Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daria Skiba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daria Skiba. Pokaż wszystkie posty
ZASKOCZ MNIE BEZ TAJEMNIC - KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI

ZASKOCZ MNIE BEZ TAJEMNIC - KULISY POWSTANIA KSIĄŻKI

No dobra, moje Panie! Jak to się wszystko zaczęło? Skąd pomysł na napisanie książki w duecie?

MF: To chyba się tak przeplatało w naszych rozmowach, aż stało się faktem i mamy wspólną okładkę.
DS: Dokładnie. Sama nie pamiętam, która pierwsza powiedziała: „kiedyś napiszemy coś wspólnie”. Najważniejsze, że jest!

Co było waszą inspiracją do napisania tej książki?

MF: No, jak to co? Parkour. To od niego zaczął się pomysł i on stał się głównym motywem.
DS: I tutaj muszę zgodzić się z Gosią, to właśnie parkour był myślą przewodnią, a cała reszta szybko nabrała odpowiedniej formy.

Dlaczego parkour? I dlaczego w waszej książce to kobieta jest tą silniejszą postacią?

MF: Dla mnie parkour był odkryciem. Serio, nie wiedziałam wcześniej nic o tej dyscyplinie, a gdy już ją poznałam, zaczęłam sprawdzać i rzuciłam Skibie podczas rozmowy, że napiszę o tym książkę. Wtedy dowiedziałam się, że ona też o tym myślała, więc nagle stało się jasne, że czas napisać coś razem. Co do silnej postaci kobiecej... Daria tłumacz się :)
DS: No ładnie, wszystko na mnie ;) Zacznę od początku — ja, w przeciwieństwie do Gosi znacznie wcześniej obserwowałam środowisko tego ekstremalnego sportu. Mój przyjaciel bardzo długo trenował parkour i od kiedy pamiętam, fascynowało mnie to, ale i sprawiało pewnego rodzaju wewnętrzny niepokój. On podobno się nie bał, ja o niego już tak. A dlaczego tym razem padło na silną postać kobiecą? Sama nie wiem. Gosia, czy w ogóle był taki plan? Tak wyszło i ja przejęłam jej postać we władanie. W końcu nie tylko mężczyźni mogą być silni, znacznie częściej to właśnie my kobiety takie jesteśmy, więc dlaczego nie pokazać tego również dosłownie?

Teraz zupełnie szczerze — czy trudno było napisać książkę w duecie? Jak długo wam to zajęło — od pierwszej litery do ostatniej kropki?

MF: Mam wrażenie, że łatwiej niż samodzielnie, bo mogłam „znęcać się” nad kimś innym niż tylko nad sobą. Dyscyplina w pisaniu była dla Darii nowością, ale ja musiałam mieć coś na czas i tyle. Żeby nie było, Skibka szybko weszła w ten rytm i chyba jej się to podobało.
DS: Może też nie tyle nowością sama dyscyplina, ile akurat ta forma. Pierwszą swoją powieść również napisałam szybko i przede wszystkim pisałam sumiennie codziennie. Dla mnie pisanie książki w duecie z Gosią było przeżyciem niesamowitym. Świetnie się przy tym bawiłam, sporo nauczyłam, ale poszło nam zdecydowanie za szybko ;) Od pierwszej litery do ostatniej kropki — niecałe trzy tygodnie.

Czy inspirowałyście się prawdziwymi osobami? Czy to czysta, literacka fikcja?

MF: Z mojej strony to czysta fikcja. Dopiero teraz widzę ludzi, którzy uprawiają parkour. Wcześniej ich nie zauważałam.
DS: Z mojej strony również jest to czysta fikcja, jednak starałam się patrzeć oczami osób, które trenowały. Chciałam, choć spróbować poczuć emocje, jakie czują oni podczas skoku. W momencie, w którym stoją na szczycie i patrzą w dół. Jednak historia i postacie, to fikcja.

Co towarzyszyło wam podczas pisania?

MF: Dużo śmiechu i nuta rywalizacji :)
DS: Myślę, że trochę więcej niż dużo śmiechu! Dodałabym jeszcze próbę utrudnienia współautorce pracy i kierowanie akcji na nowe tory, o których jeszcze chwilę wcześniej nie wiedziała.

Czy jest taka piosenka lub piosenki, które kojarzą się wam z Zaskocz mnie?

MF: Skibka pomocy! Było coś?
DS: Wspólnego chyba nie, chociaż ja zawsze piszę, słuchając muzyki. Wtedy słuchałam playlisty, która zrobiła mi się na YT i były to między innymi takie utwory jak: “Prove Me Wrong” - Yoe Mase, “Getting Over You” - Lauv, “Take You Down” - Illenium i oczywiście Alan Walker.

Gdyby Zaskocz mnie doczekało się ekranizacji, kto wcieliłby się w głównych bohaterów?

MF: Na Jagę to mi jakaś kobieta z jajami potrzebna, a na Antka...kurczaki ciężka sprawa. Nie mam pojęcia, bo aktorzy musieliby być sprawni fizycznie też. Więc może Mateusz Banasiuk? On chyba był ostatnio w Ninja Warrior, które namiętnie oglądam, bo już wiem, co to parkour.
DS: Wiecie, w sumie Mateusz chyba nawet mi do niego pasuje wizerunkowo, ale Jagoda? Chyba najbardziej pasuje mi tutaj Aleksandra Hamkało :)

Jak wyglądają wasze plany? Macie zamiar stworzyć kolejną książkę w duecie?

MF: Moje plany na dziś to wygrać z deadlinem, co mi nie wychodzi ostatnio przez sytuacje z życia prywatnego. Jak napiszę to, co mam napisać to zacznę myśleć o kolejnych książkach, na które jeszcze umów nie mam.
DS: Widzę, że Gosia z klasą ominęła słowo duet, więc może chce się mnie ładnie pozbyć (śmiech), ale ja się nie dam i grzecznie zaczekam, aż zdąży przed deadlinem, ewentualnie pożyczę jej koszulkę właśnie z tym napisem, którą od niej dostałam, może pomoże ;)

Jak krótko zachęcicie do sięgnięcia po Zaskocz mnie?

MF: Poznaj Parkour, poznaj Skibę i mnie. Czego chcieć więcej?
DS: I baw się zaskakująco dobrze! 



MAŁGORZATA FALKOWSKA & DARIA SKIBA - ZASKOCZ MNIE | Fragment

MAŁGORZATA FALKOWSKA & DARIA SKIBA - ZASKOCZ MNIE | Fragment


Data premiery: 15.07.2019
Wydawnictwo Inanna

ONA ma pasję, za którą skoczyłaby w ogień. Ma marzenia.
ON wymarzoną pracę i życie, które wydaje się innym niemal idealne.

Antek i Jagoda są niczym ogień i woda.
Ona, bez planów na przyszłość, żyjąca „tu i teraz”.
On, poukładany, planujący przyszłość i zakochany w swojej dziewczynie.

Czy tych dwoje może się wzajemnie zrozumieć?
Parkour jest ich odpowiedzią.
Uparta nauczycielka i uczeń, który nie chce się poddać.
Wspólne ćwiczenia pokazują obojgu, że mimo wielu różnic, są do siebie bardziej podobni, niż mogli się spodziewać.

Co się stanie, gdy światy i poglądy tych dwojga się zderzą?


