumiem. Nerwowo pocieram twarz dłonią i potrząsam głową, by opanować te pojebane myśli. 

— Źle trafiłaś z tą duszą, bo rozmawiasz z człowiekiem, który jej nie posiada — odpowiadam i postanawiam wyjść. Natychmiast. Już jestem przy drzwiach, gdy ona nagle dodaje:

— Zabierasz dusze wszystkich, których ranisz. Obdzierasz ich z uczuć, emocji i wszystkich wartości, a to wszystko siedzi teraz w tobie. Masz odwagę zabić niewinnego człowieka, a nie masz odwagi zabić dziewczyny, która cię o to prosi? Nie masz jaj, żałosny gangsterze. — Doskonale wiem, co powinienem zrobić w tej sytuacji. Powinienem chwycić rewolwer i zastrzelić ją właśnie w tym momencie. Brak szacunku to wystarczający argument, bym się zdenerwował. Świadomość, że ona właśnie tego chce, wszystko jednak zmienia. Uśmiecham się zimno i patrzę na nią.

— Im bardziej będziesz tego pragnęła, tym bardziej ci to utrudnię. Śpij dobrze, mała samobójczyni. — Po tych słowach wychodzę natychmiast, sekundę wcześniej zgarniając ze stolika mój rewolwer. Muszę ochłonąć, bo ta rozmowa kosztowała mnie więcej, niż się tego spodziewałem.



Książkę kupicie tutaj:



Prawdziwa miłość jest na zawsze. || Justyna Bednarek&Jagna Kaczanowska - Ogród Zuzanny

Prawdziwa miłość jest na zawsze. || Justyna Bednarek&Jagna Kaczanowska - Ogród Zuzanny

Data wydania: 31.01.2018
Wydawnictwo WAB

Urzekająca opowieść o uczuciach przekazywanych za pomocą sekretnego języka kwiatów Zuzanna i Adam poznali i pokochali się na studiach, jednak nie dane było im być razem. Adam wyjechał na studia za granicę, po jakimś czasie ożenił się i przejął zarząd nad majątkiem teściów. Zuzanna zaś rzuciła studia, krótko była mężatką, a od lat samotnie wychowuje dziecko. Jednak los jest przewrotny i – po trzynastu latach – spotykają się na nowo. Adam zamawia projekt ogrodu, którym zajmować się ma właśnie Zuzanna. Kobieta postanawia przekazać mu wiadomość ukrytą w roślinach. W końcu nie od dziś fascynuje ją wiktoriański język kwiatów, często „pisze“ w ten sposób wiadomości do swoich bliskich. Czy Adam zdoła zrozumieć ukryte przesłanie? 

Ann Brashares - Wszystko razem

Ann Brashares - Wszystko razem

Data wydania: 8.11.2018
Wydawnictwo YA!


Sasha i Ray spędzają każde lato w starym domu na Long Island. Od dziecka wiele ich łączyło. Czytali te same książki, wędrowali tymi samymi piaszczystymi ścieżkami, jedli brzoskwinie z tego samego straganu, śmieli się przy tym samym stole w jadalni. Spali nawet w tym samym łóżku.


Sasha i Ray nigdy się nie poznali.



Tata Sashy był kiedyś mężem mamy Raya, wspólnie mieli trzy córki: perfekcjonistkę Emmę, piękną Mattie oraz ulubienicę Quinn. Małżeństwo jednak rozpadło się na dwie rodziny, z których każda pragnie zatrzymać stary dom dla siebie. Bez względu na to jak słodko-gorzkie wspomnienia się z nim wiążą.


Tego lata jednak losy Sashy, Raya i ich rodzeństwa splotą się w sposób, którego nie przewidziało żadne z nich...


Debiut Wydawnictwa Zaklęty Papier || Agnieszka Bednarska - Dwa Oblicza || Recenzja

Debiut Wydawnictwa Zaklęty Papier || Agnieszka Bednarska - Dwa Oblicza || Recenzja

Data wydania: 20.11.2017
Wydawnictwo Zaklęty Papier

Kiedy pod koniec życia nadchodzi czas podsumowań, nie każdy jest gotów zaakceptować ich wynik. Malwina nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Chciałaby dostać kolejną szansę, ale wie, że dla niej na zmiany jest już za późno. Świat jednak pełen jest innych kobiet. Potrzebujących, zagubionych, na życiowym zakręcie, których życie wciąż można jeszcze naprawić! A Malwina nie spocznie, póki nie uczyni ich szczęśliwymi, chroniąc przed błędami, jakie sama popełniła.

Jak daleko można się posunąć w budowaniu czyjegoś życia? I co kryje się za potrzebą uszczęśliwienia innych? Czy jeśli nie można zaufać nikomu innemu, powinno się ufać miłej, starszej pani?