Antek

Chyba jeszcze sam nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Rozglądałem się po pokoju, w którym stały rzędy kartonów i wciąż do mnie nie docierało, że zaczynam wszystko od nowa. Praca, dom, znajomi. Tylko ona się nie zmieniła i gdy patrzyłem na jej rozanieloną twarz, wiedziałem, że nie żałuję.
– Już nie mogę się doczekać, kiedy zaczniemy wić sobie tutaj nasze nowe gniazdko. We dwoje, w tym cudownym mieście. – Karolina cmoknęła mnie w policzek, po czym podeszła do okna, by podziwiać widoki.
Kawalerka znajdująca się na dziewiątym piętrze w jednym z kilkunastu ustawionych blisko siebie wieżowców nie była szczytem moich marzeń, jednak dziewczyna uparła się, że właśnie w tej nowocześnie umeblowanej klitce na osiedlu Przyjaźni chce spędzić pierwsze miesiące naszego nowego życia. Dla niej wszystko było takie proste. Dumni rodzice mieli przelewać co miesiąc krocie na konto córki, a jedynym zadaniem było się uczyć. Czasem jej nawet zazdrościłem tej błogiej sytuacji oraz tego, że zawsze mogła liczyć na pomoc najbliższych. Zupełnie inaczej niż ja, ale cóż, ja już swoje „wydoiłem”, jak mawiała moja rodzicielka. Pewnie opijała dzień, w którym po raz ostatni musiała zapłacić alimenty.
– No, powiedz, że mamy szczęście! – nalegała Karolina. – Że ty masz, bo jestem z tobą, a mnie to w zasadzie pasuje. Znalazłam piękne mieszkanie, w którym zaczniemy wspólny rozdział. Gdy tylko zobaczyłam ogłoszenie z tą kawalerką, miałam wizję butelkowo zielonych ścian, bo fiolet jakoś do mnie nie przemawia.
– Nie jestem pewien, kochanie, czy właściciel się zgodzi na zmianę wystroju.
Starałem się być delikatny. Doskonale znałem swoją dziewczynę i wiedziałem, że akceptuje tylko to, co idzie po jej myśli.
Zbliżyła się do mnie, by zapleść mi ręce na karku.
– Już ty się, Antoś, nie martw, ja wszystko załatwiłam, a właściciel wręcz je mi z ręki i zgodził się na wszystko, byleby nie musiał do tego dopłacać. Więc skoro nie on, to tatuś na pewno chętnie sypnie kasą dla swojej księżniczki.
Pokręciłem z niedowierzaniem głową, zastanawiając się, kiedy ona zdołała to wszystko załatwić. Owszem, zawsze była zaradna, ale już sam plan wyprowadzki w niespełna tydzień był szaleństwem, a ona zadbała też o takie pierdoły.
– Tyle razy prosiłem, żebyś nie mówiła do mnie Antoś – przypomniałem jej, świadomy tego, że zaraz będzie mnie przepraszać za swoje słowa.
Poczułem, jak jej wilgotne usta łączą się z moimi i zatapiają w namiętnym pocałunku, po czym Karolina zdecydowanym ruchem chwyciła za moje krocze, by je pobudzić.
– Myślę, że powinniśmy naznaczyć teren. – Uśmiechnęła się zalotnie, przygryzając dolną wargę.
Chwyciłem jej rękę, chcąc pociągnąć ją na kanapę, jednak ona się nie ruszyła.
– Tutaj też będzie dobrze. – Wskazała na brązowy miękki dywan, na którym staliśmy. – Nie ograniczajmy się – poprosiła, ściągając z siebie bluzkę.


Jagoda

– Czy ty się kiedykolwiek zmienisz? – Usłyszałam tuż za plecami wykrzyczane pytanie. Podniesiony ton głosu matki nie zaskakiwał mnie już od bardzo dawna, ale te słowa nie były przyjemne. Choć znałam je doskonale, za każdym razem bolały równie mocno.
– Nie, mamo, nie zmienię się i bardzo żałuję, że nie możesz tego zrozumieć.
Wyszłam z domu i po raz pierwszy od bardzo dawna nie trzasnęłam drzwiami. Nie miałam zamiaru pokazywać, jak bardzo raniły mnie wypowiedziane przez nią słowa. Przez osobę, która miała być najbliższa. Przy której powinnam czuć się bezpiecznie i nie martwić o nic.
Moja matka przez całe życie robiła ze mnie kogoś, kim nie byłam. Na początku nie sprzeciwiałam się, myślałam, że tak musiało być. Przecież matki chcą jak najlepiej dla swoich dzieci. Nosiłam sukienki, uwierające rajstopy, godzinami czekałam, aż skończy mnie szykować. Poranne mycie włosów, wymyślne fryzury… Kiedy wspominam swoje dzieciństwo, chce mi się tylko płakać. Nie było szczęśliwe i tego mojej mamie nie wybaczę nigdy.
Kiedy wybiegłam z budynku, na chwilę zatrzymałam się przy ławce, włączyłam pierwszą lepszą listę w mojej starej empetrójce, włożyłam słuchawki do uszu i pobiegłam przed siebie. Swoją miłość odnalazłam właśnie tutaj, w moim ukochanym mieście. Wrocław okazał się drzwiami do świata, który był piękny, ale i niebezpieczny. To jednak było coś, co naprawdę kochałam.
Miałam wyznaczone trasy do porannej rozgrzewki, treningu z grupą i tego, kiedy uczyłam nowych. Nic specjalnego, ale jednak posiadały w sobie coś, co dodawało mi ogromnej energii.
Tego dnia planowałam jednak udać się na sam szczyt. Droga do Sky Tower zajmowała jakieś czterdzieści minut, ale wiedziałam, że to mi pomoże nabrać sił przynajmniej na cały tydzień. Potrzebowałam wrzucić do swojego życia trochę więcej uśmiechu, bo powoli sama się w nim dusiłam.
Podróż wyjątkowo trwała prawie godzinę. Byłam zmęczona, tej nocy kiepsko spałam, dlatego postanowiłam część trasy pokonać tramwajem. Kiedy jednak dotarłam na miejsce… Czułam się jak w domu.
Punkt widokowy znajdował się na czterdziestym dziewiątym piętrze, czyli jakieś dwieście metrów nad ziemią. Wierzyłam, że znajdowałam się na szczycie świata. Odniosłam wrażenie, że nie liczy się już nic. Potrafiłam się całkowicie zatracać na tym tarasie widokowym i gdybym tylko mogła, spędzałabym na nim całe dnie. Oczywiście z przerwami na treningi. Niestety ze względu na ograniczenia czasowe i finansowe nie było to możliwe. Kiedy zbliżał się koniec mojego pobytu na szczycie, nasyciłam całkowicie oczy i duszę tym widokiem. Teraz potrzebowałam biec przed siebie. Nie było dla mnie już żadnych przeszkód.
Chciałabym być ptakiem. Wzbić się w powietrze i przez długi czas szybować nad całym światem.
Marzenia… Marzenia nie do spełnienia. 





"Dlaczego, mamo?" bez tajemnic - kulisy powstania książki

"Dlaczego, mamo?" bez tajemnic - kulisy powstania książki


Kiedy po raz pierwszy wpadłaś na pomysł na napisanie “Dlaczego, mamo?”?

Pamiętam, że był to piękny jesienny dzień, a dokładnie dzień chłopaka. Wychodziłam właśnie z domu z rodziną na spacer i dostałam telefon od rodziców, który wywołał we mnie ogromne emocje. To był impuls, który sprawił, że zaczęła mi się w głowie tworzyć historia. Ta historia powstawała od końca – pierwsze pojawiło się zakończenie.


Co było inspiracją do napisania tej książki?

Ciężko powiedzieć, że coś konkretnego było inspiracją. Jak wspomniałam przed chwilą nagle spadł na mnie impuls, który sprawił, że narastały we mnie ogromne emocje – to właśnie one zostały przelanie na „papier”. Poza tym z całą pewnością mogłam podzielić się obawami, jakie towarzyszą przyszłym matkom, bo tak naprawdę nieważne ile mamy lat – czekając na pierwsze dziecko nasze obawy są podobne.


Skąd pomysł na stworzenie powieści poruszającej tematykę trudów macierzyństwa?

Pomysł pojawił się nagle. Nie planowałam tego. Niektórzy mogą nazwać to weną, u mnie był to przypływ ogromnych emocji, które poszły właśnie w kierunku tematyki macierzyństwa. Z własnego doświadczenia wiem, że ciąża, poród, a późnej już upragnione macierzyństwo nie zawsze jest kolorowe i piękne jak w amerykańskich filmach. Ciąża często niesie z sobą problemy, z którymi musimy sobie poradzić, poród nie zawsze jest szybką i mało bolesną akcją – bądźmy szczerzy, boli jak cholera, a wychowywanie dziecka to prawdziwa szkoła życia – nie, nie dla dziecka. Dla matki i ojca.


Jak długo zajęło Ci stworzenie tej powieści?

Napisałam ją moim zdaniem bardzo szybko, bo całość powstała mniej więcej w dwa miesiące. Później poprawki i praca nad tekstem, ale historia powstała szybko. Skończyłam ją pisać 23 stycznia 2018r.


Jak długo szukałaś wydawcy dla tej książki? Długo leżała "w szufladzie"?

W „szufladzie” właściwie nie leżała. Kiedy tekst był gotowy do przedstawienia propozycji wydawnictwom, od razu poleciał. Najpierw zdecydowały się dwa wydawnictwa. Wybrałam Videograf. Później odpisało jeszcze jedno, ale decyzja już zapadła ;)


Czy tworząc bohaterów "Dlaczego, mamo?", inspirowałaś się prawdziwymi ludźmi?

Nie, zdecydowanie nie. Ciekawostką może być to, że „Dlaczego, mamo?” to moja trzecia wydana książka, ale druga napisana. Po premierze debiutu „Uwolnij mnie” zauważyłam, że ludzie bardzo doszukują się prawdziwych postaci w mojej pierwszej książce, więc teraz starałam się wręcz pomijać wszelkie możliwości inspiracji. Żaden z bohaterów nie ma swojego odzwierciedlenia w prawdziwym życiu. Celowo również w tym tytule ani razu nie padła nazwa miejscowości, w której rozgrywa się akcja. Dlaczego? Ponieważ ta historia mogła przytrafić się każdemu – mi, Tobie, naszym znajomym, sąsiadom, czy ludziom na drugim końcu świata.


Co chciałaś pokazać/przekazać przez tę książkę?

Myślę, że udało mi się przekazać kilka myśli, które siedziały w mojej głowie. Przede wszystkim trud macierzyństwa. Czasami przychodzi to z łatwością, lecz nie zawsze. Bywa tak, że dziewczyna / kobieta nie radzi sobie z tym, jak zmieniło się jej życie. To obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Zmienia się jej ciało, psychika. Nagle staje się odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale również za maleństwo, które nie tylko słodko śpi i wydaje z siebie zabawne odgłosy. Ono również płacze, czasami głośno i długo, a matka nie wie, co się dzieje i nic nie pomaga. A co, jeśli z trudami macierzyństwa walczy w pojedynkę?

Z drugiej strony chciałam również pokazać jak ważne jest wsparcie rodziny i bliskich. Jak ważna jest rozmowa, zaufanie do drugiej osoby i co się dzieje w głowie człowieka, któremu problemy nawarstwiają się z prędkością światła.


Jakie plany na przyszłość? Czy w szufladzie czeka na wydanie kolejna powieść?

Nie lubię planować! Ale… Już 8 marca ukaże się moje opowiadanie w antologii „Siła jej piękna”, która ukaże się z ramienia wydawnictwa Inanna i już teraz zachęcam wszystkich do kupna w przedsprzedaży. Kolejny termin to druga antologia, której premiera planowana jest na maj. Pracuję również nad tekstem, który mam nadzieję, że już niedługo będę mogła zaproponować wydawcy.


Jak krótko zachęcisz do przeczytania “Dlaczego, mamo?”?

„Dlaczego, mamo?” to historia, której bohaterką mogła być każda z nas. Daj się jej porwać, a dostarczy Ci niezapomnianych emocji i jeszcze długo po zamknięciu książki będziesz się zastanawiać ile takich historii rozgrywa się w Twojej okolicy. Może nawet całkiem blisko? Jednak to nie jest tylko historia o trudnych tematach, to również powieść, która wywoła na Twojej twarzy uśmiech i sprawi, że choć na chwilę poczujesz radość i szczęście.


Uwolnij mnie bez tajemnic || Kulisy powstania książki

Uwolnij mnie bez tajemnic || Kulisy powstania książki



Hej Kochani! Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z Darią Skibą, w którym opowiada o kulisach powstania jej debiutanckiej powieści.




Kiedy po raz pierwszy wpadłaś na pomysł napisania Uwolnij mnie? 

Od zawsze chciałam napisać książkę, ale nigdy nie trafiłam na temat, który całkowicie by mnie wciągnął. Jak się nie mylę, to w styczniu 2017r Ola z bloga Stan: Zaczytany organizowała wydarzenie książkowe, gdzie należało napisać opowiadanie o miłości. Pierwszy rozdział „Uwolnij mnie” był takim opowiadaniem, choć do książki został częściowo zmieniony. Po napisaniu opowiadania ten temat siedział mi mocno w głowie i „dojrzewał”. Po kilku miesiącach już wiedziałam, że muszę to pociągnąć dalej, dla samej siebie. 



Co było inspiracją do napisania tej książki? 

Inspiracją do niej było życie. Moje częściowo również, sama kiedyś byłam w niezbyt ciekawym związku, jednak nie takim, w jaki wpadła Diana. Jednak przez całe życie spotykałam się z sytuacjami, gdzie trudny toksyczny związek, przemoc domowa, uzależnienie od alkoholu potrafiły niszczyć ludzi, szczególnie tych biernie uczestniczących. Kiedy myślę, że takie sytuacje mają miejsce w prawdziwym życiu i to znacznie częściej niż nam się wydaje, to buzują we mnie ogromne emocje i chciałam je przelać na papier. 



Skąd pomysł na stworzenie powieści o tak trudnej tematyce? 

Tak jak wspomniałam wcześniej, toksyczne związki, przemoc domowa (fizyczna, psychiczna, seksualna), uzależnienie od alkoholu są codziennym życiem wielu ludzi, których znamy. Czasami o tym nie wiemy, a często po prostu nie chcemy widzieć. Pomyślałam, że to dobry temat, bo nadal za mało poruszany, a o tym powinno się mówić. Może dzięki temu choć jeden sąsiad w odpowiednim momencie wezwie pomoc? Może dzięki niej jakaś dziewczyna powie swojej przyjaciółce „Stop! Spójrz na swoje życie”? A może ktoś będąc w takiej sytuacji jak Diana pomyśli, że to właściwy moment, by zawalczyć o siebie. 



Jak długo zajęło Ci stworzenie całej powieści? 

Opowiadanie napisałam w dwa dni. Ono leżało kilka miesięcy, żeby w mojej głowie odpowiednie elementy trafiły na swoje miejsce i gdy do niego wróciłam, całość napisałam w dwa miesiące. Oczywiście to, co działo się później zaskoczyło nawet mnie. 



Czy ludzie, miejsca i zdarzenia przedstawione w Uwolnij mnie istnieją naprawdę? 

Jeśli chodzi o miejsca, to z całą pewnością tak. Akcja powieści toczy się głównie we Wrocławiu, w miejscach, które znam i sama odwiedzałam. Częściowo akcję przeniosłam też do Irlandii i tutaj również skupiłam się na miejscach, w których byłam. O takich pisze mi się znacznie łatwiej, ponieważ wystarczy zamknąć oczy i wrócić do nich wspomnieniami. 

Sytuacje – tutaj było różnie. Wiele tych zabawnych momentów, które mam nadzieję, że wywołują uśmiech zdarzyło się naprawdę, chociażby to jak Dianę ugryzł rekin, albo jak stworzyła Alanowi „wesołego ludka”. Te spójniki łączące całość były mi znane, natomiast 90% historii jest czystą literacką fikcją. 

W przypadku osób, żadna z nich nie istnieje naprawdę. Dopiero teraz, kiedy dochodzą do mnie opinie o książce szczególnie od znajomych, dowiaduję się, że Diana ma dużo moich cech. Oczywiście to, że dałam jej blond włosy, czy tatuaż jaki sama mam lub pasje są mi znane i byłam ich świadoma, natomiast to, że podzieliłam się z nią moim charakterem dopiero niedawno mi uświadomiono. Mimo wszystko żaden z bohaterów nie ma swojego odpowiednika w prawdziwym życiu. 



Co towarzyszyło Ci podczas pisania? 

Nieodłącznym elementem podczas tworzenia „Uwolnij mnie” była przede wszystkim muzyka, bez niej w ogóle mi nie szło. Zawsze też miałam szklankę wody lub aromatycznej herbaty i coś do podgryzania (ulubione Pringelsy, winogrona, albo jakieś ciasteczka). A ze względu na to, że zawsze pisałam nocą, musiałam mieć zapaloną świeczkę, uwielbiam wpatrywać się w płomienie. 



Czy jest taka piosenka, która kojarzy Ci się z Uwolnij mnie

Zdecydowanie tak! I są to dwie piosenki. Pierwszą z nich jest utwór Alana Walkera (to dzięki niemu mój bohater ma takie imię) – „Alone”. Słuchałam tego w kółko przez ponad połowę książki. Drugą piosenką, która na zmianę towarzyszyła mi z „Alone”, to „Whole World is Watching” w wykonaniu Within Temptation i Piotra Roguckiego. Znalazłam go podczas pisania i od razu wiedziałam, że to jest to. Oba te utwory są wymienione w treści i idealnie nawiązują do historii. 



Jak długo szukałaś wydawcy dla tej książki? Długo leżała "w szufladzie"? 

Surowy tekst miałam skończony w czerwcu. Później go poprawiałam z nieocenioną pomocą Moniki Halman (Halmanowa). Pierwsi wydawcy dostali do w sierpniu, kolejni we wrześniu. Wydawcę znalazłam dokładnie 24 października, dzień przed moimi imieninami. 



Gdyby Uwolnij mnie doczekało się ekranizacji, kto wcieliłby się w głównych bohaterów? 

Jejku, to jest chyba najtrudniejsze pytanie, głównie ze względu na to, że mało oglądam telewizji i kompletnie nie znam nazwisk aktorów, ale po chwili zastanowienia odszukałam w myślach aktorów, którzy by pasowali i tak w rolę Alana wcieliłby się Mario Casas, a w Dianę – Julia Pietrucha. 



Co chciałaś przekazać przez tę książkę? 

Wspominałam już wcześniej trochę o tym, ale przede wszystkim chciałam, żeby czytelnicy odczuli emocje, które towarzyszyły mi podczas pisania. Chciałam pokazać, że nigdy nie jest za późno na zmiany. W każdym momencie można się uwolnić i spróbować zbudować swoje życie na nowo. Należy walczyć o siebie, bo życie mamy tylko jedno. Chciałam również otworzyć ludziom oczy na to, co często dzieje się tuż za ścianą naszych mieszkać, tuż za zamkniętymi drzwiami. Tak często widzimy koszmar, w jakim żyją nawet bliskie nam osoby i nie reagujemy. Kiedy już wiedziałam, że książka będzie wydana zrodziła się we mnie nadzieja, że ta historia trafi w ręce takiej prawdziwej Diany i pomoże jej podjąć decyzję o walce. 



Jak krótko zachęcisz do przeczytania Uwolnij mnie

Jeśli szukasz historii pisanej emocjami, to zachęcam. Może nie jest idealna, ale z całą pewnością pisana z serca. Porusza moim zdaniem trudne, ważne i przede wszystkim codzienne problemy. Może właśnie Tobie pomoże? A może uświadomi, że tuż za Twoją ścianą rozgrywa się prawdziwe piekło? To też historia, w której (mam nadzieję!) wielokrotnie się uśmiechniesz ;)





Mam nadzieję, że ten wywiad Wam się podobał!
Przypominam, że możecie spotkać się z Darią podczas Warszawskich Targów Książki!




Daria Skiba - Uwolnij mnie  || Recenzja patronacka

Daria Skiba - Uwolnij mnie || Recenzja patronacka

Data premiery: 18.05.2018
Wydawnictwo Vectra

Jak bardzo miłość może zaślepić? 
Diana przekonała się o tym, wpadając w sidła bezwzględnego Patryka. Jak wiele musiała przejść dziewczyna, by w końcu podjąć decyzję o wyrwaniu się z objęć szaleńca i czy wymarzone wakacje będą pierwszym krokiem do uwolnienia? Diana będzie zmuszona do podjęcia egoistycznych decyzji, by po raz pierwszy od wielu lat postawić siebie na pierwszym miejscu. Czy rodzące się w jej sercu nowe uczucie przetrwa próbę czasu? Przeszłość nigdy nie odchodzi w niepamięć, czuwa, by uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie. Pewnego dnia demony upomną się o dziewczynę…
Daj się porwać w wir wydarzeń i emocji, by poczuć na własnej skórze to, co musiała przejść Diana. Myślisz, że jesteś w stanie tego dokonać?

Nie mam pojęcia jak napisać cokolwiek sensownego o tej książce. Jestem naprawdę blisko z Darią, rozmawiamy ze sobą codziennie i prowadzimy razem grupę, dlatego ciężko mi opisać moje wrażenia po przeczytaniu Uwolnij mnie. By zapobiec spojlerom, ominę opis fabuły i relacje pomiędzy bohaterami — postaram się krótko, ale konkretnie opisać warsztat pisarki Darii, pomysł na fabułę oraz kreację bohaterów.

Zacznę od pomysłu na fabułę, który jest naprawdę świetny, Daria poruszyła naprawdę trudny temat i poradziła z nim sobie fenomenalnie. Połączyła koszmar z prawdziwą miłością, brzydotę z prawdziwym pięknem — bo takie właśnie jest życia Diany — ta młoda kobieta przeszła drogę do piekła i z powrotem, wszystko po to, by zawalczyć o miłość i szczęście. Do tego wszystkiego Daria zadbała, by czytelnik nie miał czasu na nudę czy znużenie — przez całą powieść coś się dzieje, akcja gna do przodu, wiele razy zaskakując czytelnika i zmuszając go do zmierzenia się z wieloma emocjami towarzyszącymi głównej bohaterce.

O bohaterach można powiedzieć naprawdę wiele, skupię się jednak na rzeczach, według mnie, najważniejszych. Główne postaci są bardzo wyraziste, pełnią konkretną funkcję w tej książce, wzbudzają różnorodne emocje, bez problemu mogę sobie wyobrazić to, że takie osoby jak Diana, Alan czy Patryk żyją gdzieś w Polsce, walcząc ze swoimi demonami.

Daria Skiba ma naprawdę lekkie pióro, dzięki czemu książkę czyta się niesamowicie szybko. Dużą zaletą jest sposób kreowania emocji — z tym Daria radzi sobie świetnie. Ujęły mnie także plastyczne opisy miejsc — widać, że mają dla autorki znaczenie. Chciałabym, by wszyscy debiutanci potrafili pisać tak jak Daria — wówczas czytanie ich książek byłoby prawdziwą przyjemnością.

Uwolnij mnie to mocna książka, która może nieźle namieszać na rynku wydawniczym! Sięgając po tę powieść, przygotujcie się na ogrom najprawdziwszych emocji, które dosłownie biją z jej kart. Daria Skiba swoim debiutem bardzo mocno zaznaczyła swoją obecność na polskim rynku! Gorąco polecam!


Książkę Uwolnij mnie objęłam patronatem medialnym i za tę możliwość dziękuję Autorce.


Od blogerki do autorki || Wywiad z Darią Skibą

Od blogerki do autorki || Wywiad z Darią Skibą


Daria Skiba, rocznik 1991. Wychowała się w Stroniu Śląskim. Z wykształcenia Technolog Żywności i Żywienia Człowieka, absolwentka Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Autorka bloga Kraina Książką Zwana, na którym z zamiłowaniem promuje literaturę rodzimą i zagraniczną. Współtworzy grupę na Facebooku "znamy-czytamy.pl". wspierając polskich autorów i promując ich twórczość. W życiu jest szczęśliwą mamą, odkrywającą zakamarki Szmaragdowej Wyspy. Uwielbia Within Temptation, taniec z ogniem i czekoladę. Kieruje się zasadą "wszystko jest możliwe, trzeba w to tylko mocno wierzyć".











Przyznaję, że przy żadnym innym wywiadzie się tak nie stresowałam, jak teraz. Ciężko jest zadać pytania osobie, z którą mam codzienny kontakt. Daria, myślisz, że uda nam się porozmawiać "na poważnie"?

Pierwsze pytanie i już takie trudne! Z Tobą może być ciężko porozmawiać poważnie, boję się co by było, gdybyśmy się w końcu spotkały, ale obiecuję, że się postaram!

Na początek opowiedz o twoich pierwszych krokach w blogosferze. Dlaczego postanowiłaś stworzyć Krainę Książką Zwaną?

Zawsze byłam bardzo aktywną osobą. Kiedy chodziłam do szkoły, należałam do wszelkich możliwych grup teatralnych, tanecznych, udzielałam się charytatywnie – ciężko było mnie utrzymać w domu, ale im więcej miałam zajęć, tym lepiej wszystko mogłam ogarnąć i pogodzić ze sobą. Kiedy poszłam na studia dzienne, podjęłam się również pracy. Życie w wielkim mieście dodawało większych możliwości i w domu również czasami bywałam gościem. Później jednak przyszedł czas, gdy zostałam szczęśliwą mamą – wcześniej ukończyłam studia, z pracy odeszłam na urlop macierzyński i przeprowadziłam się do rodzinnej miejscowości. Było wspaniale, ale w tym wszystkim czegoś mi brakowało, czegoś mojego. Po czterech miesiącach powiedziałam sobie, że muszę zrobić coś przede wszystkim dla siebie, a skoro dużo czytałam i pisałam krótkie opinie na portalu lubimy czytać, to postanowiłam stworzyć własne miejsce i tak powstała Kraina Książką Zwana.

Czy w momencie założenia bloga wiedziałaś, że chcesz wydać swoją książkę czy przyszło to z czasem?

Oczywiście, że nie! To znaczy, książkę chciałam wydać zawsze, ale to były raczej marzenia z kategorii „nie do spełnienia”. Jeszcze pół roku temu, czyli wtedy, gdy „Uwolnij mnie” było już ukończoną historią nie wiedziałam, że ją wydam. Z całą pewnością blog jednak pomógł mi obrać właściwy kierunek. Już pisząc recenzje podszkoliłam trochę swój język, któremu nadal daleko do ideału, ale chcę się dalej rozwijać i docierać do kolejnych czytelników. Pomysł na książkę przyszedł sam z siebie. Najpierw pisałam opowiadania, a jedno z nich postanowiłam pociągnąć dalej i udało się. 



Jesteś pomysłodawczynią projektu Znamy-czytamy.pl. Skąd pomysł na taką grupę? Czy od początku chciałaś, by wyglądało to tak jak teraz? Na jakiej podstawie dobrałaś współpracowniczki? 

Wolę określenie współpomysłodawczyni ;) Od zawsze lubiłam pomagać. Kiedy weszłam w blogosferę, tak naprawdę miałam zupełnie inne wyobrażenie o całym literackim światku. Dla mnie autor był osobą szalenie odległą i nieosiągalną. Wszystko zaczęło się zmieniać po pierwszych nawiązanych współpracach z autorami, wtedy uświadomiłam sobie, że to z reguły normalni ludzie tacy jak ja, Ty i każdy czytelnik. Oni również mają życie prywatne, często pracę, z której się utrzymują, a pisanie jest dodatkową pasją. Wtedy też zaczęłam dostrzegać, jak wielu polskim autorom ciężko jest się przebić na rynku i chciałam zorganizować coś, co szerzyłoby poznawanie polskiej literatury. Pomyślałam o wyzwaniu czytelniczym, jednak ubiegła mnie Kasia Bieńkowska z Poligonu domowego z wyzwaniem „Czytam, bo polskie”, które szczerze polecam i sama biorę w nim udział. Wtedy zaczęłam myśleć o czymś innym, skontaktowałam się z Kasią i rzucałyśmy pomysłami. Było ich kilka, ale ten okazał się chyba najlepszy. Jak na razie myślę, że grupa znamy-czytamy odnosi sukcesy i choć w niewielkim stopniu pomogła niektórym autorom. Pozostałe administratorki dołączyły z czasem – grupa się rozrastała, a my we dwie nie byłyśmy w stanie ogarnąć wszystkiego. Wiedziałam, że taka jedna Ewelina Nawara zwana Narwaną (wybacz, nie mogłam się powstrzymać!), Monika Halman i Grażyna Wróbel świetnie sprawdzą się i pomogą tworzyć to świetne miejsce. Tak przy okazji, dziękuję za pomoc! 

Przejdźmy do Twojej debiutanckiej książki - skąd pomysł na Uwolnij mnie? 

Myślę, że większość z nas trafiała na różne związki i różnych partnerów. Czasami bywało lepiej, innym razem gorzej. Nawet jeśli sami nie trafiliśmy na toksyczny związek, to z całą pewnością znamy takie przypadki. Często takie tematy zamiatane są pod dywan i uznawane za błahe, ale okazuje się, że często potrafią prowadzić do tragedii, a o przemocy i innych wątkach podjętych w „Uwolnij mnie” uważam, że trzeba mówić, a co najważniejsze spróbować pomóc osobom, które nie potrafią się same uwolnić. 

Łatwo zauważyć podobieństwo Twojego imienia do głównej bohaterki. Ile z Twojego życia prywatnego przeniosłaś na karty powieści? 

Samo imię wybrałam zupełnie przypadkowo i szczerze mówiąc myślałam o tym, żeby je zmienić, ale po jakimś czasie po prostu do niego przywykłam i chyba było jednak dobrym wyborem. Diana faktycznie ma sporo moich cech, o czym momentami nie zdawałam sobie sprawy, dopiero osoby, które znają mnie dłuższy czas powiedziały mi: „Daria, ona ma Twój humor, używa podobnych gestów”. Podobno każdy autor zostawia w swoich książkach cząstkę siebie. Moją cząstką z całą pewnością jest Diana. Ile z życia prywatnego przeniosłam do książki? Może jakieś 5-8%. Czytałam książki, które podsunęłam Dianie, mamy podobny tatuaż i byłam w miejscach, do których zaprowadziłam w swoich bohaterów (no, może w większości z tych miejsc). I mnie, podobnie jak ją ugryzł rekin… 

Jak wyglądał u Ciebie proces poszukiwania wydawcy? 

Właściwie nie wiem czy są inne drogi, jak rozesłanie swojego tekstu i czekanie na odpowiedź ;) Wiedziałam, że nie chcę wydawać w trybie self-publishing, ani vanity. Nie chciałam inwestować w samo wydanie książki, dlatego szukałam wydawcy, który w pełni pokryje te koszty. Dostałam kilka odpowiedzi z odmowami, większość wydawców w ogóle się nie odezwała. Pewna osoba jednego dnia powiedziała, żebym spróbowała napisać do Vectry. Nie znałam tego wydawnictwa, a po dwóch latach aktywnego blogowania myślałam, że znam wszystkie. Myliłam się, a wydawnictwo odpisało mi w rezultacie naprawdę bardzo szybko. 

Jaka była reakcja Twoich bliskich na wieść o wydaniu Uwolnij mnie? 

Cóż, byli chyba bardziej zaskoczeni niż ja, ponieważ o tym, że wydaję książkę dowiedzieli się dopiero jak znalazłam wydawcę. Wcześniej wiedziało kilka osób z mojego blogowego świata, a całą resztę poinformowałam znacznie później. Ciężko było ukryć przed narzeczonym momenty, w których otrzymywałam odmowne wiadomości, ale dałam radę. Cała rodzina wspiera mnie i mocno kibicuje, wszyscy wiedzą, że na punkcie książek mam kompletnego bzika. 

Debiutujesz w małym, niedoświadczonym wydawnictwie. Jaki masz więc pomysł na promocję książki? 

Mam niesamowite wsparcie wśród najbliższych – i tu wyjątkowo nie o rodzinie, a o Was – blogerzy, autorzy, czytelnicy. Nawiązałam niesamowite znajomości podczas blogowania i teraz widzę jak ogromne mam w Was wsparcie, za co będę już zawsze dziękować z całego serduszka. Od samego początku miałam świadomość, jak ważna jest reklama w mediach. Niezastąpiona Monika Halman z bloga Halmanowa stworzyła dla mnie najlepszy na świecie trailer, który nadal oglądam i mam ciarki na plecach. Świetnym pomysłem okazało się udostępnienie przez Ciebie fragmentów książki, które zachęciły do kupna powieści. Grażyna Wróbel i Magdalena Hupało stworzyły dla mnie grupę fanowską, do której serdecznie zapraszam! Staram się być otwarta, rozmawiać z każdym i cieszyć się z tego, co udało się osiągnąć. Mieszkam w Irlandii i postanowiłam dostarczyć swoją książkę również Polakom na Szmaragdowej Wyspie. To również był dobry pomysł, ponieważ już mam bardzo duże zamówienie, które szalenie mnie cieszy. Będę również na Warszawskich Targach Książki 19 i 20 maja, gdzie bardzo chętnie spotkam się z czytelnikami, porozmawiam i pośmieję się. Pomagają mi moi patroni medialni i autorzy rekomendacji za co jestem również niezmiernie wdzięczna! 


Uwolnij mnie jest już dostępne w księgarniach internetowych, powiedz więc, który z etapów od powstania do sprzedaży, był dla Ciebie najtrudniejszy i dlaczego właśnie on? 

To jest dla mnie trudne pytanie, ponieważ każdy etap był trudny, a kolejny wydawał się jeszcze trudniejszy. Napisanie historii, która ma ręce i nogi wcale nie jest takie proste, ale jeszcze trudniejsze jest znalezienie wydawcy. Kiedy już go znalazłam okazało się, że pojawienie się na polskim rynku wydawniczym to nie wszystko. Trzeba się zareklamować i cały czas ciągnąć tę machinę do przodu. Autor w dzisiejszym świecie nie tylko musi napisać książkę, ale jeszcze codziennie ją reklamować i starać się docierać do nowych czytelników. Teraz widzę, jak dużo pracy muszą włożyć, by móc odnieść sukces. 


Czy jako autorka-blogerka spotkałaś się z negatywnymi wiadomościami odnośnie Twojej książki? 

Jeszcze nie, co mnie bardzo, ale to bardzo cieszy. Zdaję sobie jednak sprawę, że w końcu nadejdzie ten moment, kiedy pojawią się niskie oceny i zrobi się przykro, ale jest to nieuniknione i od samego początku staram się mieć świadomość tego. Nie da się stworzyć czegoś, co zaspokoi oczekiwania wszystkich, a ja dopiero debiutuję i z każdym krokiem uczę się. Mam jednak nadzieję, że czytelnicy nadal będą mi dawać szansę, a jeśli zauważą, że coś jest nie tak, napiszę mi o tym w wiadomości prywatnej lub w konstruktywnej publicznej krytyce. Nie myli się tylko ten, co nic nie robi ;) 


Co dalej? Jakie plany wydawnicze? 

Napisałam nową historię, a aktualnie wspólnie z Dianą poznaję dalsze losy niektórych bohaterów. Zobaczymy, dokąd mnie zaprowadzi. Z całą pewnością nie chcę z tego rezygnować i nadal będę pisać. Mam nadzieję, że nie tylko dla siebie i najbliższych, ale o tym zadecyduje już rynek wydawniczy. 


Masz radę dla osób, które chcą wydać książkę? 

To, co mnie zaskoczyło chwilę po ogłoszeniu tego, że wydaję książkę, to wiadomości, w których ludzie piszą mi, że sami o tym marzą i jak mają to zrobić. Tak naprawdę nie ma złotej rady. Przede wszystkim trzeba usiąść, otworzyć plik i zacząć pisać. Niekoniecznie musi to być historia, którą się wyda, ale trzeba nabierać wprawy, a może podczas takie pisania przyjdzie do głowy ten idealny pomysł? Trzeba próbować skończyć tekst i dać go do przeczytania komuś kto spojrzy na niego inaczej niż my. Sama mam z tym problem, jestem wobec siebie bardzo krytyczna i cały czas się uczę, ale trzeba próbować! 


Jak krótko zachęcisz czytelników do zakupu Twojej książki? 

Zawsze zadawałam podobne pytanie autorom, gdy przeprowadzałam z nimi wywiady i wiedziałam, że jest to trudne pytanie. Dla mnie jest najtrudniejsze. 

Drodzy Czytelnicy, w swojej powieści starałam się zamieścić dużo emocji, zżyłam się z bohaterami i wspólnie z nimi przeżywałam ich wzloty i upadki. Mam nadzieję, że sięgając po tę książkę również to odczujesz, a na jej kartach odnajdziesz również cząstkę siebie. Ja zrobiłam co mogłam, żeby wyszło dobrze, a już tylko od Was zależy, czy dacie szansę debiutantce, która pragnie rozwijać się dalej.
P.S. Trochę humoru również w niej zostawiłam ;) 


Serdecznie dziękuję za możliwość odpowiedzi na ciekawe pytania i podzielenie się swoimi odczuciami. Ciebie zapewne już męczę w prywatnych rozmowach, a Drogim Czytelnikom polecam się i zapraszam do siebie. 

Buziaki!
Daria Skiba




DARIA SKIBA - UWOLNIJ MNIE || FRAGMENT 2

DARIA SKIBA - UWOLNIJ MNIE || FRAGMENT 2


ROZDZIAŁ 2. 

Diana


Koła samolotu uderzyły o betonową taflę lotniska pośród milionów kolorowych światełek, które z góry wyglądały jak kosmiczna galaktyka. To dziwne uczucie podnoszącego się aż do przełyku żołądka, który chce wyskoczyć przez usta. To samo czułam ostatnio, z tym że lądowałam w Irlandii. W bezpiecznym i spokojnym miejscu. Wróciłam, by stawić czoła najgorszemu. Chociaż czy cokolwiek gorszego mogło mnie jeszcze spotkać ze strony Patryka? Miałam wrażenie, że doświadczyłam już całego możliwego piekła. Teraz mogło być już tylko lepiej. Miał mi pomóc feniks, który cicho czekał na plecach, i Alan…
– Halo, halo słońce, rozumiem, że bezpiecznie wylądowałaś? – Usłyszałam w telefonie, gdy tylko złapałam zasięg.
– Tak, tak. Jezu, Alan, zadzwoń, proszę, za dziesięć minut, muszę się wyplątać z pasów, wyślizgnąć z tej wielkiej machiny i odebrać bagaż, ale mam ci coś szalenie ważnego do powiedzenia! – I rozłączyłam się, nie czekając na jego odpowiedź. Wiedziałam, że właśnie zaczął odliczać czas, który mu wyznaczyłam.
Wygramoliłam się ze swojego siedzenia. Niestety samoloty Ryanaira nie należą do najwygodniejszych – strasznie mało w nich miejsca. Generalnie nie wiem, jak tęższe osoby mogą tu oddychać. Nie ma się jednak co dziwić, cena za przeloty jest jaka jest. Najważniejsze, że bezpiecznie dostarczają ludzi do upragnionego celu. Upragniony cel… W moim przypadku śmiesznie to brzmi. Gdzie jak gdzie, ale na pewno nie tutaj znajduje się mój cel.
– Dałaś radę już się wyplątać? Bo wiesz, bardzo mnie ciekawi, co mi takiego ważnego miałaś do powiedzenia. Może dopiero chcesz się przyznać, że jednak nie wsiadłaś do samolotu i mam po ciebie wrócić? – Alan zadzwonił równo dziesięć minut po moim rozłączeniu się.
– Ha, ha, niestety wsiadłam i jestem już we Wrocławiu. Alan! Zakochałam się! – wykrzyczałam do słuchawki, a ludzie z tłumu, za którym podążałam, dziwnie na mnie spojrzeli. No tak, przecież tutaj po polsku rozumie już większość z nich. Trudno.
– Wiem, mówiłaś mi to dzisiaj, ale możesz powtarzać w nieskończoność. Uwielbiam słuchać tych słów wydobywających się z twoich drobnych usteczek.
– Ty tylko o jednym, a ja się naprawdę zakochałam. To było takie, takie…
– Takie spontaniczne? – nie dawał za wygraną Alan.
– Oj, daj spokój na chwilę i słuchaj! Lecieliśmy sobie tym ogromnym samolotem i choć wokół panowała mroczna ciemność, to ja byłam niemalże przyklejona do małego, prostokątnego okienka. Prawie nic nie widziałam, ale nie szkodzi. Chyba kocham latać i wpatrywać się we wszystko z góry. Zbliżaliśmy się do celu podróży i samolot powoli się obniżał. Z daleka widać już było miliony światełek, które rozświetlały ulice wielkiego miasta. To niesamowity widok. Po prostu niesamowity. Niebo było bezchmurne, chociaż czarne jak mocne americano. Gdy obniżyliśmy się jeszcze trochę, machina zaczęła kołować nad miastem. W pewnym momencie miałam wrażenie, że leżę już na oknie! Tak się samolot przechylił, żeby złapać odpowiedni kierunek, i wtedy go ujrzałam!
– Diana, ty mówisz poważnie? – Mój rozmówca musiał mi przerwać w najważniejszym momencie. Zawsze tak robił. Kiedy zbliżał się najfajniejszy moment, on postanawiał wtrącić swoje trzy grosze.
– Nie przerywaj! Ujrzałam go! Był wielki. Ogromny! Nigdy nie widziałam tak wielkiego…
– Chyba nie chcę słuchać tego dalej… Był czarny? – zapytał Alan, a w jego głosie dało się usłyszeć przerażenie. Wtedy zrozumiałam, co ma na myśli, i wybuchnęłam głośnym śmiechem.
– Ha, ha, ha, ha, nie. Był biały. W sumie z kremowo-szaro-żółtymi plamami. I był bardzo duży. I łysy. Calutki! Alan, dziś jest pełnia! Kiedy przykleiłam się do szyby, moim oczom ukazał się zapierający dech w piersiach widok. Księżyc leniwie wisiał tuż nad wciąż tętniącym życiem miastem. Nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego.
– Chyba zapomniałaś, jak wygląda moja klata, perełko, ha, ha. A tak serio to uff. Już się przestraszyłem, że siedział przed tobą jakiś ciemnoskóry mężczyzna.
– Zboczuch!
– Dobra, dobra. Cieszę się, że jesteś na miejscu. To znaczy w sumie się nie cieszę, ale lepiej mi z myślą, że jesteś już bezpieczna na lądzie.
– No tak, ktoś tu ma lęk wysokości. – Zaśmiałam się, ale wiedziałam, że mój śmiech powoli dobiegał końca.
– Dasz radę? Może idź na noc do jakiejś kumpeli? Diana, proszę, nie narażaj się.
– Alan, dam radę. Rozmawialiśmy o tym. Nic już się nie stanie. Za siedem dni uwolnię się od niego. Dałeś mi dużo energii i ogromną motywację. Muszę kończyć, właśnie podjeżdża nocny autobus, a wiesz, że w nich nic nie słychać. Napiszę, kiedy będę na miejscu.
– Uważaj na siebie, słońce.
Nocnym dojechałam do centrum miasta. Trwało to czterdzieści minut i właściwie miałam już dosyć całej tej podróży. Chciałam dotrzeć na miejsce i mieć wszystko z głowy. Niestety musiałam czekać kolejne pół godziny na drugi autobus. Miasto żyło własnym tempem. Studencki czwartek dawał się powoli we znaki. Ludzie wylewali się z pobliskich knajpek i niektórym ktoś bardzo kręcił chodnikiem. Brakowało mi takich chwil. Nie mocnego upojenia, ale tej wolności, lekkiego szaleństwa ze znajomymi na imprezie, tańca. Na trzy lata zostałam niemalże wyjęta z normalnego życia. Oby tylko coś mi to dało. Jakąś naukę na przyszłość.
Ponieważ słuchałam piosenek Paramore, czas zleciał mi niepostrzeżenie. Nim się obejrzałam, stałam pod blokiem, w którym znajdowała się moja kawalerka. I on, mój pożal się Boże partner. Uniosłam w górę oczy i zauważyłam delikatne światło. Prawdopodobnie włączony był telewizor. Albo mój komputer. Mój komputer. Kurwa! Kurwa, zapomniałam! Jak ja mogłam o tym zapomnieć…
Z ciężką walizką wbiegłam po schodach na trzecie piętro, jakbym mogła zatrzymać katastrofę, która była niemalże pewna. Wpadłam do mieszkania. Zamknęłam tylko za sobą drzwi, rzuciłam bagaż pod ścianę w przedpokoju tuż obok szafki na buty i weszłam do pokoju. Widok był okropny. Wszędzie walały się brudne rzeczy. Na stole stało kilka pustych butelek po piwie. Przy łóżku jedna do połowy opróżniona i popielniczka z wysypującymi się petami. Śmierdziało jak w menelni. Patryk spał pijany, a w telewizorze właśnie leciały napisy końcowe po jakimś filmie. Laptop leżał tuż obok łóżka. Korzystał z niego. Niestety. Wzięłam go i poszłam do łazienki, żeby czasem nie obudzić pijanego chłopaka. Usiadłam na zamkniętej klapie ubikacji i włączyłam komputer. Szybko znalazłam interesujące mnie pliki i usunęłam całą ich zawartość. Może się do nich nie dokopał. Oby. Panie Boże, oby…
Ze snu wyrwał mnie odgłos stukających o siebie butelek. Za oknem było jeszcze ciemno. To dobrze, w takim razie nie zaspałam do pracy.
– Proszę, proszę. Któż to postanowił wrócić? – W jego oczach widać było tylko szaleńczy błysk, który nigdy ich nie opuścił.
– Mówiłam, że lecę na kilka dni. Miałam tam zostać na zawsze? Niby po co? – Musiałam brnąć w kłamstwach dalej. Ale już niedługo. Za kilka dni miał się skończyć mój koszmar. Od tego momentu nie chciałam już żadnych łgarstw.
– Nie wiem, może już masz dzieciaka w sobie. Pieprzyłaś się? Dobrze ci było? Porządnie cię zerżnął? – Obelg nie było końca. – Trafił w ogóle małym chujem? Zniszczę cię. Zapamiętaj to sobie.
Nie dał mi dojść do słowa. Wyszedł, trzaskając drzwiami. Trudno, mógł mówić, co mu ślina na język przyniesie. Już mnie nie ruszały jego słowa i zapewnienia bez poparcia. Wyjęłam spod poduszki telefon i sprawdziłam godzinę. 4:30, mogłam powoli szykować się do pracy.
Wzięłam długi prysznic, miałam jeszcze sporo czasu do wyjścia. Nie gorący, nie zimny. Ciepły, taki, jaki lubię najbardziej. Kiedy skończyłam, ubrałam się w luźny top i dżinsowe spodenki, a na mokrych włosach zakręciłam turban z ręcznika. Poszłam do kuchni zrobić sobie kawę z mlekiem, przy której chciałam przejrzeć pracowniczego e-maila. Oczywiście mleka nie było. Właściwie w lodówce nie znalazłam niczego prócz dwóch butelek złotego napoju z bąbelkami.
Nie było mnie w pracy prawie dwa tygodnie, miałam co czytać. Skrzynka miałam całą zawaloną nowościami. Kiedy otwierałam ostatnią wiadomość, do kawalerki wrócił Patryk. Czas się w takim razie zbierać. Dopiłam resztki chłodnej już kawy. Wyłączyłam laptopa, zarzuciłam na ramię przygotowaną już sportową torbę z ciuchami pracowniczymi i skierowałam się w stronę drzwi. Kiedy już wchodziłam do przedpokoju, Patryk mocno złapał mnie za nadgarstek i szarpnięciem odwrócił w swoją stronę.
– Nie pogrywaj ze mną, bo źle skończysz – wycedził przez zaciśnięte zęby.
– Nie mam takiego zamiaru i puść, to boli. Będę mieć siniaka – odpowiedziałam, twardo patrząc prosto w jego oczy.
– Módl się, żeby co innego cię nie zabolało. – Po tych słowach odwrócił się i poszedł do kuchni. Usłyszałam jeszcze tylko syk otwieranej butelki, po czym wyszłam na świeże powietrze.
Wszystkie kolejne dni były podobne do siebie. Patryk praktycznie się do mnie nie odzywał, a ja nie zabiegałam o jego uwagę. Nie pytał też, co ze wspólnym mieszkaniem. Wiedział tylko, że nie podpisałam przedłużenia najmu. Chyba dotarło do niego, że zbliża się koniec, a trzydziestoletni facet wróci znów do rodziców.
Chciałam go uratować od bagna, w które wpakował się na własne życzenie. Teraz ratować musiałam siebie. Ostatnie dni pracy w starym miejscu również dobiegały końca. Wszyscy żałowali, że muszę odejść, ale doskonale rozumieli i wspierali mnie w każdej minucie. W końcu się otworzyłam. Teraz już każdy wiedział, jak jest naprawdę. Obiecali, że będą mieć oko na Patryka i wywalą go również z roboty, której był tak pewny. Wiedziałam, że słowa dotrzymają. Oni tak.
Dwa dni przed wyprowadzką znalazłam pokój, który od tej chwili miał być mój. Znajdował się w wielkim blokowisku na szóstym piętrze. Miałam z niego widok na spory plac zabaw i przepiękny park otoczony murami bloków. Mimo że osiedle było ogromne, okolica emanowała ciszą i spokojem. W mieszkaniu znajdowały się jeszcze dwa pokoje dwuosobowe. Ja trafiłam na wymarzoną jedynkę z dużym, podwójnym łóżkiem i drewnianymi meblami po przeciwnej stronie. Pod oknem stało biurko z wygodnym krzesłem. Pośrodku pokoju był duży, brązowy, bardzo przyjemny w dotyku dywan. Znalazłam swój mały azyl.
Spodziewałam się awantury stulecia, zdemolowanego pokoju, wyzwisk, skradzionych rzeczy. Nic takiego nie miało miejsca. Kiedy przyjechali właściciele mieszkania, Patryk był nawet uprzejmy i - co najdziwniejsze - trzeźwy. Odbiór przebiegł bez najmniejszego problemu. W momencie, gdy pani Zosia zwracała nam kaucję, wiedziałam, dlaczego musiał być „normalny”. W przeciwnym razie nie odzyskałby swoich pieniędzy. Przepadłoby tyle picia… To takie smutne. Powinnam zostawić sobie jego udział na pokrycie choć części tego, co zabrał mi bezczelnie z portfela, ale chciałam mieć już go po prostu z głowy. Koniec raz na zawsze.
Alan dzwonił kilka razy w ciągu doby, co najmniej pięć razy każdego dnia. Cieszyłam się, że ktoś mnie dostrzega, martwi się o mnie. A przede wszystkim szanuje i zależy mu na mnie, nie na moim portfelu.
Mój pokój był taki, o jakim marzyłam od dawna. Był mój. Po prostu. Na drzwiach przykleiłam sobie kilkanaście widokówek z różnych miejsc świata, które dostałam od znajomych. Parę zdjęć ze znajomymi z liceum i siostrą. Na parapecie postawiłam kilka ramek z ulubionymi zdjęciami. Na odkrytych półkach w końcu bez przeszkód mogłam ustawić swoje książki, których na razie było niewiele, ale od teraz co miesiąc mogłam sobie kupić chociaż jedną książkę. Matko, wreszcie miałam możliwość zadbać o siebie, zaopatrzyć się w jakieś ubrania, bieliznę. Wcześniej brakowało mi na to pieniędzy. W połowie miesiąca zastanawiałam się, co zrobić, żeby do kolejnej wypłaty było co jeść. Patryka nie zadowalały zwykłe obiady. Ciągle musiały być dodatkowo pizza, kebab albo kubełek z KFC.
Nareszcie mogłam wyjść od czasu do czasu do kina! A może i do teatru? Wyzbyłam się też wyrzutów sumienia z powodu wypadów ze znajomymi. Nie było mi wstyd kogokolwiek zaprosić do domu. To okropne, jak bardzo człowiek może być zależny od drugiej osoby. Koniec Patryka, koniec na zawsze. Ufff.
– Hej, słońce, jak się spało w nowym miejscu? – Usłyszałam w słuchawce chyba głos Alana, ale nie byłam pewna. Przetarłam oczy i spojrzałam na wyświetlacz.
– Szósta rano?! Żartujesz sobie ze mnie? Czemu już nie śpisz? – Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. No bo jak?
– Wiesz, to nie tak. Ja się dopiero kładę i chciałem usłyszeć twój głos na dobranoc.
– Chyba na dzień dobry… Usłyszałeś, więc się rozłącz, mam zamiar jeszcze pospać. – Byłam zła.
Wiedział, że do późna rozpakowywałam pudła. Co prawda Michalina i jej chłopak pomogli mi wszystko przewieźć, ale resztą musiałam i chciałam zająć się sama. W mieszkaniu byłam tylko ja, pozostałe dwa pokoje nie zostały jeszcze wynajęte. Kilkanaście pudeł, trzy duże torby podróżne i chyba milion worków. Nie wiem, kiedy zgromadziłam to wszystko, ale uzbierała się z tego niezła sterta.
– No już się nie denerwuj, młoda. Zadzwonię, jak się obudzę, buźka! – Po głosie Alana pozostał tylko regularny sygnał. Odłożyłam telefon i narzuciłam kołdrę na głowę, bo jak na złość właśnie sąsiad zaczął wiercić w ścianie! Dlaczego? Dlaczego właśnie dziś?
Przewracałam się z boku na bok, ale nie mogłam już zasnąć, mimo że moje nowe łóżko było naprawdę wygodne. Spojrzałam w okno. Niebo było bezchmurne. Pierwsze ptaki budziły się ze snu. Zapowiadał się wspaniały, ciepły dzień. To dobrze, bo musiałam dziś podjechać w kilka miejsc, odebrać z uczelni dokumenty na praktyki, na które wyjeżdżałam następnego dnia. Wszystko dobrze się złożyło. Miałam odpocząć od wszystkiego, a po powrocie przywitać nowe życie z otwartymi ramionami.
– Słońce, nie jesteś już zła? – zapytał Alan, dzwoniąc dwie godziny później.
– Ty naprawdę nie możesz spać? Przez ciebie wstałam dziś o szóstej rano, chociaż wiedziałeś, że potrzebowałam się wyspać. Wybacz, ale jestem właśnie na uczelni, muszę załatwić kilka spraw. Do później. – I rozłączyłam się.
Nie byłam już z Patrykiem. Nie mieszkałam z nim pod jednym dachem. Alan nie musiał mnie sprawdzać co kilka godzin. Czułam się, jakbym straciła najlepszego przyjaciela na rzecz kogoś, kto zachowywał się jak nadopiekuńcza matka. Miałam poczuć odrobinę wolności, a miałam wrażenie, jakbym była monitorowana na każdym kroku. Wiedziałam, że jemu na mnie naprawdę zależało. Miałam tego świadomość, ale nie potrafiłam przeskoczyć z kwiatka na kwiatek. Uczucie do Patryka wygasło we mnie już dawno, jednak potrzebowałam jeszcze odrobiny czasu, aby oswoić się z rozstaniem. Nadchodzące praktyki miały mi pomóc poradzić sobie ze wszystkim.
W dziekanacie zeszło mi dłużej, niż przypuszczałam. Musiałam załatwić jeszcze kilka pieczątek i podpisów. Dwa razy stałam w gigantycznej kolejce. Widać nie tylko ja postanowiłam zostawić wszystko na ostatnią chwilę. Godzinę po ostatnim telefonie mój samsung znów zawibrował mi w kieszeni. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Alana. Nie odebrałam. Pierwszy raz świadomie nie odebrałam. Kolejka przesuwała się mozolnie. Po dwudziestu minutach w końcu nadszedł czas na mnie. Podpisując pierwszy dokument, znów poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i kiedy zobaczyłam, że to znów Alan, wyłączyłam go. Podejrzewałam, że się wkurzy, ale potrzebowałam chwili dla siebie. Nie siedziałam w domu przed komputerem, nie spacerowałam, nie czytałam. Musiałam załatwić papiery, bez których nigdzie bym się nazajutrz nie wybrała!
Z uczelni wyszłam po godzinie. Niespiesznie udałam się na przystanek tramwajowy, ale widząc oczekujące tłumy, postanowiłam skorzystać z pięknego dnia i przejść się chociaż kawałek.
O wyłączonym telefonie przypomniałam sobie już pod domem. Włączyłam go i sama nie wierzyłam w to, co ujrzałam. Miałam trzydzieści cztery nieodebrane połączenia od Alana. Jedyne, o czym teraz marzyłam, to mocne uderzenie głową w ścianę. Z deszczu pod rynnę? Przecież to po prostu niemożliwe.



Jeśli zaciekawił Was ten fragment, to książkę możecie zamawiać TUTAJ oraz w Empiku, MatrasieLivro oraz Bonito.
Copyright © 2014 My fairy book world , Blogger