Mury zrujnowanego szpitala na wzgórzu skrywają tajemnice ze świata żywych i tych, co już odeszli. Każdy, kto przestąpi jego próg, będzie musiał zapłacić cenę, na jaką najczęściej nie jest gotowy.

Aurora Rose Reynolds - Until Trevor || Recenzja patronacka

Aurora Rose Reynolds - Until Trevor || Recenzja patronacka

Data wydania: 23.01.2018
Wydawnictwo Editio Red


Uroczo nieśmiała i niezwykle piękna Liz Hayesnie nie miała jakoś szczęścia do mężczyzn. Jej ojciec, mimo że najwspanialszy na świecie, zmarł wiele lat temu. Ten jedyny, w którym się bez pamięci zakochała, po prostu ją rzucił, gdyż... nie pasowała do jego starannie zaplanowanej przyszłości. Trudno jej było podnieść się po takim ciosie, jednak w końcu się pozbierała i ruszyła przez życie z nową energią. Właśnie wtedy odwiedził ją brat, Tim. Wkrótce zniknął, a wraz z nim całe jej oszczędności oraz pieniądze, które miała w swoim sklepie. Liz, aby utrzymać interes i spłacić kredyt, musiała podjąć dodatkową pracę. I wtedy niespodziewanie powrócił Trevor.

Przystojny, brązowooki, o ustach stworzonych do pocałunków. Władczy, pewny siebie, żądający. Przekonany, że Liz należy do niego i tylko do niego. Tym razem jednak musiał o nią zawalczyć, sprawić, by ponownie zechciała z nim być. Trevor nie szczędził wysiłków, aby zbudować głęboki, mocny związek z urzekająco piękną, mądrą i dobrą Liz. Wszystko zmierzała do bajkowego happy endu, jednak błędy Tima, nałogowego hazardzisty, nie pozwalały dziewczynie cieszyć się ponownie odnalezioną miłością. Tim popadł w tarapaty, a Liz zaczęło grozić niebezpieczeństwo...

Miła odmiana po Ladies Man... || Katy Evans - Womanizer

Miła odmiana po Ladies Man... || Katy Evans - Womanizer


Młoda i ambitna Olivia Roth jest absolwentką prestiżowej uczelni i marzy o wielkiej karierze. Kiedy brat załatwia jej staż w firmie swojego najlepszego przyjaciela, dziewczyna jest zachwycona. Jednak gdy poznaje swojego nowego szefa, wszystko zaczyna się komplikować.

Callan Carmichael jest zabójczo przystojnym mężczyzną, który nie ma czasu na związki. Dla niego liczą się tylko firma i przygody na jedną noc. Śliczna stażystka od razu wpada mu w oko. Wie, że Olivia jest siostrą jego najlepszego kumpla, ale nie może się powstrzymać, aby jej nie poderwać.

Choć wiedzą, że powinni zachować dystans, dzikie instynkty wygrywają i zawierają układ, o którym nikt nie może się dowiedzieć. Gdy zaczyna im bardziej na sobie zależeć, brudny sekret okazuje się być coraz trudniejszy do utrzymania w tajemnicy przed pozostałymi pracownikami firmy, a w szczególności bratem Olivii.


Kiedy anioł stróż się uprze, to nic nie pomoże... || Hanna Urbankowska - Noworoczne anioły

Kiedy anioł stróż się uprze, to nic nie pomoże... || Hanna Urbankowska - Noworoczne anioły

Data wydania: 15.01.2018
Wydawnictwo Replika


Trzy przyjaciółki wspólnie świętują nadejście Nowego Roku. Każda z nich ma rewelacyjny plan na nadchodzące miesiące. Zuzanna ukończyła studia i całkowicie pochłaniają ją przygotowania do ślubu; Anna czuje się kobietą sukcesu i szuka nowej pracy; energiczna Matylda marzy o karierze powieściopisarki. Dziewczyny nie zdają sobie sprawy z towarzystwa niewidzialnych opiekunów, którzy obserwując poczynania dziewczyn z szerszej perspektywy, przysięgają sobie, że zrobią wszystko, by w tym roku młode kobiety nie zrealizowały noworocznych postanowień.
Powieść utrzymana jest w lekkim, zabawnym stylu, z myślą o tym, by dobrze czytało się ją w pociągu, na plaży lub pod kocem w zimowy wieczór.

Czy to możliwe, że każdy z nas ma anioła stróża? Nie wiem... Wiem jednak, że książka Hanny Urbankowskiej jest bardzo lekką, dowcipną i ciepłą powieścią o aniołach i ich podopiecznych.

Kiedy nie pozostaje nic prócz smutku, pustki i listów. || Brigid Kemmerer - Listy do utraconej

Kiedy nie pozostaje nic prócz smutku, pustki i listów. || Brigid Kemmerer - Listy do utraconej


Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy“. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declan rodzi się miedzy nimi nić porozumienia.

Kiedy nie pozostaje nic prócz smutku, pustki i listów...

Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger